środa, 19 września 2012

JAK BLISKO PRAWDY...



Scena, w której prawosławny duchowny klęka i całuje Putina w rękę wystarczy za najlepszy komentarz do tego, kto jest władzą zwierzchnią w rosyjskim kościele. Scena ta w wyraźny sposób pokazuje, że długoletnia walka z prawdziwym Kościołem w Rosji – zarówno katolickim, jak i prawosławnym, zakończyła się zwycięstwem władzy  - lecz nie tej ukrytej w Najświętszym Sakramencie, lecz władzy katów Kościoła, dla których stał się on narzędziem polityki.
Polski badacz ks. Prof. Roman Dzwonkowski : (…) Kościół jako instytucja przestał w ZSRR kompletnie, fizycznie istnieć. Zniszczono całą strukturę kościelną istniejąca przed rewolucją. Z 1200 kościołów, kaplic i oratoriów pozostawiono jedynie dwa kościoły, tzw. francuskie, w Moskwie i Leningradzie, przy których pracowali księża cudzoziemscy, ze względu na pracowników ambasad, bez prawa posługi religijnej wobec obywateli radzieckich (…) . Do 1939 roku żaden z księży katolickich na terenie ZSRR nie pozostawał na wolności, a przytłaczająca większość została uwięziona i rozstrzelana (…) Ocenia się, że tylko w latach 1937 – 1938 zostało rozstrzelanych 100 tys. Polaków.
Źródło : Jerzy Robert Nowak „Walka z Kościołem wczoraj i dziś”
Dalej można mówić również o całkowitym zniszczeniu Kościoła prawosławnego w Rosji. Fizycznemu unicestwieniu uległy nie tylko cerkwie, ale przede wszystkim wymordowano prawosławnych duchownych, zaś z tego co pozostało utworzono całkowicie podporządkowany sowieckiemu państwu twór, którego korzenie zostały odcięte.
W latach od 1917 do 1985 roku w Rosji sowieckiej zamordowano w sumie ok. 200 tys. duchownych różnych wyznań, a 300 tys. internowano. Pomiędzy 1918 a 1939 rokiem zamordowano 130 prawosławnych biskupów, zburzono  ok. 40 tysięcy cerkwi i kościołów, połowę wszystkich meczetów i ponad połowę synagog.
(…) W ciągu 1922 roku ofiarami represji padło ogółem 2691 księży, 1962 zakonników, oraz 3447 zakonnic. Do końca 1923 roku uwięziono ok. 66 biskupów, z których wielu już nigdy nie wyszło na wolność. Sam patriarcha Tichon po okresie aresztu domowego w maju 1922 roku został przeniesiony do celi w monastyrze dońskim, gdzie odtąd był do końca życia uwięziony pod strażą GPU. Jego następcę biskupa Agafageła z Jarosławia GPU aresztowało i wywiozło na Syberię. Jeszcze bezwzględniej rozprawiono się z metropolitą Pietrogrodu Beniaminem. Ten odważny duchowny otwarcie wystąpił przeciwko zainicjowanej z pomocą GPU dywersji wewnątrz Cerkwi prawosławnej tzw „Żywej Cerkwi”. Potępił jej działalność i ekskomunikował agenturalne kierownictwo. Oskarżony o kontrrewolucyjną działalność został skazany na śmierć i stracony. Na jego miejsce narzucono posłusznego władzom piotrogrodzkiego biskupa pomocniczego Aleksego i odtąd zaczęło się przyspieszone podporządkowywanie Cerkwi bolszewickim władzom.(…)
Źródło : Jerzy Robert Nowak „Walka z Kościołem wczoraj i dziś”
Dziś słuchamy słów arcybiskupa Józefa Michalika o pojednaniu narodów Polski i Rosji. Słowa górnolotne, lecz jakże fałszywe. Dlaczego tak sądzę ?
Odpowiedź jest prosta. Nie może być mowy o pojednaniu narodów, bowiem to nie narody są winne tym wszystkim tragediom. To nie narody mordowały siebie nawzajem. Ani katolicy ani wyznawcy prawosławia nie odpowiadają za gehennę ludności cywilnej obu krajów. Żaden katolik nie musi niczego wybaczać wyznawcy prawosławia i nawzajem. A nawet jeśli nie jest wyznawcą żadnej wiary to również nie musi wybaczać. Bo czyż Polak, czy Rosjanin, dotknięty tą samą tragiczna historią, zafundowaną nam przez totalitarne rządy i następców tego systemu, który z narodowością ma niewiele wspólnego, może mieć jakiekolwiek do siebie wzajemne pretensje ?
Arcybiskup Michalik popełnia największy grzech – w imię prawdy unika jej mówienia, a nawet więcej – manipuluje prawdą niczym marny dziennikarz, który w pytaniu narzuca odpowiedź..
Gdy miałem kilkanaście lat, poznałem pewnego rosyjskiego, a właściwie uzbeckiego żołnierza, który służył w sowieckiej armii stacjonującej w Polsce. Tak się złożyło, że niedaleko mojego domu rodzinnego przebiegała nowo budowana podziemna linia telefoniczna. Do kopania rowu pod kabel „zatrudniono” rosyjskich żołnierzy stacjonujących wtedy w Legnicy. Byli to żołnierze różnych narodowości, bo jak wiadomo ZSRR było tworem państwowym składającym się z kilkunastu republik „zagarniętych”  przez bolszewików, które obecnie są autonomicznymi państwami. Mój ojciec zabrał mnie kiedyś na spacer w kierunku budowy, gdzie pracowali rosyjscy żołnierze. Tak się złożyło, że nie było wśród nich żadnego dowódcy i mogliśmy z jednym z nich porozmawiać. Sytuację tę pamiętam bardzo dobrze, bowiem spotkanie to wywarło na mnie ogromne wrażenie, a barwną postać sympatycznego Uzbeka mam do dziś przed oczyma.
Mój ojciec dość dobrze znał rosyjski, więc z porozumieniem nie było kłopotu. Uzbek opowiadał o swojej tęsknocie za rodzinnymi stronami, bo służba w rosyjskiej armii trwał pięć lat i przez ten czas nie mógł ani razu pojechać do domu. Opowiadał również o tragicznych warunkach bytowych w wojsku, gdzie głównym daniem obiadowym była zupa rybna, której nie znosił. Opowiadał również o polach bawełny, na których pracował przed wojskiem, o swojej biednej rodzinie i trudnym życiu.
Gdy wspominam to spotkanie zawsze mam na myśli tylko jedno – takiego samego człowieka jak ja, który mieszka tylko w innym kraju, mówi innym językiem, lecz ma takie same tęsknoty, tak samo został wykorzystany przez system i tak samo prawdopodobnie myśli o mnie.
Gdy arcybiskup Michalik mówi o pojednaniu narodów myślę również o setkach tysięcy Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i przedstawicieli innych naszych wschodnich sąsiadów, których połączyła jedna tragedia – stali się ofiarami tego samego systemu, który doprowadził do zdziesiątkowania zwyczajnej biednej ludności.
 Walec totalitaryzmu nie wybierał. Nie ważne, kto był na jego drodze. Czy mamy wybaczać sobie nawzajem nieistniejące winy ?
Arcybiskup Michalik nie precyzuje w „ekskluzywnych” wywiadach telewizyjnych kto był katem, a kto ofiarą. Nie mówi również o kolosalnej wprost dysproporcji winy państwa (nie narodu !) sowieckiego wobec polskiego narodu i Kościoła, która może być przeciwstawna jedynie incydentalnym sytuacjom mającym miejsce podczas wojny polsko- bolszewickiej –     z ta różnicą, że to Rosja bolszewicka była wtedy agresorem i Polska jako państwo miała moralne prawo i obowiązek użyć wszelkich możliwych środków aby odeprzeć atak agresora.  A że jeńcy rosyjscy zostali potraktowani tak a nie inaczej można tłumaczyć również w ten sposób - nie byłoby obozów jenieckich w Polsce, gdyby bolszewicy nie napadli na nasz kraj.
Najbardziej bolesne jest jednak odniesienie do Smoleńska. Słowa arcybiskupa Michalika wpisują się w tę sama retorykę, którą znamy z innych źródeł – tych, bliskich obecnemu obozowi rządowemu. Nie oskarżajmy, dopóki nie będziemy mieli pewności – zgoda. Ale w takim razie dlaczego nie słyszymy słów potępienia z ust arcybiskupa, gdy z trybuny sejmowej padają udowodnione kłamstwa Ewy Kopacz ? Dlaczego nie słyszymy słów odnoszących się do widocznych gołym okiem i słyszalnych wyraźnie szykan, pomówień, fałszerstw i manipulacji prawdą o Smoleńsku ? Dlaczego Episkopat nie zabiera głosu w obronie ludzi głęboko krzywdzonych, jakimi są rodziny pomordowanych w Smoleńsku w tzw „zdarzeniu lotniczym” którego geneza sięga głębiej niż tylko do „zwyczajnego przejawu bandytyzmu” bowiem jest to już bandytyzm międzynarodowy. I można w tej chwili, nawet nie czekając na oficjalne wyniki wszystkich prowadzonych postępowań, powiedzieć, że wobec znanych obecnie przesłanek było to morderstwo, które próbuje się zatuszować, korzystając z najpotężniejszej siły jaką jest władza.
To ta sama władza sprawia, że część duchowieństwa próbuje uniknąć nazywania zła złem a dobra dobrem – w imię czego ? Mylnie pojmowanych dogmatów wiary, czy tez zwykłego ludzkiego strachu, który już kiedyś sprawił, że tzw. „księża patrioci” bezwolnie poddali się naciskom władzy komunistycznej, w błędnym przeświadczeniu, że taka postawa pozwoli uniknąć represji i prześladowań wobec katolików.
Pamiętać jednak należy o kapłanach niezłomnych, którzy prawdę przedkładali ponad swoje zdrowie i życie. Oni wiedzieli, że ze złem nie można paktować, tylko należy je piętnować i odkrywać wszelkie jego przejawy – kłamstwo, obłudę, pychę, a przede wszystkim zniewolenie. Kim jest arcybiskup Michalik przy kardynale Wyszyńskim ? Kim jest przy ks. Jerzym Popiełuszce ?
Gdy słyszę słowa padające z ust kapłana będącego przedstawicielem zwierzchnictwa Kościoła w Polsce, który mówi o „pojednaniu” w tym fałszywym kontekście, nacechowanym bojaźnią przed „wielką” Rosją w przeddzień wizyty „najwyższego” przedstawiciela kościoła prawosławnego do Polski, który nawet nie kryje swoich związków ze „służbami”, a jego „polityka” sprowadza się na płaszczyźnie kościelnej dokładnie do tego samego co polityka państwa Rosyjskiego – czyli odtworzenia potęgi obrządku prawosławnego na wzór Rzymu – to nachodzą mnie bardzo smutne myśli o chorobie trawiącej nasz Kościół od środka.
Myślę również o roku 1989 w którym tak samo mówiono o polityce „grubej kreski” i jej następstwach – czyli braku sądu nad katami polskiego Narodu i braku poczucia sprawiedliwości przez tych, którzy doznali największych krzywd i za których nikt nie ma prawa się wypowiadać w kwestii przebaczenia.
A powracając do kwestii Smoleńska. Jak blisko prawdy musimy już być, skoro sięgnięto po środek „ostateczny” jakim jest „autorytet” Kościoła w postaci przedstawiciela najwyższych władz kościelnych..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz