sobota, 21 lipca 2012


HISTORIA JEDNEJ PROŚBY

Moja prośba o możliwość założenia bloga na „Niezależnej” :


witam

chciałbym założyć bloga.

jest jeszcze miejsce ? :)


pozdrowienia (…)

Na drugi dzień przychodzi odpowiedź od administratora :

„ Przecież widzi Pan, że jest skoro w zasadach mowa o 100 blogerach a na prawym marginesie widać ilu jest obecnie, to miejsce jest.
Proszę się zarejestrować, zalogować i zrobić wszystko zgodnie ze wskazówkami Zasad, a następnie dać znać pocztą wewnętrzną na Józef Darski
i prośba - ks. Isakowicz ma ogromne zasługi ale niestety ma ideą fix na punkcie UPA na 100 art. tylko w 2 nie poruszył tej tematyki. Nie rzyczymy sobie śżadnej nagonki na Ukraińców tutaj. Są teraz ważniesjze sprawy niż pomaganie Putinowi w rozgrywaniu Polaków i Ukraińców.”  (pisownia oryginalna )
Odpowiadam tego samego dnia :
(…) Z wielkim smutkiem muszę zauważyć, że Pana odpowiedź na moje skromne w formie i treści zapytanie jest po prostu niegrzeczna.
Być może mam  problem z oczami i tym samym nie zauważam czasem wszystkiego, co znajduje się na stronie, lecz nawet gdybym zauważył, to mam tak zasadę, że z szacunku i zwykłej kultury zawsze pytam  - bo a nuż zgłoszeń chętnych do założenia bloga mogło być więcej.

Być może zasady, które nakazują mi takie zachowanie są dość staromodne we współczesnej rzeczywistości, ale nie zamierzam ich zmieniać. 

Jeśli zaś odnieść się do Pana prośby, która, nota bene, prośbą nie jest, tylko również dość niegrzecznie wyartykułowanym w domyśle, warunkiem, to nie spełnię jej z kilku powodów .

Po pierwsze -  w nagłówku mojego autorskiego bloga, którego adres Panu przesłałem jest informacja o obchodach rocznicy tragedii na Wołyniu, którą tam grzecznościowo zamieściłem. Nie rozumiem skąd u Pana przekonanie (zapewne prewencyjne), że mam zamiar prowadzić "nagonkę na Ukraińców". Nigdy nie miałem zamiaru prowadzić takiej nagonki i również nie prowadzi jej Ks. Isakowicz- Zaleski. Należy odróżniać nację narodowościową od struktur  partyjnych lub wojskowych, a takimi były właśnie struktury UPA. Widzę, że ma Pan problem z takim rozróżnieniem.

Po drugie nie widzę związku pomiędzy rzetelnym przedstawianiem naszej tragicznej historii na Kresach Wschodnich, opartej o historyczne źródła i rzetelną pracę badawczą, a celami politycznymi obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej. Zaś mówienie , wg mnie, o pomaganiu Putinowi poprzez pokazywanie prawdy o tych wydarzeniach jest nie tylko nonsensem, ale również poddaje w wątpliwość wiarygodność portalu Niezależna i jego "niezależność"

Uważam, że to właśnie milczenie o tym tragicznym okresie sprzyja tym, którzy chcieliby, aby podwaliny naszej tożsamości narodowej legły w gruzach, a najmłodsze pokolenia nie miały wiedzy o tym, czym był ukraiński nacjonalizm. 

Po trzecie i ostatnie - prośby o nie poruszanie treści o których Pan wspomniał nie uwzględnię również z takiego powodu , że Pana odpowiedź dała mi jasno do zrozumienia, iż założenie bloga na "Niezależna" jest po prostu niemożliwe.

Treść naszej korespondencji prześlę do Ks Tadeusza, bo uważam, że powinien on znać intencje tych, którzy do tej pory publikowali jego teksty. Upublicznię ja także na innym , bardziej niezależnym portalu, ku przestrodze tym, którzy nie zdają sobie sprawy, że czasami pozory mylą. 

Z wyrazami szacunku (…)

Tym razem odpowiedź nie przychodzi, lecz po moim liście do Ks. Tadeusza, jeszcze tego samego dnia rozmawiam z  księdzem Tadeuszem telefonicznie. Rozmowa ta wpływa na moje decyzję o napisaniu listu do Tomasza Sakiewicza, w którym zapowiadam, że będzie to list otwarty i zostanie o opublikowany wraz z jego odpowiedzią.

Szanowny Panie Redaktorze

Piszę do Pana w związku z bulwersującą mnie odpowiedzią administratora „Nasze blogi.pl”  będące częścią portalu „Niezależna”, na moje pytanie o możliwość założenia bloga na portalu.
Na zadane w dość prosty sposób pytanie o to, czy jest jeszcze miejsce do jego założenia, wraz z przesłaniem adresu mojego autorskiego bloga, w celu ułatwienia administracji weryfikacji treści i tematów przeze mnie publikowanych, otrzymałem taką oto odpowiedź, której pisownię pozostawiam oryginalną :

„Przecież widzi Pan, że jest skoro w zasadach mowa o 100 blogerach a na prawym marginesie widać ilu jest obecnie, to miejsce jest.

Proszę się zarejestrować, zalogować i zrobić wszystko zgodnie ze wskazówkami Zasad, a następnie dać znać pocztą wewnętrzną na Józef Darski

i prośba - ks. Isakowicz ma ogromne zasługi ale niestety ma ideą fix na punkcie UPA na 100 art. tylko w 2 nie poruszył tej tematyki. Nie rzyczymy sobie śżadnej nagonki na Ukraińców tutaj. Są teraz ważniesjze sprawy niż pomaganie Putinowi w rozgrywaniu Polaków i Ukraińców.”

Pomijam wyjątkowo niegrzeczną formę tej odpowiedzi , która być może wynika z natłoku pracy i zapewne zdenerwowania administratora kolejnym „głupim” pytaniem o miejsce na blogu, ale nie mogę przejść obojętnie wobec dalszej części odpowiedzi administratora (jak się domyślam Pana Józefa Darskiego vel Jerzego Targalskiego), która dotyczy ks. Tadeusza  Isakowicza – Zaleskiego.

W tym miejscu, w celu wyjaśnienia skąd w ogóle mowa o ks. Tadeuszu, pragnę dodać, że na moim autorskim blogu, grzecznościowo zamieściłem link do informacji o obchodach „Krwawej Niedzieli na Wołyniu”.

W związku z powyższym chciałby Pana zapytać, czy słowa,  których użył administrator w tej kwestii, są stanowiskiem całego środowiska Gazety Polskiej i portalu „Niezależna” z Panem, jako redaktorem naczelnym GP włącznie ?

Moja opinia o tej wypowiedzi jest jednoznaczna. Uważam, że odpowiedź Pana Targalskiego (?) jest nie tylko nie na miejscu, szczególnie wobec osoby której nie zna, ale jest również wypowiedzią nieuprawnioną – głównie wobec innych przedstawicieli środowiska związanego z Gazetą Polską i portalem „Niezależna”, za których pan administrator nie ma prawa się wypowiadać – chyba, że robi to za przyzwoleniem swoich współpracowników i redaktorów odpowiedzialnych za treści.

To w kwestii formy.

Ponadto, jeśli chodzi o merytorykę tej odpowiedzi to sformułowania iż ks. Tadeusz ma „ ideę fix” na punkcie Ukraińców, nie mówiąc o „nagonce na Ukraińców” są po prostu insynuacją, nie opartą na żadnym merytorycznym argumencie, sformułowaną w sposób arogancki.

Mój list, a także Pana odpowiedź (lub jej brak) będę chciał zamieścić na innym portalu, więc proszę potraktować, że jest to „list otwarty” Uważam, że wobec tej sprawy nie można przejść obojętnie, a po rozmowie z ks. Tadeuszem traktuję to wręcz jako swój obowiązek.

Pana stanowisko będzie stanowiło wyraźny sygnał, w jaki sposób należy odbierać dotychczasową działalność środowiska Gazety Polskiej i współpracujących z nią osób, oraz, czy wiarygodne i jawne są intencje kluczowych osób z tego środowiska, szczególnie w kwestii bardzo bolesnej dla wielu Polaków, którzy podczas rzezi na Wołyniu, dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów stracili w okrutny sposób swoje rodziny. Dla tych osób słowa wypowiedziane przez Pana Targalskiego (?) będą bardzo znamienne…

Jeśli zaś uzna Pan, że nie odpowie na mój list, to tym bardziej będzie oznaczało to również jakieś stanowisko w tej sprawie.  
Łączę wyrazy szacunku

Bloger „fotoamator”
Imię i nazwisko znane dla adresata.

Odpowiedź przychodzi następnego dnia :

Szanowny Panie,
To oczywiste, że jest to stanowisko Jurka a nie moje. Jeżeli sięgnie Pan do przedwojennej prasy znajdzie Pan informację o odsłonięciu kopca ks. Waleriana Raby zamordowanego przez Ukraińców w 1918 r. To brat mojej babci.
Jurek ma specyficzny sposób komentowania rzeczywistości. W jednym ma racje nie możemy pozwalać rozgrywać się Rosjanom.
Pozdrawiam Tomasz Sakiewicz

Pomimo jednoznacznego stanowiska Tomasza Sakiewicza nadal nie uzyskuję odpowiedzi, która odpowiadałaby na wszystkie kwestie. Dlatego piszę jeszcze raz :

Szanowny Panie Redaktorze

Oczywiście jest to jakaś odpowiedź z Pana strony, ale nie do końca mnie satysfakcjonująca. Nie zawiera ona bowiem oceny tego co się stało, a uważam, że to zdarzenie jest sprawa poważną z wielu powodów i tak je należy traktować.

Przede wszystkim obrażony został ks. Tadeusz, to nie podlega najmniejszej dyskusji. Po drugie taka "samowola" osób, które odpowiadają za kształt portalu wg mnie jest niedopuszczalna. Chyba, że i Pan nie wie o czymś, co jest robione za Pana plecami.

Jak wspomniałem w poporzednim liście rozmawiałem z ks. Tadeuszem na ten temat telefonicznie i była to długa rozmowa. Obawiam się, że nie chodzi tutaj o jakiś pojedynczy incydent, lecz kwestia publikacji ks. Tadeusza, szczególnie tych, które dotyczą tragedii na Kresach była poruszana znacznie wcześniej. Uważam, że stanowisko niektórych osób z kręgów , powiedzmy, prawicowych, w kwestii unikania "zadrażnień" z Ukraińcami w taki sposób, że ograniczać się będzie rozmowy o "sprawach trudnych" jest błędne i szkodliwe dla polskiej racji stanu. Liczenie, że dzięki takiej polityce uda się zjednoczyć w przyszłości dwa narody jest błędne.

Ks. Tadeusz nie unika mówienia o sprawach trudnych i bolesnych, czym zapewne drażni tym niektóre środowiska. Nie jest to jednak powód do tego aby zaprzestał, lub ograniczył mówienie prawdy - tym bardziej, że prawda ta wynika z dokumentów i zeznań świadków, do których można dotrzeć w zasobach IPN.

Ja oczywiście nie znam polityki redakcyjnej GP i Niezależna, ale na podstawie tego co czytam zaczynam dostrzegać niepokojące zjawisko upolitycznienia, oraz koniunkturalności. Natomiast naganne zachowania osób odpowiedzialnych za kształt tych mediów to właśnie typowy przykład rozbijania jedności - bo zamiast rozmawiać o tych sprawach, knebluje się ludziom usta. Przyzna Pan, że taka forma, jaka zaprezentował Pan Targalski bliższa jest czasom PRL niż obecnym.

Jeśli chodzi zaś o "rozgrywki" Rosjan...ja bardzo dobrze je znam, bowiem jestem (sprawdziłem) Pana rówieśnikiem i zapewne posiadam podobne doświadczenia z czasów młodości .

Na koniec mała dygresja. Jeśli oczyta Pan moje słowa właściwie, to powiem jeszcze, że środowisko związane z ks Tadeuszem jest bardzo liczne właśnie dzięki tylu ważnym publikacjom księdza. Komu mogłoby zależeć , aby skłócić je z innymi środowiskami prawicowymi związanymi choćby z GP ? Na pana miejscu nie ufałbym tak bezgranicznie osobom z bliskiego otoczenia i ich opiniom. Ale to tylko dygresja, choć nie przeczę, wynika z wieloletniego doświadczenia w kontaktach z politykami i tzw biznesem.

pozdrawiam i liczę na dalszą dyskusję

Na tym jednak kończy się nasza dyskusja. Tomasz Sakiewicz już nie odpisuje na mój drugi list.

Po dwóch dniach od wysłania maila do Tomasza Sakiewicza publikuję tekst pt. „NIE ZA CENĘ PRAWDY”, którego pełną treść zamieszczam na swoim autorski blogu http://wojnaznarodem.blogspot.com/

Kilka dni wahałem się, czy opublikować treść całej korespondencji. Z jednej strony mówiłem sobie, że nie powinno się „konfliktów w rodzinie” wywlekać na forum publicznym, zwłaszcza, że jakikolwiek taki konflikt może być wykorzystany przez tych, którym zależy na rozbijaniu jedności. Z drugiej jednak strony, po głębszym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że prawdy nie należy „zamiatać po dywan” w żadnych okolicznościach, bo to właśnie niedopowiedzenia stwarzają atmosferę sprzyjającą nieprzyjaciołom.
A przyjaciel, jeżeli rzeczywiście ma dobre intencje, tylko czasem ponoszą go nie przemyślane do końca słowa, zawsze może przeprosić.

Tylko, że ja takich przeprosin nie otrzymałem. Nawet nie otrzymałem odpowiedzi na mój list, a zdawkowa odpowiedź Tomasza Sakiewicza nie wyjaśniła kompletnie niczego, poza tym, że próbuje tłumaczyć swojego redakcyjnego kolegę w stylu „ten typ tak ma”

Gdyby chodziło o tylko o pierwsze zdania odpowiedzi Jerzego Targalskiego na mój lakoniczny mail, prawdopodobnie poradziłbym sobie w najprostszy, z możliwych, sposób. Po prostu potraktowałbym to jako rzecz normalną. Ot , administrator się wkurzył, bo jakiś nieznany „fotoamator” nie zauważył licznika po prawej stronie, w którym „stoi jak byk”, że miejsce przecież jest… Ale na tym jednym zdaniu się nie skończyło….

Kto czytał mój wpis „Dwie strony księżyca” wie, że jestem szczególnie wyczulony na fałsz i manipulację. Wynika to może z powodów, dla których wiele osób w Polsce podobnie reaguje na tego rodzaju zachowania. Jeśli dziadek siedział kilka lat w Stalinowskim więzieniu, ojciec widział mordowanie ludzi podczas wojny, teść przeżył mordy UPA schowany w sianie, siostra babci była wywieziona na roboty do Niemiec, a jej brat przeżył Oświęcim, doświadczając czym był bunkier głodowy, to „wyczulenie” przychodzi samo.  Potem jest się już innym człowiekiem, który jako dziecko, zmuszane do uczestnictwa w pochodzie pierwszomajowym ucieka z niego, nie uczy się obowiązkowego języka rosyjskiego, a jedyna organizacja której jest członkiem to prawicowe harcerstwo. A gdy przychodzą lata młodzieńcze i wraz z nimi bilet do wojska, w którym podczas obowiązkowego oglądania Dziennika Telewizyjnego wyznaczane są „rejony” (kto był w wojsku w PRL-u ten wie o co chodzi), a film „Samowolka” przedstawia dokładnie to, czego się w wojsku doświadczyło, to „wyczulenie” przechodzi w „nadwrażliwość”.

Dużo też daje szkoła, w której nieżyjący już nauczyciel, który za to, że ze ściany klasy nie chce zdjąć krzyża traci swoje stanowisko i przez długie lata jest pod stałą obserwacją bezpieki (podobnie jak jego uczniowie). Pomimo szykan przekazuje wiedzę o „metodach” władzy ludowej w kształtowaniu świadomości światopoglądowej, które zapadają w pamięć i jakże aktualne są do dzisiaj.

I właśnie dlatego publikuję całą korespondencję. Bo mam do tego i prawo, i obowiązek.

W przeciwieństwie do wielu „nawróconych” członków PZPR ja nie musiałem nigdy się nawracać. Nie byłem w ZMP i w żadnej innej komunistycznej organizacji.

Ale są tacy, którzy mają z tym problem.

Pewnie można powiedzieć, że nie powinno sie osądzać innych tylko po pozorach. To prawda, ale jeśli człowiek ma jakieś przekonania, które wskazują wyraźnie do czego dąży i nie kryje się on z ich upublicznianiem, to obowiązkiem jest polemizować z takim człowiekiem, jeśli wyczuwa się w nich nie tylko fałsz, ale też manipulację.

Przekonania pana Targalskiego poznałem dzięki jednemu mailowi. Potem zapoznałem się z jego biografią. Wnioski są zasmucające.

W tym miejscu mógłby właściwie zakończyć ten tekst, ale sprawy, które w nim poruszyłem mają głębsze znaczenie. Jeśli bowiem przyjąć, że niektóre środowiska prawicowe są zdominowane przez „mędrców” którzy nawołują do pojednania za „cenę prawdy” to czym różnią się te środowiska od tych, które są przez nie „piętnowane” właśnie za takie przejawy „poprawności politycznej” w stosunku do Kremla, lub Berlina. Czyż nie jest to przejaw zwyczajnej hipokryzji, opartej głównie na pewnej grze politycznej, w której uczestniczą ciągle te same postacie?

Jeśli jakimkolwiek mediom prawicowym przyjdzie na myśl, że uda się osiągnąć sukces oparty na takiej niekonsekwencji, to albo mają złych doradców, albo doradcy ci mają własne plany – niekoniecznie związane z dobrem wspólnym. To samo zresztą dotyczy polityków, którzy już nie raz boleśnie się przekonali, że grupa ludzi na prawdę zaufanych jest bardzo nieliczna.

Sprawa Smoleńska to przykład, w jaki sposób należy prawdy poszukiwać i jej bronić. Ale jeśli dla niektórych jest to tylko klucz do osiągnięcia osobistego sukcesu w postaci wzrostu popularności, lub nakładu sprzedanych egzemplarzy, albo wejść na stronę internetową, to nie wróżę szybkiego „zjednoczenia na prawicy”. Nie pomogą „Kluby Ronina”, spotkania z red. Naczelnym, czy inne głośne akcje marketingowe. „Środowisko” to również nie tylko Warszawa, o czym zdają się zapominać „mądre głowy na prawicy”. Czcza dyskusja w tym samym gronie nie zastąpi żywego kontaktu z innymi środowiskami, które nie tylko mają wiele do powiedzenia, ale również tworzą potencjalny elektorat dla prawdziwej prawicowej władzy. Dla nich jednak, na razie pozostają słowa - Nie życzymy sobie…

Widocznie głos mój i osób, które podzielają moje stanowisko jest ważny tylko w jednym momencie – raz na cztery lata…
I aby wyjaśnić jeszcze kwestię „rozgrywania przez Putina”. Dawno już zostaliśmy „rozegrani” . Teraz priorytetem jest zachowanie tożsamości narodowej i wychowania pokolenia, które będzie umiało odbudować ruiny naszej państwowości. A nie uda się go wychować, jeśli odetnie się je od korzeni, jakimi są tragiczne wydarzenia z historii naszego narodu i poczucie sprawiedliwości. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz