sobota, 14 lipca 2012

NIE ZA CENĘ PRAWDY.


Pomarańczowa Rewolucja pokazała, że możliwe jest zjednoczenie narodów ponad podziałami. Polacy jak zawsze zdali egzamin popierając i identyfikując się ze „słuszną sprawą”, na przekór niechęci Kremla wobec tego poparcia. Ale nawet te wydarzenia, które sprzyjały pojednaniu Polaków i Ukraińców nie mogą wyłączać odpowiedzialności historycznej naszego wschodniego sąsiada za niewyobrażalne zbrodnie nacjonalistów z UPA dokonane na Polakach z Kresów Wschodnich.
Jeśli nie nastąpi odsłonięcie „kurtyny milczenia” o ludobójstwie przez ukraińskie władze, nigdy nie uda się osiągnąć prawdziwego pojednania pomiędzy naszymi narodami, a młode pokolenia Ukraińców żyć będą w kłamstwie, lub nieświadomości…
Gdy żył jeszcze mój ojciec, który urodził się w małym miasteczku Śniatyń, w Powiecie Stanisławowskim, opowiadał mi często o czasach, gdy jako mały chłopiec doświadczył, czym jest wojna. Jako kilkuletnie dziecko był świadkiem mordowania Żydów przez oddział hitlerowskiego wojska. Opowiadał mi również inne rzeczy, których nie potrafiłem jeszcze dobrze zrozumieć, gdyż w tym czasie byłem jeszcze dzieckiem…
Mijały lata, ja skończyłem szkołę, wyprowadziłem się z domu i rozpocząłem pracę. Z wielu względów nie było okazji by poruszać te tematy, choć czasami, gdy przyjeżdżałem do rodziców, siadaliśmy sobie z ojcem na ławce przed domem i opowiadał mi o tamtych czasach.
Po 1989 roku zmieniła się rzeczywistość. ZSRR się rozpadł, granice się otworzyły i Polacy masowo zaczęli wyjeżdżać na Zachód. Ukraina odzyskała niepodległość i w Polsce pojawiało się coraz więcej osób z terenów przygranicznych, które również do Polski przyjeżdżały w poszukiwaniu pracy. Była to praca najczęściej „na czarno” ale, że „goście ze wschodu” mieli mniejsze wymagania finansowe niż polscy pracownicy, chętnie ich zatrudniano, szczególnie przy pracach budowlanych, lub w rolnictwie.
Moje miasto również stało się celem podróży ludzi z Ukrainy. Któregoś razu rodzice zatrudnili ukraińskiego pracownika do pomocy przy remoncie. Był to młody chłopak, który bywał już wcześniej na „prawdziwym Zachodzie” służąc w wojsku, w Berlinie Zachodnim.
Po upadku muru berlińskiego pozostał jakiś czas w Niemczech, gdzie pracował w fabryce okien, lecz z powodów rodzinnych wrócił na Ukrainę.
Oczywiście, realia życia w tym kraju, szybko zmusiły Andrieja do poszukiwania pracy na obczyźnie. Nie namyślając się długo, spakował plecak, pożegnał się ze swoimi rodzicami i świeżo poślubioną żoną i pojechał do Polski. Wybrał miasto do którego przesiedleni zostali Polacy z jego rodzinnego miasta, jak się okazało, Śniatynia.
Tę historię poznałem od samego Andrieja, z którym początkowo połączyła mnie swego rodzaju więź. Wszak pochodził on z rodzinnego miasta mojego ojca. Po pracy, ojciec bardzo lubił z Andriejem rozmawiać o „swoim” mieście, Polakach którzy tam pozostali po wojnie i o tym jak zmieniała się rzeczywistość…
Rozmowy te trwały jakiś czas, aż do pewnego dnia, w którym ojciec mój, bardzo zdenerwowany powiedział, że nie będzie już z Andriejem rozmawiał. Spytałem go , co się stało?
Okazało się, że ojciec podczas ostatniej rozmowy z Andriejem poruszył temat ukraińskich nacjonalistów z UPA. Ten temat zmienił całkowicie oblicze Andrieja. Dyskusja , początkowo spokojna, przerodziła się w nieobliczalny atak z jego strony na Polaków. Z młodego, kulturalnego człowieka powstał zawistny, nieobliczalny nacjonalista, który rzucał wyzwiskami i krzyczał, o mało nie dokonując rękoczynu na moim ojcu.
Zrozumiałem wtedy, że ta „choroba” która sprawiła, że w czasie mordów na Wołyniu, często sąsiad mordował sąsiada tylko dla tego, że ten jest narodowości Polskiej, nigdy nie została uleczona i trwa „w uśpieniu” nadal, w najmłodszych pokoleniach. I wystarczy niewielka „iskra” w postaci konfliktu dwóch narodów, czego przecież nigdy przewidzieć nie można, by wszystkie jej „objawy” ujawniły się ze zdwojona siłą.
Do tego właśnie prowadzi unikanie prawdy i odpowiedzialności przez państwo Ukraińskie. Nacjonalizm jest tam niezwykle silny, choć pozornie niewidoczny. Ale podkreślić należy, że jest on pielęgnowany od pokoleń przez potomków tych, którzy odpowiadają za zbrodnie ludobójstwa.
Dlaczego o tym piszę ?
Nie bez powodu.
Niektóre środowiska prawicowe nie są zadowolone z tego, że jedna osoba w Polsce bardzo mocno nagłośniła temat ludobójstwa na Kresach. Tą osoba jest ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski, który konsekwentnie głosi prawdę o tamtych czasach, którą „wydziera” z archiwów, lub z relacji ostatnich żyjących świadków tej naszej narodowej tragedii.
Niektóre prawicowe środowiska sądzą jednak, że jest to działanie, które prowadzi do skłócania Polaków i Ukraińców, a tym samym przyczynia się do podziałów będących „na rękę” Kremlowi.
Takie myślenie jest największym błędem politycznym i prowadzi do tego, że nadal „Kłamstwo o ludobójstwie na Kresach” stanowi pożywkę dla tej części Ukraińców, których przodkowie wsławili się uczestnictwem w zbiorowych mordach w imię chorej ideologii. Nacjonalizm na Ukrainie jest jak nie gojący się wrzód, który zaraża całe społeczeństwo ukraińskie i trwa, pomimo zmieniającej się rzeczywistości politycznej. Nasze narody nigdy nie będą mogły połączyć się w prawdziwej wspólnocie, dopóki istnieć będzie przyczyna podziału. A tą przyczyną jest „Kłamstwo o ludobójstwie na Kresach”, które powinno być ścigane, z urzędu, tak samo jak „Kłamstwo Oświęcimskie”.
Tylko prawda może nasze narody wyzwolić i sprawić, że nastąpi prawdziwe pojednanie. Inaczej pojednanie będzie jedynie utopią, czego nie chcą zauważyć niektórzy politycy i dziennikarze – co gorsza, wywodzący się ze środowisk prawicowych.
Nie wróci już dawna Unia Polski z Litwa i Rusią, bo czasy historyczne już dawno minęły i taki resentyment nie prowadzi do niczego. Stalin i Hitler dokonali nowego podziału świata, a reszty dokonują ich spadkobiercy ideowi, którzy za wszelka cenę chcą uniknąć odpowiedzialności za gehennę ludności cywilnej. Gdyby Polska mogła doprowadzić do uznania roszczeń. za te wszystkie zbrodnie, przez międzynarodowy wymiar sprawiedliwości, to dzięki odszkodowaniom od państw, które są winne naszych narodowych tragedii, Polska byłaby najbogatszym i najlepiej rozwiniętym krajem Europy
Dużo mówi się obecnie o pojednaniu, ale mało o odpowiedzialności tych, którzy powinni dokonać zadośćuczynienia. Tym bardziej, że państwa te nadal wyciągają rękę po „nie swoje”
Dlaczego Polska ma „płaszczyć się” przed Europą, lub przed Moskwą , albo Kijowem ? Czy Polska jest cokolwiek im winna ? Dlaczego to ciągle Polacy musza „zabiegać” o wpływy w UE i innych krajach, z którymi łączy nas jedynie tragiczna historia ?
Trzeba pamiętać, że wielu morderców z Wołynia ciągle jeszcze żyje i nie poniosło kompletnie żadnej odpowiedzialności za to co zrobili.
Są tacy, którzy żądają skazania Jaruzelskiego, Kiszczaka i wielu innych funkcjonariuszy aparatu represji PRL. I słusznie. Bo są to zbrodniarze, którzy zasłużyli na to, by do końca swoich dni żyć w niepewności, choć na wyrok więzienia nie ma już co liczyć. Obecnie mówimy o Smoleńsku i odpowiedzialności za śmierć 96 przedstawicieli polskiego państwa. Również słuszne jest odkrywanie prawdy i dążenie do osądzenia i skazania winnych.
Lecz dlaczego ci sami ludzie nie traktują w ten sam sposób ludobójstwa dokonanego przez banderowców ?
Domyślam się powodów i jestem rozdarty wewnętrznie. Moje pytanie znalazło odpowiedź, lecz była ona lakoniczna, krótka i wymijająca.
Na drugi mail odpowiedzi już nie ma. Może dlatego, że moja wiedza nie wynika z domysłów, lecz z faktów, a nikt nie lubi być „przyparty do muru”
Księże Tadeuszu, widocznie tak musi być i nic na to nie poradzimy, że koniunkturalizm w polityce i mediach to rzecz powszechna, bez względu na opcję polityczną. Lecz prawdy nie uda się stłamsić koniunkturalizmem, ani tym bardziej manipulacją. I tego księdzu życzę - by nadal ksiądz miał siłę, by prawdę głosić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz