środa, 31 października 2012

Zamach w Smoleńsku - odkrywanie prawdy


25 października br. opublikowałem na portalu Niepoprawni tekst pt. Smoleńsk - niebezpieczna prawda  Zakończyłem go następującymi słowami :
(…) Można przypuszczać, że w chwili obecnej, po ujawnieniu tego i wielu innych , pośrednich dowodów zbrodni rozpoczęto przygotowania do ostatniej fazy akcji wrogich służb. Niektórzy komentatorzy piszą jednak o zbyt przedwczesnym przedstawieniu wniosków naukowców. To błędne myślenie. Być może, publiczne wystąpienie profesora Obrębskiego, przedstawienie swojej opinii i kluczowego dowodu, oraz publiczne podzielenie się obawami, związanymi z działalnością agentury po prostu uratowało mu życie…(…)
Pisząc ten zastanawiałem się wcześniej, czemu miało służyć „wypłynięcie” zdjęć ofiar tragedii smoleńskiej, za co bez wątpienia odpowiadają rosyjskie służby,  i czy celem tej publikacji było, jak to ocenia wielu komentatorów, upokorzenie narodu polskiego ? Dzisiaj doszedłem do wniosku, że ten „kontrolowany przeciek” służył zupełnie innemu celowi i stanowił preludium do znacznie poważniejszych „działań”. Mordercy wysłali jasny przekaz o  tym, jak mogą skończyć się wszelkie próby rozwiązania „smoleńskiej zagadki”
Sygnały o realnym niebezpieczeństwie przychodziły od dawna. Kto choć trochę zna rosyjską mentalność powinien wiedzieć, że bezczelność Rosjan i ich jawne kłamstwa wpisane są w pewien schemat postępowania. Próby upokorzenia Polski są bardzo czytelne.
(…) Największa jednak nagonka spotyka tych, którzy bezpośrednio uczestniczą w odkrywaniu prawdy. Próbuje podważać się ich autorytet, lub osiągnięcia naukowe, a gdy to nie wystarcza używa się słów – wytrychów, które zmierzają do tego, aby stwierdzić, że wszystko, co robią ma podłoże polityczne. Można również przypuszczać, że w „sprawie” tej użyto również znacznie niebezpieczniejszego oręża, jakim są metody stosowane przez „spec-służby” – szantaż, groźby, a nawet fizyczna eliminacja osób, których wiedza mogłaby być zbyt niebezpieczna. W sytuacji całkowitego opanowania środków masowego przekazu przez tych, którzy nie chcą, aby prawda została odkryta, zapewne długo się nie dowiemy jakie poczyniono kroki, aby zatuszować wszystkie te zbrodnicze działania.(…)

Tekst ten opublikowałem w marcu br. Nie wiedziałem jeszcze, że za jakiś czas dojdzie do eskalacji działań rosyjskich służb, lecz można było w pewien sposób przewidzieć, że takie działania zostaną podjęte. Prowokacja na Euro2012, śmierć generała Petelickiego, a tuż po publikacji tego tekstu, umycie wraku Tupolewa i zaproszenie dziennikarzy by obejrzeli i sfotografowali fragment kadłuba.
Bezczelność Rosjan osiągnęła w tym momencie swoje apogeum. Równie dobrze mogliby pokazać Polakom fragment okrętu wojennego z wiszącą przy burcie kotwicą i powiedzieć, że to jest niezmieniony i nie umyty fragment polskiego samolotu.

W tym miejscu przypomina mi się jeden z tekstów Daniła Charmsa, jednego z „niepoprawnych” rosyjskich „przedwojennych” poetów, który znakomicie oddaje sposób postępowania Rosjan, a którego krótki fragment tu przytoczę :


(…)Grigoriew i Siemionow

GRIGORIEW (bijąc Siemionowa po mordzie): No i nastała nam zima, pora palić w piecach. A pana zdaniem
SIEMIONOW : Moim zdaniem, jeśli poważnie potraktować pańską uwagę, to chyba rzeczywiście pora palić w piecach (…)

Takim „Siemionowem” jest obecny polski rząd i podległe temu rządowi instytucje, które „bite przez Grigoriewa po mordzie” usiłują zachować pozory „dialogu” z oprawcą.

Można jednak zauważyć, że pomimo tej bezczelności i prób zastraszania, nie udaje się rosyjskim służbom opanować sytuacji. Gdy nie pomagają już groźby, jedynym skutecznym orężem służb staje się fizyczna eliminacja osób „niewygodnych”

„Rzeźnik” Putin ma niebywałe doświadczenie w tego typu działaniach. Najbardziej jaskrawe przykłady zastosowania w praktyce tych „metod” są powszechnie znane. Anna Politkowska, Aleksander Litwinienko, Zelimchan Jandarbijew, Anastazja Baburowa, czy Stanisław Markiełow, to tylko niektóre z nazwisk na długiej liście zbrodni politycznych obecnego obozu władzy w Rosji.

Polska to jednak nie Rosja i choć znamienna jest skala infiltracji Polski przez rosyjskie służby specjalne, powiązane z rodzimymi postkomunistycznymi służbami, to jednak skutek „działań” Rosjan jest odmienny od oczekiwanego. Polski naród reaguje w zupełnie inny sposób, niż zastraszany od lat naród rosyjski, który od czasów rewolucji październikowej nie jest zdolny do przeciwstawienia się kolejnym pokoleniom swoich oprawców.  

Śmierć Remigiusza Musia może stanowić kolejny „tragiczny” przełom w historii , która tworzy się na naszych oczach.  Takie ofiary z życia zawsze oddziaływały na polskie społeczeństwo w sposób nieprzewidywalny dla oprawców. Śmierć ks. Jerzego Popiełuszki potrafiła „obudzić” naród i pokazać słabość komunistycznego systemu, uciekającego się do najbardziej haniebnej zbrodni, by utrzymać naród w ryzach. Historia pokazała, że stało się inaczej. Naród nie dał się zastraszyć, tylko jeszcze bardziej się zjednoczył, w imię prawdy i dążenia do wolności. Tak może być i tym razem. Ofiary Smoleńska, pogarda, kłamstwo, manipulacje i wreszcie „zbrodnie posmoleńskie”, których teraz udowodnić nie sposób, lecz są one tak widoczne jak rozkawałkowane, osmalone i obłocone szczątki samolotu Tu154, nie mogą pójść na marne.

 Tak w Polsce było zawsze i tak będzie tym razem, choćby zamordowano kolejne osoby. Obecnej władzy z marionetkowym pro-rosyjskim rządem już właściwie nie ma. Rząd PO powoli dogorywa trapiony coraz większymi skandalami i tylko kwestią czasu pozostaje, kiedy rozpocznie się prawdziwe śledztwo w sprawie zamachu w Smoleńsku.

Dowody zbrodni

Akcja systematycznego i systemowego „prania mózgów” polskiego społeczeństwa trwa od chwili katastrofy. Jednym ze sposobów manipulacji jest podważanie ustaleń Zespołu Parlamentarnego, ale przede wszystkim liczne próby dyskredytacji teorii i tez przeczących oficjalnej wersji wydarzeń Smoleńsku. Wykorzystuje się w tym celu dość nikłą wiedzę i świadomość możliwości technicznych rosyjskich służb, które dysponują całym arsenałem środków umożliwiających im skuteczne przeprowadzenie „akcji” i to jeszcze w taki sposób, aby uniemożliwić oficjalnym służbom śledczym dotarcie do materiału dowodowego. A cóż tu dopiero mówić o zwykłych obywatelach – odbiorcach informacji, czytelnikach i komentatorach, którzy często nie mają nie tylko właściwej wiedzy, ale również posługują się materiałami „podrzucanymi” przez ludzi służb – pseudo- dziennikarzy, blogerów, analityków, a nawet naukowców.

„Wrzutki” mające na celu dezinformację stosowane są od samego początku. Ilość tych fałszywych informacji jest olbrzymia i skutecznie zniechęca większość „odbiorców” do próby weryfikacji i samodzielnej analizy „tematu”. Pojawiają się teksty, oparte na zafałszowanych relacjach, zdjęcia, materiały filmowe, z których służby robią użytek, by wprowadzić w błąd odbiorców i ośmieszyć tych, którzy odkrywają rzekomo niewiarygodne fakty.

Choć teza o wybuchu samolotu pojawiła się dość dawno, to od tego momentu starano się za wszelka cenę zdyskredytować teorię zamachu, robiąc to znanymi powszechnie sposobami. Znaczną rolę w tej dezinformacji pełnia maistreamowe media, w tym również portale informacyjne, będące pod kontrolą obecnego rządu, lub ludzi związanych biznesowo z postkomunistycznym układem, a tym samym podatne na działania służb rosyjskich.

Pamiętam pierwsze tezy o sztucznej mgle, które w sposób prześmiewczy były dyskredytowane przez media i komentatorów będących na usługach tych mediów. Na nic się zdało pokazywanie podczas pracy różnego rodzaju urządzeń wojskowych, które taką „sztuczną mgłę” są w stanie wytworzyć. Teza o celowości działań Rosjan była wyśmiewana w najbardziej ordynarny sposób i wielu ludzi dało się na to nabrać, uznając, że chyba rzeczywiście nie jest możliwe wytworzenie „sztucznej mgły” i , że w ogóle bez sensu jest drążenie tego tematu, nie narażając się na śmieszność.

Gdy znaleźli się tacy, którzy zaczęli mówić o ładunkach wybuchowych, zaraz pojawiały się komentarze, że to bzdura, lub że niemożliwe jest podłożenie bomby w samolocie bo przecież była kontrola pirotechniczna, a poza tym „jaki idiota” doprowadziłby do zamachu na terytorium Rosji wiedząc, czym może grozić ujawnienie prawdy. Z kwestiami technicznymi również było podobnie. Pamiętam jeden z komentarzy na pewnym portalu, w którym śmiano się z innego komentatora, pisząc, że jest niespełna rozumu, jeśli twierdzi, że w samolocie była bomba – bo któż mógł wnieść 50 kg trotylu na pokład ?

Pierwsza zmiana myślenia nastąpiła po opublikowaniu stenogramów, odczytanych w Krakowie, nagrań z kabiny pilotów. Bezspornym stał się fakt sfałszowania przez Rosjan tych zapisów i od tej pory zaczęło poszerzać się grono osób, które nie dawało wiary „oficjalnym ustaleniom” dokonanym przez stronę rosyjską. Kolejne, niezależne badania, przeprowadzane przez Zespół Parlamentarny wywoływały wściekłość wśród tych, którym najbardziej zależało na ukryciu prawdy – politykom obozu rządzącego, reżimowym dziennikarzom i tzw. „anonimowym bytom internetowym”, które do tej pory mogły bezkarnie szafować kłamstwem i dezinformacją na internetowych portalach.  Coraz trudniejsza stała się dla nich dezawuacja wyników działań Zespołu, a prawda, która powoli się odsłaniała, przedstawiała tragiczne wydarzenia w sposób coraz bardziej kompleksowy i naukowy. Nauki zaś, w prosty sposób podważyć się nie da.

Sięgnięto więc po „dyspozycyjnych” naukowców, którzy stworzyli nowe, trudno weryfikowalne,  antagonistyczne teorie, podważające wyniki badań Zespołu Parlamentarnego. Dodatkowo próbowano również zdyskredytować „ad personam” naukowców – członków Zespołu, zarzucając im niewystarczającą, lub „niekierunkową” wiedzę w zakresie prowadzonych przez siebie badań.

Jednak i te działania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, bo nawet najbardziej zagmatwane antagonistyczne wyniki „badań” można podważyć, o czym przekonał się np. pan Artymowicz, któremu zabrakło również odwagi do bezpośredniej weryfikacji swoich „badań” z badaniami naukowców Zespołu Parlamentarnego i który najzwyczajniej stchórzył przed spotkaniem z prof. Biniendą.

Prawdziwy przełom nastąpił jednak ostatnio, gdy na Konferencji Smoleńskiej  olbrzymie grono naukowców z różnych dziedzin nauk technicznych doszło do takiej samej konkluzji – wybuchów na pokładzie Tupolewa.

Czy można odciąć skrzydło w locie

Przyznam, że największe wrażenie podczas Konferencji Smoleńskiej wywarły na mnie dwa referaty.  Jeden z nich dotyczył analizy chemicznej części samolotu i fragmentów tkaniny, które udało się przywieźć ze Smoleńska. A drugi, jeszcze bardziej wstrząsający, referat profesora Jana Obrębskego, w którym analizuje on fragment zniszczonego elementu samolotu – jednoznacznie oceniając, że fragment ten był poddaniu działaniu materiału wybuchowego.

Spróbowałem znaleźć potencjalne możliwości połączenia konkluzji z wyników tych badań i znalazłem ciekawe materiały źródłowe, dotyczące technicznych aspektów zastosowania materiałów wybuchowych do „cięcia konstrukcji stalowych fala uderzeniową”

Pierwszy z tych materiałów dotyczy demontażu konstrukcji olbrzymiej zwałowarki w kopalni Turów. Link TUTAJ . Na stronie firmy Cama znajduje się film, przedstawiający w jaki sposób to się odbyło.

Drugi z materiałów - WYBUCHOWE ODCINANIE GŁÓWNYCH ELEMENTÓW
KOPARKI KOŁOWEJ DLA JEJ LIKWIDACJI  Link TUTAJ
przedstawia aspekty techniczne tego przedsięwzięcia. Ciekawy jest fragment dotyczący skutków wybuchu materiału kumulacyjnego :

(…)6.1. Rozrzut
Duża prędkość strumienia kumulacyjnego wychodzącego z przecinanego fragmentu
metalu może spowodować znaczny zasięg rozlotu odłamków stalowych. Ponadto duża siła
uderzenia gazów w nadcięte fragmenty konstrukcji stalowych powoduje powstanie kolejnej grupy odłamków posiadających znaczny zasięg rażenia(…)


I jeden z kluczowych jego fragmentów :

(…) Badane przez nas materiały charakteryzują się tym, że w miejsce proszku metalu
stosuje się napełniacze, takie jak węglan wapnia lub tlenek antymonu, popularnie
wykorzystywane w przetwórstwie tworzyw sztucznych. Wkładki kumulacyjne
otrzymane z kompozytów zawierających wyżej wymienione związki mają dobre
właściwości mechaniczne, np. tworzywo zawierające 80 % m/m napełniacza ma
wydłużenie względne przy zerwaniu 147 %. Stwierdzono, że zdolność tnąca
ładunków z wkładkami kumulacyjnymi sporządzonymi na bazie wymienionych
napełniaczy nie ustępuje ładunkom zawierającym wkładkę kumulacyjną z proszkiem
metalu. Dodatkowo, ani węglan wapnia, ani też tlenek antymonu nie wpływają
na przyspieszenie starzenia się lepiszcza polimerowego czy substancji zawartych
w materiale wybuchowym, co ma miejsce w przypadku zastosowania pyłu
miedzianego. Cechy uzyskanych kompozytów polimerowych sprawiają, że ich
zastosowanie do produkcji wkładek elastycznych ładunków kumulacyjnych jest
możliwe i komercyjnie uzasadnione.(…)

A więc obecność wapnia na fragmentach samolotu zbadanych przez polskich naukowców może być wyjaśniony również możliwością zastosowania związków wapnia, jako wypełniacza polimerowej wkładki kumulacyjnej.

Trzeci, najbardziej znamienny materiał, przedstawiający prace badawcze rosyjskich naukowców, nad wkładkami kumulacyjnymi służącymi do…wybuchowego demontażu konstrukcji lotniczych  :

Metoda cięcia profili z blachy i urządzenie do jego realizacji

(21), (22) Numer zgłoszenia: 5014123/27, 24/10/1991
(45) Data: 20.03.1995
(56) wykaz dokumentów cytowanych w raporcie
stwierdzenia: Zastosowanie RFN nr 2855347, cl. F 42B 2/01, 1980.

(71) Wnioskodawca (y): Stowarzyszenie "Progress"
(72) Author (s): Muzhichek SM, Lobanov VS, Krokhin VZ,Morozow IV Maksimov, I., A. Kryukov, Pominov VNBOBRUSOV VV Tarasov VG
(…)Działanie proponowanej metody są ze sobą powiązane i mają jedno zadanie - zapewnić skuteczne cięcie profili arkusz złożony kształt o zmiennej grubości (rys. 3). Wydajności cięcia zagęszczonej obszarów wzrostu z użyciem masowego powłoki w postaci segmentów cylindrycznych rur o średnicy wewnętrznej równej średnicy zewnętrznej UZ, ostatniego na lepsze dopasowanie do ścianki powłoki.
W pobliżu strony rury stanowiące część podłużną płaską zredukowane zukosowanie do wewnętrznej powierzchni, tworząc podłużną szczelinę w rurze (fig. 2). Wartość fazy wynosi 1/2 (dd), w którym D i D - zewnętrzna i wewnętrzna średnica rury, odpowiednio. Eksplozja produkty km (w postaci Douz, i H) są ograniczone przez ściany zbiornika, a naciskając rozcieńczona ściany rury w skos jest cięty do profilu upływie produktów wybuchu eliminuje różnic profilu i rurą.
Zapewnia to ochronę produktów wysokociśnieniowych wybuchu przez długi czas, aż do zniszczenia, fragmentacja rury. Dlatego ważne jest, dużą plastyczność materiału (zaletą jest to, na przykład miedzi) rur dłuższy uszkodzenia i długotrwałego przechowywania wysokiego ciśnienia produktów wybuchu z odpowiednim wzrostem wysokości materiału, ścinanie i wydajności cięcia profili blachy.
Proponowana metoda i urządzenie do jego realizacji były pilot-przetestowane podczas demontażu końcu kadłuba samolotu życia do recyklingu metali. (…)

Tekst oryginalny :
(…)На обращенной к разрезаемой детали стороне трубки выполнена продольная плоская фаска вплоть до внутренней поверхности с образованием продольной щели в трубке (фиг.2). При этом величина фаски равна 1/2 (D-d), где D и d - наружный и внутренний диаметр, трубки соответственно. Продукты взрыва УЗ (как в виде ДУЗ, так и ДШ) сдерживаются стенками оболочки, а за счет прижатия утоненных стенок трубки в районе фаски к разрезаемому профилю исключает истечение продуктов взрыва в зазор между профилем и трубкой.
Таким образом обеспечивается сохранение высокого давления продуктов взрыва в течение длительного времени вплоть до разрушения и фрагментации трубки. Поэтому оказывается важной высокая пластичность материала (преимущество имеет, например, медь) трубки для увеличения времени разрушения и длительного сохранения высокого давления продуктов взрыва с соответствующим возрастанием скорости материала, сдвиговых напряжений и эффективности резки листовых профилей.
Предложенный способ и устройство для его реализации прошли экспериментальную проверку при проведении демонтажа фюзеляжа самолетов с истекшим сроком службы для утилизации металла.(…)

I rysunki przedstawiające schemat rozmieszczenia ładunków :









Ostatnim materiałem chciałbym zakończyć ten tekst. Pochodzi on ze strony firmy Brexco, z Wielkiej Brytanii. Firma zajmuje się m.in. produkcją i sprzedażą specyficznych narzędzi leśnych,



Polecam zwłaszcza praktyczne zastosowanie, które można obejrzeć na poniższym filmie :
















czwartek, 25 października 2012

Smoleńsk - niebezpieczna prawda.



Pierwsza konferencja smoleńska, z udziałem wybitnych naukowców, wielu dziedzin nauki, przeszła już do historii. Jej waga została jednak perfidnie przemilczana przez media głównego nurtu, zaś krótkie wzmianki na tradycyjnie „niechętnych” dążeniu do prawdy portalach ograniczyły się do krótkiej konkluzji, oderwanej od całościowego aspektu tej kilkunastogodzinnej debaty, której znaczenie zapewne przerasta poziom pojmowania większości niedouczonych i niechętnych drążenia tematu dziennikarzy.

Portale mają również tą specyfikę, że pod każdą informacją jest miejsce na pisanie komentarzy. Jakie to jednak mogą być komentarze, łatwo się domyślić, zwłaszcza, jeśli powszechnie stosowaną praktyką jest stosowanie „autopromocji” kłamstwa, poprzez stałą współpracę zawodowych „bytów internetowych” które z całą mocą próbują zdyskredytować prawdę.

To nie są zwykłe „debile” jak często chcą sobie wyobrażać ci, którzy przeciwstawiają się ordynarnym kłamstwom i chamstwu „zawodowych komentatorów”. Ta zajadła walka słowna pod tekstem informacyjnym ma służyć odciągnięciu uwagi od spraw istotnych, oraz ma pokazać, że nadal istnieje wyraźna polaryzacja poglądów w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej.

Ta polaryzacja jest sztuczna bowiem żaden rozsądny człowiek, który ma przynajmniej średnie wykształcenie, umie korzystać z wiedzy przyswajanej z Internetu, zakładając, że nie jest psychicznie chory, nie jest już w stanie podważyć ustaleń Zespołu Parlamentarnego, wspartego pomocą naukowców polskich i międzynarodowych.

Można więc śmiało uznać, że każdy komentarz, który podważa dotychczasowe ustalenia jest celowym działaniem osób współpracujących z tymi, którzy prawdę smoleńską chcą ukryć. I trzeba w końcu wyraźnie powiedzieć, że osoby, piszące ewidentne brednie na portalach Wyborczej, TVN, Onetu, Interii, RMF FM itd. oraz próbujące siać podobny ferment na niektórych niezależnych portalach, robią to z pełną świadomością stwarzanej przez siebie manipulacji i kłamstwa „na zamówienie”

Jeszcze do niedawna, zanim dostępna wiedza umożliwiła sformułowanie jednoznacznych wniosków o przebiegu „katastrofy”, bardzo trudno było obronić jakąkolwiek rozsądną tezę o jej prawdziwych przyczynach. Zawodowi kłamcy i manipulatorzy mieli przez to ułatwione zadanie. Można było zarzucić przestrzeń medialną tysiącami pseudoteorii. Jeśli ktoś chciał, mógł bez przeszkód stworzyć „materiał” alternatywny dla ustaleń oficjalnych. Podważanie prawdy odbywało się systemowo, a stwarzane teorie robiły ludziom wodę z mózgu. Tych „teorii” na przestrzeni ostatnich dwóch lat namnożyło się sporo. Jedne z nich były całkowicie nielogiczne i przeczyły nie tylko faktom, ale również logice i zdrowemu rozsądkowi. Inne były bardziej perfidne, bowiem w zawoalowany sposób usiłowano zdyskredytować prace Zespołu Parlamentarnego poprzez rzekomą próbę obiektywnej i niezależnej oceny zdarzenia, w którą to ocenę zostali „włączeni” nieświadomi manipulacji uczestnicy i blogerzy.

Jednak prawda ma to do siebie, że potrafi obronić się sama. Łatwo było „naśmiewać się” z tych, którzy od początku mówili o scenariuszu wydarzeń zgoła innym od ustaleń „rosyjskich specjalistów”, czy też „polskiej” komisji Millera,  bo zdrowy rozsądek i logiczne myślenie nie zastąpi naukowego autorytetu, ani twardych, niepodważalnych dowodów, które stopniowo zaczęły się dopiero pojawiać.

Konferencja Smoleńska stanowi przełom w dotychczasowych działaniach, zmierzających do odkrycia prawdziwych przyczyn tragedii. Fakt uczestnictwa w niej naukowców – praktyków wytrąca argumenty wszystkim tym, którzy próbowali mniej świadomym odbiorcom treści medialnych wmówić, że „ziemia jest płaska”.

Dopóki wszelkie próby wyjaśnienia przyczyn tragedii opierały się na dowodach pośrednich, jakimi były wszelkiego rodzaju analizy danych, lub symulacje komputerowe, nawet te, wykonane z należytą starannością i zachowaniem odpowiedniej metodologii, dopóty trwały w najlepsze próby zdyskredytowania tych ustaleń, co wcale nie było takie trudne, dla kogoś, kto dysponuje odpowiednią wiedzą w zakresie podstawowych problemów techniki i ma odpowiednie zaplecze medialne do szerzenia swoich trudno – weryfikowalnych teorii.

 Przykładem takiego antynaukowego podejścia jest choćby „naukowiec” i pilot amator Paweł Artymowicz, który zapewne nie przez przypadek został upoważniony do działań, mających na celu dyskredytację prof. Wiesława Biniendy.  Próba dyskredytacji była wielopłaszczyznowa, bowiem nie ograniczała się jedynie do „naukowego” podważania przeprowadzonych przez prof. Biniendę badań i symulacji, ale również do personalnych, anonimowych ataków na profesora w miejscu jego zatrudnienia.

Oczywiście o wiele trudniej jest odeprzeć taki atak, jeśli po przeciwnej stronie działają siły przygotowane „zawodowo” do niszczenia ludzi w taki sposób, niż jeśli są to tylko złośliwi użytkownicy Internetu, będący przy okazji członkami młodzieżówek partii rządzącej. Bo tacy „użytkownicy” nie będą pisać anonimowych paszkwili do władz uczelni. Te metody zarezerwowane są dla „zawodowców”.

Piszę o tym nie przez przypadek, bo metoda zastraszania naukowców poprzez „anonimowe maile” znalazła również zwoje zastosowanie w przypadku prof. Kazimierza Nowaczyka, a dodatkowo w tym przypadku miały również miejsce inne niepokojące wydarzenia związane ze zdrowiem pana profesora – być może będące zbiegiem okoliczności, ale w przypadku tak poważnej sprawy jak teza o zamachu w Smoleńsku, nie można wykluczyć innych, bardziej „celowych” okoliczności.

I jakby na potwierdzenie tezy o „przyczynowości” takich działań, w drugim dniu Konferencji Smoleńskiej, profesor Jan Obrębski publicznie oznajmia, że jego osoba stała się obiektem ataku. Słowa o „dzikiej dyskusji agenturalnej, na „skrzynce internetowej” profesora Obrębskiego, oraz o próbie storpedowania Konferencji Smoleńskiej i podejrzenie iż podczas pierwszego dnia konferencji na sali obecni byli „agenci” są poważnym sygnałem, że następuje przełom w dotychczasowych ustaleniach, zaś ciężar dowodów zbrodni staje się coraz większy.

I nie można tutaj nie zauważyć „przedziwnego” splotu okoliczności zbiegu czasu konferencji z publikacją drastycznych zdjęć ze Smoleńska, nagłym „zaniemówieniem” mainstreamowych mediów w sprawie konferencji, oraz innymi niepokojącymi faktami, o których naukowcy, obecni na konferencji nie powiedzieli, lecz dali jasno do zrozumienia, że gra idzie o najwyższą stawkę.

Nie przez przypadek profesor Obrębski mówi o agenturze publicznie, nie jest tez przypadkiem umieszczenie materiałów konferencyjnych na prywatnej stronie internetowej jednego z uczestników:
(…)Decyzją Komitetu Organizacyjnego z dnia 3.09.2012 pliki istniejące wcześniej na tej stronie zostały przeniesione na prywatną stronę członka Komitetu Organizacyjnego prof. dra inż. Chrisa Cieszewskiego (…)

Nie jest wreszcie przypadkiem ukrycie jednego z najbardziej wartościowych dowodów eksplozji mogącego stanowić Corpus delicti prowadzonego postępowania i być tym dla wyjaśnienia przyczyn tragedii smoleńskiej, czym było znalezienie fragmentów układu elektronicznego, stanowiącego fragment bomby, która spowodowała tragedię w Lockerbie.

Można przypuszczać, że w chwili obecnej, po ujawnieniu tego i wielu innych , pośrednich dowodów zbrodni rozpoczęto przygotowania do ostatniej fazy akcji wrogich służb. Niektórzy komentatorzy piszą jednak o  zbyt przedwczesnym przedstawieniu wniosków naukowców. To błędne myślenie. Być może, publiczne wystąpienie profesora Obrębskiego, przedstawienie swojej opinii i kluczowego dowodu, oraz publiczne podzielenie się obawami, związanymi z działalnością agentury po prostu uratowało mu życie…

środa, 3 października 2012

Dał nam przykład Bonaparte - BOJKOT TVP



Ostatnie wydarzenia bardzo wyraźnie pokazały myślącej części polskiego społeczeństwa, że wbrew niektórym „tezom przedwyborczym” lansowanym przez niektórych, bardziej naiwnych komentatorów życia politycznego w Polsce, ponowne dojście do władzy reżimowej partii nie skończy się dla niej spektakularnym upadkiem. Komentarze w których przewidywano taki „upadek”, spowodowany pogłębiającym się kryzysem państwa, często pojawiały się w blogosferze. Przeciwne tym tezom były głosy zdrowego rozsądku i trafne, jak okazało się dzisiaj, opinie, że dalsze rządy postkomunistycznego układu oznaczają jego umocnienie i przejęcie następnych obszarów funkcjonowania państwa.

Układ nie tylko umocnił się na swoich pozycjach, ale przeszedł również do realizacji wcześniej ustalonych planów, których jedynym istotnym celem jest całkowita likwidacja wszelkich przejawów demokracji w Polsce. Następstwem ekstremalnie szkodliwych dla Polski działań obecnego rządu i jego zaplecza politycznego, a także grup interesu, dzięki którym układ może w ogóle funkcjonować jest podporządkowanie niemal wszystkich instytucji państwa.

Obszarów tej bezpośredniej kontroli jest wiele. Począwszy od przedsiębiorstw państwowych i spółek, w których zarządach zasiadają koledzy, znajomi i rodzina przedstawicieli partii rządzącej, organów władzy terytorialnej, która posłusznie wykonuje polecenia swoich zwierzchników, władzy samorządowej, opanowanej w większości przez „zaufanych” i politycznie poprawnych burmistrzów, starostów, radnych, a skończywszy na mediach publicznych, organów sądowych, prokuraturze wojsku i policji.  Oczywiście można bez końca wymieniać jeszcze wiele innych instytucji i urzędów, które są w bezpośredni, jak się okazuje, sposób, kontrolowane przez obecna władzę.

Bezpośredniość tej „kontroli i podporządkowania” została ostatnio wyraźnie ukazana. Przykład „podporządkowanego” prezesa sądu w Gdańsku, czy prokuratury, która umarza śledztwo w sprawie piramidy finansowej są aż nadto jaskrawym przykładem politycznej korupcji i jawnego łamania obowiązującego w Polsce prawa.

Ale stało się coś więcej. Takie jaskrawe przykłady mogą oczywiście być tylko jednostkowym przekroczeniem uprawnień, lub niedopełnieniem obowiązków służbowych, lecz czym jest i jak nazwać kłamstwa, wypowiadane publicznie z mównicy sejmowej do całego narodu, przez Prokuratora Generalnego Rzeczpospolitej Polskiej, konstytucyjnych ministrów i  wreszcie osób w państwie najważniejszych – prezydenta i premiera.

Jawne mówienie kłamstw przez te osoby oznacza ich przyzwolenie dla wszystkich, kontrolowanych przez siebie instytucji, aby robiły to samo. Aby w ten sam sposób deptały praworządność, zwyczaj i moralność.
Przykład, który dają rządzący jest jednak tylko częścią zła. Okazuje się, że kłamstwo, dzięki kontrolowanym przez władzę mediom ma docierać do jak największej rzeszy Polaków. Kłamcy liczą na to, że ich słów nie zweryfikuje większa część społeczeństwa, zaś ci, którzy będą starać się głośno kłamstwu przeciwstawiać, nie będą mieli odpowiednich narzędzi, aby ich słowa zostały odpowiednio nagłośnione.
Należy sobie jednak bardzo wyraźnie powiedzieć, że w obecnej rzeczywistości prawda ma coraz mniejsze szanse na dotarcie do większości Polaków. Na drodze stoją jej bowiem podporządkowane media, instytucje i urzędy, oraz wszystkie inne organy państwa, podległe władzy.

Czy jesteśmy wobec takiej sytuacji bezsilni? Oczywiście, że nie, bowiem mamy dwa zasadnicze wyjścia. Pierwszym z nich jest głośniejszy krzyk, domagający się prawdy i głoszenie jej przez coraz większą ilość społeczeństwa, a drugim jest uciszenie kłamstwa wszelkimi możliwymi sposobami.

Możliwości konstytucyjne i prawne skończyły się jednak wraz z zawłaszczeniem polskiego państwa przez reżimową sitwę. Obecnie nie można liczyć na jakikolwiek konstytucyjny organ państwa, nie mówiąc o największej sile przekazu informacji, jaka są „publiczne” media – które w sposób jawny opowiedziały się czyim są przedstawicielem. Kłamstwa i manipulacja przekazem medialnym to codzienność. Jednak jeśli nie ma siły, aby je przekrzyczeć, należy za wszelką cenę je uciszyć.

Polacy mają prawo do niezmanipulowanego przekazu medialnego, stanowiącego „czystą” , rzetelną informację, pozbawioną wątpliwej jakości, tendencyjnych komentarzy. Polacy mają prawo do kontroli i weryfikacji treści programów publicystycznych, edukacyjnych i rozrywkowych. Polacy mają prawo do wiedzy, na co i w jakiej wysokości wydatkowane są ich pieniądze, przeznaczone na finansowanie mediów.
Tych praw, od dłuższego czasu nie spełnia Telewizja Polska. Oprócz kłamstw, oszczerstw i manipulacji przekazem, obywatelom fundowany jest wątpliwej jakości program telewizyjny, którego główną cechą jest to, że nie służy „publicznej misji” lecz jest częścią politycznej propagandy obozu władzy, oraz stanowi narzędzie marketingowe dla koncernów i firm – głównie zagranicznych, których produkty i usługi wypierają z rynku rodzimych przedsiębiorców, nie dysponujących milionowymi kwotami przeznaczonymi na reklamę.

Taka telewizja i media publiczne nie mają racji bytu i należy dążyć albo do natychmiastowych zmian ich funkcjonowania (co jest obecnie praktycznie niemożliwe) albo doprowadzić do ich finansowej zapaści, za pomocą środków dostępnych społeczeństwu.

Jednym ze sposobów jest wprowadzenie bojkotu produktów i usług reklamowanych przez publiczne media. Środki finansowe uzyskiwane z reklam stanowią najistotniejsze , obok abonamentu RTV, źródło przychodów TVP. Poza tym jak największa ilość obywateli powinna wyrejestrować swoje odbiorniki RTV, aby zmniejszyć również wpływy z abonamentu.

Jak wielkie możliwości tkwią w społeczeństwie pokazuje liczba osób, które podpisały się pod petycją w sprawie nadania koncesji na multipleksie cyfrowym telewizji Trwam, oraz ilość osób, uczestniczących w marszach protestacyjnych. Siła ta jest wystarczająca do skutecznego bojkotu TVP.

Drugim, równoległym działaniem społecznym powinno być zbojkotowanie prasy i czasopism promujących „celebrytów” medialnych na swoich łamach. Czasopisma takie nie powinny być kupowane, bowiem promują osoby bezwstydnie korzystające z pieniędzy polskich obywateli. Wysokość kwoty kontraktów wypłacanych jednorazowo dla takich „gwiazd telewizyjnych” jest odpowiednikiem rocznej lub dwuletniej pensji przeciętnego Polaka, który ciężko pracuje na utrzymanie swojej rodziny, gdy tymczasem „gwiazda” otrzymuje „wynagrodzenie” za pokazywanie nagich pośladków.

Ostatnim elementem bojkotu powinno być natychmiastowe porozumienie mediów niezależnych, które wprowadzą bojkot w życie w postaci odpowiedniego tekstu, logo, a także przekazania istotnych informacji o tej formie protestu we wszystkich możliwych lokalizacjach i formach. Informacja o bojkocie powinna znaleźć się na bannerach stron internetowych i pierwszych stronach czasopism. Powinna być również nagłaśniana za pomocą niezależnego radia i telewizji internetowej, oraz za pomocą ogólnie dostępnych komunikatorów internetowych.

Istotna powinna być również informacja, o takim porozumieniu wszystkich niezależnych mediów, które przyłączą się do protestu.

Szczególnie ważne jest przyłączenie się tych mediów niezależnych, które docierają obecnie do największej liczby  odbiorców.

Jest to przede wszystkim telewizja Trwam, Gazeta Polska, Nasz Dziennik, portal Niezależna, portal Niepoprawni, portal Solidarni2010, portal Pomnik Smoleńsk, portal w Polityce, portal Salon24, ale również wiele innych. Lista mediów które włączyły się do bojkotu powinna być dostępna na ich stronach internetowych. Społeczeństwo powinno wiedzieć, że nie jest to „akcja niszowa” tylko dobrze zorganizowana i konsekwentna próba zmiany obecnej rzeczywistości medialnej

Niezależni blogerzy i publicyści powinni mieć również możliwość bezpośredniego włączenia się do protestu, poprzez cytowanie, publikowanie i nagłaśnianie bojkotu. Szczególnie poprzez publikację tekstów tematycznych, w których poddadzą krytyce przejawy kłamstwa i manipulacji medialnej, wraz z podaniem źródeł i nazwisk osób za nie odpowiedzialnych.

Tylko w tej formie, z jednoczesnym dalszym głośnym protestem społeczeństwa przeciwko kłamstwu można to kłamstwo uciszyć.