sobota, 21 lipca 2012


HISTORIA JEDNEJ PROŚBY

Moja prośba o możliwość założenia bloga na „Niezależnej” :


witam

chciałbym założyć bloga.

jest jeszcze miejsce ? :)


pozdrowienia (…)

Na drugi dzień przychodzi odpowiedź od administratora :

„ Przecież widzi Pan, że jest skoro w zasadach mowa o 100 blogerach a na prawym marginesie widać ilu jest obecnie, to miejsce jest.
Proszę się zarejestrować, zalogować i zrobić wszystko zgodnie ze wskazówkami Zasad, a następnie dać znać pocztą wewnętrzną na Józef Darski
i prośba - ks. Isakowicz ma ogromne zasługi ale niestety ma ideą fix na punkcie UPA na 100 art. tylko w 2 nie poruszył tej tematyki. Nie rzyczymy sobie śżadnej nagonki na Ukraińców tutaj. Są teraz ważniesjze sprawy niż pomaganie Putinowi w rozgrywaniu Polaków i Ukraińców.”  (pisownia oryginalna )
Odpowiadam tego samego dnia :
(…) Z wielkim smutkiem muszę zauważyć, że Pana odpowiedź na moje skromne w formie i treści zapytanie jest po prostu niegrzeczna.
Być może mam  problem z oczami i tym samym nie zauważam czasem wszystkiego, co znajduje się na stronie, lecz nawet gdybym zauważył, to mam tak zasadę, że z szacunku i zwykłej kultury zawsze pytam  - bo a nuż zgłoszeń chętnych do założenia bloga mogło być więcej.

Być może zasady, które nakazują mi takie zachowanie są dość staromodne we współczesnej rzeczywistości, ale nie zamierzam ich zmieniać. 

Jeśli zaś odnieść się do Pana prośby, która, nota bene, prośbą nie jest, tylko również dość niegrzecznie wyartykułowanym w domyśle, warunkiem, to nie spełnię jej z kilku powodów .

Po pierwsze -  w nagłówku mojego autorskiego bloga, którego adres Panu przesłałem jest informacja o obchodach rocznicy tragedii na Wołyniu, którą tam grzecznościowo zamieściłem. Nie rozumiem skąd u Pana przekonanie (zapewne prewencyjne), że mam zamiar prowadzić "nagonkę na Ukraińców". Nigdy nie miałem zamiaru prowadzić takiej nagonki i również nie prowadzi jej Ks. Isakowicz- Zaleski. Należy odróżniać nację narodowościową od struktur  partyjnych lub wojskowych, a takimi były właśnie struktury UPA. Widzę, że ma Pan problem z takim rozróżnieniem.

Po drugie nie widzę związku pomiędzy rzetelnym przedstawianiem naszej tragicznej historii na Kresach Wschodnich, opartej o historyczne źródła i rzetelną pracę badawczą, a celami politycznymi obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej. Zaś mówienie , wg mnie, o pomaganiu Putinowi poprzez pokazywanie prawdy o tych wydarzeniach jest nie tylko nonsensem, ale również poddaje w wątpliwość wiarygodność portalu Niezależna i jego "niezależność"

Uważam, że to właśnie milczenie o tym tragicznym okresie sprzyja tym, którzy chcieliby, aby podwaliny naszej tożsamości narodowej legły w gruzach, a najmłodsze pokolenia nie miały wiedzy o tym, czym był ukraiński nacjonalizm. 

Po trzecie i ostatnie - prośby o nie poruszanie treści o których Pan wspomniał nie uwzględnię również z takiego powodu , że Pana odpowiedź dała mi jasno do zrozumienia, iż założenie bloga na "Niezależna" jest po prostu niemożliwe.

Treść naszej korespondencji prześlę do Ks Tadeusza, bo uważam, że powinien on znać intencje tych, którzy do tej pory publikowali jego teksty. Upublicznię ja także na innym , bardziej niezależnym portalu, ku przestrodze tym, którzy nie zdają sobie sprawy, że czasami pozory mylą. 

Z wyrazami szacunku (…)

Tym razem odpowiedź nie przychodzi, lecz po moim liście do Ks. Tadeusza, jeszcze tego samego dnia rozmawiam z  księdzem Tadeuszem telefonicznie. Rozmowa ta wpływa na moje decyzję o napisaniu listu do Tomasza Sakiewicza, w którym zapowiadam, że będzie to list otwarty i zostanie o opublikowany wraz z jego odpowiedzią.

Szanowny Panie Redaktorze

Piszę do Pana w związku z bulwersującą mnie odpowiedzią administratora „Nasze blogi.pl”  będące częścią portalu „Niezależna”, na moje pytanie o możliwość założenia bloga na portalu.
Na zadane w dość prosty sposób pytanie o to, czy jest jeszcze miejsce do jego założenia, wraz z przesłaniem adresu mojego autorskiego bloga, w celu ułatwienia administracji weryfikacji treści i tematów przeze mnie publikowanych, otrzymałem taką oto odpowiedź, której pisownię pozostawiam oryginalną :

„Przecież widzi Pan, że jest skoro w zasadach mowa o 100 blogerach a na prawym marginesie widać ilu jest obecnie, to miejsce jest.

Proszę się zarejestrować, zalogować i zrobić wszystko zgodnie ze wskazówkami Zasad, a następnie dać znać pocztą wewnętrzną na Józef Darski

i prośba - ks. Isakowicz ma ogromne zasługi ale niestety ma ideą fix na punkcie UPA na 100 art. tylko w 2 nie poruszył tej tematyki. Nie rzyczymy sobie śżadnej nagonki na Ukraińców tutaj. Są teraz ważniesjze sprawy niż pomaganie Putinowi w rozgrywaniu Polaków i Ukraińców.”

Pomijam wyjątkowo niegrzeczną formę tej odpowiedzi , która być może wynika z natłoku pracy i zapewne zdenerwowania administratora kolejnym „głupim” pytaniem o miejsce na blogu, ale nie mogę przejść obojętnie wobec dalszej części odpowiedzi administratora (jak się domyślam Pana Józefa Darskiego vel Jerzego Targalskiego), która dotyczy ks. Tadeusza  Isakowicza – Zaleskiego.

W tym miejscu, w celu wyjaśnienia skąd w ogóle mowa o ks. Tadeuszu, pragnę dodać, że na moim autorskim blogu, grzecznościowo zamieściłem link do informacji o obchodach „Krwawej Niedzieli na Wołyniu”.

W związku z powyższym chciałby Pana zapytać, czy słowa,  których użył administrator w tej kwestii, są stanowiskiem całego środowiska Gazety Polskiej i portalu „Niezależna” z Panem, jako redaktorem naczelnym GP włącznie ?

Moja opinia o tej wypowiedzi jest jednoznaczna. Uważam, że odpowiedź Pana Targalskiego (?) jest nie tylko nie na miejscu, szczególnie wobec osoby której nie zna, ale jest również wypowiedzią nieuprawnioną – głównie wobec innych przedstawicieli środowiska związanego z Gazetą Polską i portalem „Niezależna”, za których pan administrator nie ma prawa się wypowiadać – chyba, że robi to za przyzwoleniem swoich współpracowników i redaktorów odpowiedzialnych za treści.

To w kwestii formy.

Ponadto, jeśli chodzi o merytorykę tej odpowiedzi to sformułowania iż ks. Tadeusz ma „ ideę fix” na punkcie Ukraińców, nie mówiąc o „nagonce na Ukraińców” są po prostu insynuacją, nie opartą na żadnym merytorycznym argumencie, sformułowaną w sposób arogancki.

Mój list, a także Pana odpowiedź (lub jej brak) będę chciał zamieścić na innym portalu, więc proszę potraktować, że jest to „list otwarty” Uważam, że wobec tej sprawy nie można przejść obojętnie, a po rozmowie z ks. Tadeuszem traktuję to wręcz jako swój obowiązek.

Pana stanowisko będzie stanowiło wyraźny sygnał, w jaki sposób należy odbierać dotychczasową działalność środowiska Gazety Polskiej i współpracujących z nią osób, oraz, czy wiarygodne i jawne są intencje kluczowych osób z tego środowiska, szczególnie w kwestii bardzo bolesnej dla wielu Polaków, którzy podczas rzezi na Wołyniu, dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów stracili w okrutny sposób swoje rodziny. Dla tych osób słowa wypowiedziane przez Pana Targalskiego (?) będą bardzo znamienne…

Jeśli zaś uzna Pan, że nie odpowie na mój list, to tym bardziej będzie oznaczało to również jakieś stanowisko w tej sprawie.  
Łączę wyrazy szacunku

Bloger „fotoamator”
Imię i nazwisko znane dla adresata.

Odpowiedź przychodzi następnego dnia :

Szanowny Panie,
To oczywiste, że jest to stanowisko Jurka a nie moje. Jeżeli sięgnie Pan do przedwojennej prasy znajdzie Pan informację o odsłonięciu kopca ks. Waleriana Raby zamordowanego przez Ukraińców w 1918 r. To brat mojej babci.
Jurek ma specyficzny sposób komentowania rzeczywistości. W jednym ma racje nie możemy pozwalać rozgrywać się Rosjanom.
Pozdrawiam Tomasz Sakiewicz

Pomimo jednoznacznego stanowiska Tomasza Sakiewicza nadal nie uzyskuję odpowiedzi, która odpowiadałaby na wszystkie kwestie. Dlatego piszę jeszcze raz :

Szanowny Panie Redaktorze

Oczywiście jest to jakaś odpowiedź z Pana strony, ale nie do końca mnie satysfakcjonująca. Nie zawiera ona bowiem oceny tego co się stało, a uważam, że to zdarzenie jest sprawa poważną z wielu powodów i tak je należy traktować.

Przede wszystkim obrażony został ks. Tadeusz, to nie podlega najmniejszej dyskusji. Po drugie taka "samowola" osób, które odpowiadają za kształt portalu wg mnie jest niedopuszczalna. Chyba, że i Pan nie wie o czymś, co jest robione za Pana plecami.

Jak wspomniałem w poporzednim liście rozmawiałem z ks. Tadeuszem na ten temat telefonicznie i była to długa rozmowa. Obawiam się, że nie chodzi tutaj o jakiś pojedynczy incydent, lecz kwestia publikacji ks. Tadeusza, szczególnie tych, które dotyczą tragedii na Kresach była poruszana znacznie wcześniej. Uważam, że stanowisko niektórych osób z kręgów , powiedzmy, prawicowych, w kwestii unikania "zadrażnień" z Ukraińcami w taki sposób, że ograniczać się będzie rozmowy o "sprawach trudnych" jest błędne i szkodliwe dla polskiej racji stanu. Liczenie, że dzięki takiej polityce uda się zjednoczyć w przyszłości dwa narody jest błędne.

Ks. Tadeusz nie unika mówienia o sprawach trudnych i bolesnych, czym zapewne drażni tym niektóre środowiska. Nie jest to jednak powód do tego aby zaprzestał, lub ograniczył mówienie prawdy - tym bardziej, że prawda ta wynika z dokumentów i zeznań świadków, do których można dotrzeć w zasobach IPN.

Ja oczywiście nie znam polityki redakcyjnej GP i Niezależna, ale na podstawie tego co czytam zaczynam dostrzegać niepokojące zjawisko upolitycznienia, oraz koniunkturalności. Natomiast naganne zachowania osób odpowiedzialnych za kształt tych mediów to właśnie typowy przykład rozbijania jedności - bo zamiast rozmawiać o tych sprawach, knebluje się ludziom usta. Przyzna Pan, że taka forma, jaka zaprezentował Pan Targalski bliższa jest czasom PRL niż obecnym.

Jeśli chodzi zaś o "rozgrywki" Rosjan...ja bardzo dobrze je znam, bowiem jestem (sprawdziłem) Pana rówieśnikiem i zapewne posiadam podobne doświadczenia z czasów młodości .

Na koniec mała dygresja. Jeśli oczyta Pan moje słowa właściwie, to powiem jeszcze, że środowisko związane z ks Tadeuszem jest bardzo liczne właśnie dzięki tylu ważnym publikacjom księdza. Komu mogłoby zależeć , aby skłócić je z innymi środowiskami prawicowymi związanymi choćby z GP ? Na pana miejscu nie ufałbym tak bezgranicznie osobom z bliskiego otoczenia i ich opiniom. Ale to tylko dygresja, choć nie przeczę, wynika z wieloletniego doświadczenia w kontaktach z politykami i tzw biznesem.

pozdrawiam i liczę na dalszą dyskusję

Na tym jednak kończy się nasza dyskusja. Tomasz Sakiewicz już nie odpisuje na mój drugi list.

Po dwóch dniach od wysłania maila do Tomasza Sakiewicza publikuję tekst pt. „NIE ZA CENĘ PRAWDY”, którego pełną treść zamieszczam na swoim autorski blogu http://wojnaznarodem.blogspot.com/

Kilka dni wahałem się, czy opublikować treść całej korespondencji. Z jednej strony mówiłem sobie, że nie powinno się „konfliktów w rodzinie” wywlekać na forum publicznym, zwłaszcza, że jakikolwiek taki konflikt może być wykorzystany przez tych, którym zależy na rozbijaniu jedności. Z drugiej jednak strony, po głębszym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że prawdy nie należy „zamiatać po dywan” w żadnych okolicznościach, bo to właśnie niedopowiedzenia stwarzają atmosferę sprzyjającą nieprzyjaciołom.
A przyjaciel, jeżeli rzeczywiście ma dobre intencje, tylko czasem ponoszą go nie przemyślane do końca słowa, zawsze może przeprosić.

Tylko, że ja takich przeprosin nie otrzymałem. Nawet nie otrzymałem odpowiedzi na mój list, a zdawkowa odpowiedź Tomasza Sakiewicza nie wyjaśniła kompletnie niczego, poza tym, że próbuje tłumaczyć swojego redakcyjnego kolegę w stylu „ten typ tak ma”

Gdyby chodziło o tylko o pierwsze zdania odpowiedzi Jerzego Targalskiego na mój lakoniczny mail, prawdopodobnie poradziłbym sobie w najprostszy, z możliwych, sposób. Po prostu potraktowałbym to jako rzecz normalną. Ot , administrator się wkurzył, bo jakiś nieznany „fotoamator” nie zauważył licznika po prawej stronie, w którym „stoi jak byk”, że miejsce przecież jest… Ale na tym jednym zdaniu się nie skończyło….

Kto czytał mój wpis „Dwie strony księżyca” wie, że jestem szczególnie wyczulony na fałsz i manipulację. Wynika to może z powodów, dla których wiele osób w Polsce podobnie reaguje na tego rodzaju zachowania. Jeśli dziadek siedział kilka lat w Stalinowskim więzieniu, ojciec widział mordowanie ludzi podczas wojny, teść przeżył mordy UPA schowany w sianie, siostra babci była wywieziona na roboty do Niemiec, a jej brat przeżył Oświęcim, doświadczając czym był bunkier głodowy, to „wyczulenie” przychodzi samo.  Potem jest się już innym człowiekiem, który jako dziecko, zmuszane do uczestnictwa w pochodzie pierwszomajowym ucieka z niego, nie uczy się obowiązkowego języka rosyjskiego, a jedyna organizacja której jest członkiem to prawicowe harcerstwo. A gdy przychodzą lata młodzieńcze i wraz z nimi bilet do wojska, w którym podczas obowiązkowego oglądania Dziennika Telewizyjnego wyznaczane są „rejony” (kto był w wojsku w PRL-u ten wie o co chodzi), a film „Samowolka” przedstawia dokładnie to, czego się w wojsku doświadczyło, to „wyczulenie” przechodzi w „nadwrażliwość”.

Dużo też daje szkoła, w której nieżyjący już nauczyciel, który za to, że ze ściany klasy nie chce zdjąć krzyża traci swoje stanowisko i przez długie lata jest pod stałą obserwacją bezpieki (podobnie jak jego uczniowie). Pomimo szykan przekazuje wiedzę o „metodach” władzy ludowej w kształtowaniu świadomości światopoglądowej, które zapadają w pamięć i jakże aktualne są do dzisiaj.

I właśnie dlatego publikuję całą korespondencję. Bo mam do tego i prawo, i obowiązek.

W przeciwieństwie do wielu „nawróconych” członków PZPR ja nie musiałem nigdy się nawracać. Nie byłem w ZMP i w żadnej innej komunistycznej organizacji.

Ale są tacy, którzy mają z tym problem.

Pewnie można powiedzieć, że nie powinno sie osądzać innych tylko po pozorach. To prawda, ale jeśli człowiek ma jakieś przekonania, które wskazują wyraźnie do czego dąży i nie kryje się on z ich upublicznianiem, to obowiązkiem jest polemizować z takim człowiekiem, jeśli wyczuwa się w nich nie tylko fałsz, ale też manipulację.

Przekonania pana Targalskiego poznałem dzięki jednemu mailowi. Potem zapoznałem się z jego biografią. Wnioski są zasmucające.

W tym miejscu mógłby właściwie zakończyć ten tekst, ale sprawy, które w nim poruszyłem mają głębsze znaczenie. Jeśli bowiem przyjąć, że niektóre środowiska prawicowe są zdominowane przez „mędrców” którzy nawołują do pojednania za „cenę prawdy” to czym różnią się te środowiska od tych, które są przez nie „piętnowane” właśnie za takie przejawy „poprawności politycznej” w stosunku do Kremla, lub Berlina. Czyż nie jest to przejaw zwyczajnej hipokryzji, opartej głównie na pewnej grze politycznej, w której uczestniczą ciągle te same postacie?

Jeśli jakimkolwiek mediom prawicowym przyjdzie na myśl, że uda się osiągnąć sukces oparty na takiej niekonsekwencji, to albo mają złych doradców, albo doradcy ci mają własne plany – niekoniecznie związane z dobrem wspólnym. To samo zresztą dotyczy polityków, którzy już nie raz boleśnie się przekonali, że grupa ludzi na prawdę zaufanych jest bardzo nieliczna.

Sprawa Smoleńska to przykład, w jaki sposób należy prawdy poszukiwać i jej bronić. Ale jeśli dla niektórych jest to tylko klucz do osiągnięcia osobistego sukcesu w postaci wzrostu popularności, lub nakładu sprzedanych egzemplarzy, albo wejść na stronę internetową, to nie wróżę szybkiego „zjednoczenia na prawicy”. Nie pomogą „Kluby Ronina”, spotkania z red. Naczelnym, czy inne głośne akcje marketingowe. „Środowisko” to również nie tylko Warszawa, o czym zdają się zapominać „mądre głowy na prawicy”. Czcza dyskusja w tym samym gronie nie zastąpi żywego kontaktu z innymi środowiskami, które nie tylko mają wiele do powiedzenia, ale również tworzą potencjalny elektorat dla prawdziwej prawicowej władzy. Dla nich jednak, na razie pozostają słowa - Nie życzymy sobie…

Widocznie głos mój i osób, które podzielają moje stanowisko jest ważny tylko w jednym momencie – raz na cztery lata…
I aby wyjaśnić jeszcze kwestię „rozgrywania przez Putina”. Dawno już zostaliśmy „rozegrani” . Teraz priorytetem jest zachowanie tożsamości narodowej i wychowania pokolenia, które będzie umiało odbudować ruiny naszej państwowości. A nie uda się go wychować, jeśli odetnie się je od korzeni, jakimi są tragiczne wydarzenia z historii naszego narodu i poczucie sprawiedliwości. 

sobota, 14 lipca 2012

NIE ZA CENĘ PRAWDY.


Pomarańczowa Rewolucja pokazała, że możliwe jest zjednoczenie narodów ponad podziałami. Polacy jak zawsze zdali egzamin popierając i identyfikując się ze „słuszną sprawą”, na przekór niechęci Kremla wobec tego poparcia. Ale nawet te wydarzenia, które sprzyjały pojednaniu Polaków i Ukraińców nie mogą wyłączać odpowiedzialności historycznej naszego wschodniego sąsiada za niewyobrażalne zbrodnie nacjonalistów z UPA dokonane na Polakach z Kresów Wschodnich.
Jeśli nie nastąpi odsłonięcie „kurtyny milczenia” o ludobójstwie przez ukraińskie władze, nigdy nie uda się osiągnąć prawdziwego pojednania pomiędzy naszymi narodami, a młode pokolenia Ukraińców żyć będą w kłamstwie, lub nieświadomości…
Gdy żył jeszcze mój ojciec, który urodził się w małym miasteczku Śniatyń, w Powiecie Stanisławowskim, opowiadał mi często o czasach, gdy jako mały chłopiec doświadczył, czym jest wojna. Jako kilkuletnie dziecko był świadkiem mordowania Żydów przez oddział hitlerowskiego wojska. Opowiadał mi również inne rzeczy, których nie potrafiłem jeszcze dobrze zrozumieć, gdyż w tym czasie byłem jeszcze dzieckiem…
Mijały lata, ja skończyłem szkołę, wyprowadziłem się z domu i rozpocząłem pracę. Z wielu względów nie było okazji by poruszać te tematy, choć czasami, gdy przyjeżdżałem do rodziców, siadaliśmy sobie z ojcem na ławce przed domem i opowiadał mi o tamtych czasach.
Po 1989 roku zmieniła się rzeczywistość. ZSRR się rozpadł, granice się otworzyły i Polacy masowo zaczęli wyjeżdżać na Zachód. Ukraina odzyskała niepodległość i w Polsce pojawiało się coraz więcej osób z terenów przygranicznych, które również do Polski przyjeżdżały w poszukiwaniu pracy. Była to praca najczęściej „na czarno” ale, że „goście ze wschodu” mieli mniejsze wymagania finansowe niż polscy pracownicy, chętnie ich zatrudniano, szczególnie przy pracach budowlanych, lub w rolnictwie.
Moje miasto również stało się celem podróży ludzi z Ukrainy. Któregoś razu rodzice zatrudnili ukraińskiego pracownika do pomocy przy remoncie. Był to młody chłopak, który bywał już wcześniej na „prawdziwym Zachodzie” służąc w wojsku, w Berlinie Zachodnim.
Po upadku muru berlińskiego pozostał jakiś czas w Niemczech, gdzie pracował w fabryce okien, lecz z powodów rodzinnych wrócił na Ukrainę.
Oczywiście, realia życia w tym kraju, szybko zmusiły Andrieja do poszukiwania pracy na obczyźnie. Nie namyślając się długo, spakował plecak, pożegnał się ze swoimi rodzicami i świeżo poślubioną żoną i pojechał do Polski. Wybrał miasto do którego przesiedleni zostali Polacy z jego rodzinnego miasta, jak się okazało, Śniatynia.
Tę historię poznałem od samego Andrieja, z którym początkowo połączyła mnie swego rodzaju więź. Wszak pochodził on z rodzinnego miasta mojego ojca. Po pracy, ojciec bardzo lubił z Andriejem rozmawiać o „swoim” mieście, Polakach którzy tam pozostali po wojnie i o tym jak zmieniała się rzeczywistość…
Rozmowy te trwały jakiś czas, aż do pewnego dnia, w którym ojciec mój, bardzo zdenerwowany powiedział, że nie będzie już z Andriejem rozmawiał. Spytałem go , co się stało?
Okazało się, że ojciec podczas ostatniej rozmowy z Andriejem poruszył temat ukraińskich nacjonalistów z UPA. Ten temat zmienił całkowicie oblicze Andrieja. Dyskusja , początkowo spokojna, przerodziła się w nieobliczalny atak z jego strony na Polaków. Z młodego, kulturalnego człowieka powstał zawistny, nieobliczalny nacjonalista, który rzucał wyzwiskami i krzyczał, o mało nie dokonując rękoczynu na moim ojcu.
Zrozumiałem wtedy, że ta „choroba” która sprawiła, że w czasie mordów na Wołyniu, często sąsiad mordował sąsiada tylko dla tego, że ten jest narodowości Polskiej, nigdy nie została uleczona i trwa „w uśpieniu” nadal, w najmłodszych pokoleniach. I wystarczy niewielka „iskra” w postaci konfliktu dwóch narodów, czego przecież nigdy przewidzieć nie można, by wszystkie jej „objawy” ujawniły się ze zdwojona siłą.
Do tego właśnie prowadzi unikanie prawdy i odpowiedzialności przez państwo Ukraińskie. Nacjonalizm jest tam niezwykle silny, choć pozornie niewidoczny. Ale podkreślić należy, że jest on pielęgnowany od pokoleń przez potomków tych, którzy odpowiadają za zbrodnie ludobójstwa.
Dlaczego o tym piszę ?
Nie bez powodu.
Niektóre środowiska prawicowe nie są zadowolone z tego, że jedna osoba w Polsce bardzo mocno nagłośniła temat ludobójstwa na Kresach. Tą osoba jest ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski, który konsekwentnie głosi prawdę o tamtych czasach, którą „wydziera” z archiwów, lub z relacji ostatnich żyjących świadków tej naszej narodowej tragedii.
Niektóre prawicowe środowiska sądzą jednak, że jest to działanie, które prowadzi do skłócania Polaków i Ukraińców, a tym samym przyczynia się do podziałów będących „na rękę” Kremlowi.
Takie myślenie jest największym błędem politycznym i prowadzi do tego, że nadal „Kłamstwo o ludobójstwie na Kresach” stanowi pożywkę dla tej części Ukraińców, których przodkowie wsławili się uczestnictwem w zbiorowych mordach w imię chorej ideologii. Nacjonalizm na Ukrainie jest jak nie gojący się wrzód, który zaraża całe społeczeństwo ukraińskie i trwa, pomimo zmieniającej się rzeczywistości politycznej. Nasze narody nigdy nie będą mogły połączyć się w prawdziwej wspólnocie, dopóki istnieć będzie przyczyna podziału. A tą przyczyną jest „Kłamstwo o ludobójstwie na Kresach”, które powinno być ścigane, z urzędu, tak samo jak „Kłamstwo Oświęcimskie”.
Tylko prawda może nasze narody wyzwolić i sprawić, że nastąpi prawdziwe pojednanie. Inaczej pojednanie będzie jedynie utopią, czego nie chcą zauważyć niektórzy politycy i dziennikarze – co gorsza, wywodzący się ze środowisk prawicowych.
Nie wróci już dawna Unia Polski z Litwa i Rusią, bo czasy historyczne już dawno minęły i taki resentyment nie prowadzi do niczego. Stalin i Hitler dokonali nowego podziału świata, a reszty dokonują ich spadkobiercy ideowi, którzy za wszelka cenę chcą uniknąć odpowiedzialności za gehennę ludności cywilnej. Gdyby Polska mogła doprowadzić do uznania roszczeń. za te wszystkie zbrodnie, przez międzynarodowy wymiar sprawiedliwości, to dzięki odszkodowaniom od państw, które są winne naszych narodowych tragedii, Polska byłaby najbogatszym i najlepiej rozwiniętym krajem Europy
Dużo mówi się obecnie o pojednaniu, ale mało o odpowiedzialności tych, którzy powinni dokonać zadośćuczynienia. Tym bardziej, że państwa te nadal wyciągają rękę po „nie swoje”
Dlaczego Polska ma „płaszczyć się” przed Europą, lub przed Moskwą , albo Kijowem ? Czy Polska jest cokolwiek im winna ? Dlaczego to ciągle Polacy musza „zabiegać” o wpływy w UE i innych krajach, z którymi łączy nas jedynie tragiczna historia ?
Trzeba pamiętać, że wielu morderców z Wołynia ciągle jeszcze żyje i nie poniosło kompletnie żadnej odpowiedzialności za to co zrobili.
Są tacy, którzy żądają skazania Jaruzelskiego, Kiszczaka i wielu innych funkcjonariuszy aparatu represji PRL. I słusznie. Bo są to zbrodniarze, którzy zasłużyli na to, by do końca swoich dni żyć w niepewności, choć na wyrok więzienia nie ma już co liczyć. Obecnie mówimy o Smoleńsku i odpowiedzialności za śmierć 96 przedstawicieli polskiego państwa. Również słuszne jest odkrywanie prawdy i dążenie do osądzenia i skazania winnych.
Lecz dlaczego ci sami ludzie nie traktują w ten sam sposób ludobójstwa dokonanego przez banderowców ?
Domyślam się powodów i jestem rozdarty wewnętrznie. Moje pytanie znalazło odpowiedź, lecz była ona lakoniczna, krótka i wymijająca.
Na drugi mail odpowiedzi już nie ma. Może dlatego, że moja wiedza nie wynika z domysłów, lecz z faktów, a nikt nie lubi być „przyparty do muru”
Księże Tadeuszu, widocznie tak musi być i nic na to nie poradzimy, że koniunkturalizm w polityce i mediach to rzecz powszechna, bez względu na opcję polityczną. Lecz prawdy nie uda się stłamsić koniunkturalizmem, ani tym bardziej manipulacją. I tego księdzu życzę - by nadal ksiądz miał siłę, by prawdę głosić.

niedziela, 8 lipca 2012

GRA OPERACYJNA


Dalekosiężny plan poddania Polski wpływom Kremla powoli się urzeczywistnia. Przełomowa jest  data 10 kwietnia 2010 roku, od której rozpoczynają się intensywne działania służb rosyjskich i polskich polityków, będących na usługach tych służb. Wraz z eliminacją prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dowódców sił zbrojnych RP i wielu innych kluczowych dla państwa polskiego postaci, pojawia się „zielone światło” dla rozpoczęcia realizacji planów całkowitego podporządkowania Polski wpływom rosyjskim, z jednoczesnym osłabieniem militarnym naszego państwa, a także eliminacją przeciwników politycznych. Ta ostatnia kwestia dopiero się rozwija, lecz już wkrótce „miękkie” metody dyskredytacji medialnej zostaną zastąpione „twardym” prawem, pozwalającym na delegalizację partii prawicowych, w tym głównie PiS.

Charakterystyczne „objawy” takich działań widoczne są już od pewnego czasu, jednak dopiero teraz partia rządząca przystępuje do formalizacji zamierzeń i planów, które powstały w zaciszu kremlowskich gabinetów. Dyktat Moskwy, początkowo mało widoczny, staje się coraz bardziej oczywisty. Wniosek z tego jest taki, że „pozycje” zostały już zajęte i nie trzeba ukrywać swoich intencji.

Jest rok 1992.  Bronisław Komorowski i Maciej Rayzacher wpłacają 240 tys. marek do tzw. Banku Janusza Palucha, skazanego 17 lat później (!) na 3 lata więzienia i 5 tys zł grzywny za wyłudzenie 9 milionów marek niemieckich od 823 osób, które wpłaciły swoje pieniądze twórcy największej piramidy finansowej w Polsce.

Pochodzenie kwoty 240 tys marek wpłaconych przez Komorowskiego i Rajzachera nie jest znane, choć na owe czasy była to kwota olbrzymia.

Jak wynika z raportu,  z weryfikacji WSI, służby od pewnego czasu brały „pod lupę” polityków słusznie rozumując, że ich rozpracowanie pozwoli na skuteczną ich „kontrolę” w przyszłości. Jednak w tym przypadku okazja do późniejszej „kontroli” działań polityka nadarzyła się sama, choć nie jest wykluczone, że prawdopodobnie dzięki odpowiedniej grze operacyjnej Bronisław Komorowski został wciągnięty w pułapkę służb.

„(…) Płk Janusz Paluch działał wśród oficerów, a jego pośrednikiem w przyjmowaniu lokat był m.in. ppłk Janusz Rudziński118. Po bankructwie Palucha (wiosną 1992 r.) ws. „TOMASZEWSKI”, Bronisław Komorowski i Maciej Rayzacher chcieli odzyskać zainwestowane pieniądze przy pomocy wynajętych firm detektywistycznych, które wkrótce wycofały się z umowy, obawiając się powiązań politycznych Palucha. Komorowskiemu sugerowano, że pieniądze może odzyskać kontrwywiad WSI, który pomógł innym oszukanym w ten sposób wysokim oficerom.(…)”źródło : 

Raport z weryfikacji WSI str.77

Zgodnie z zasadą, że kto raz nawiąże współpracę, ten już nigdy nie będzie mógł jej zerwać, co stanowi istotę działania sowieckiego wywiadu, o której wykładowcy w szkole GRU instruują swoich podopiecznych (jak wiadomo z raportu z weryfikacji WSI, oficerowie tej służby przechodzili takie szkolenia placówkach GRU i KGB) pomoc w rozwiązaniu „problemu finansowego” Bronisława Komorowskiego mogła być i zapewne była znakomitą okazją do „uzależnienia” jego dalszej działalności politycznej od wpływów rosyjskich. 

Pośrednikiem w „prowadzeniu” nowego współpracownika stali się zaś towarzysze z zaprzyjaźnionych służb WSI, dzięki którym „współpracownik” był winien służbom „dozgonną” wdzięczność.

Od tej pory drogi Bronisława Komorowskiego z WSI zbiegły się, co jest wyraźnie widoczne nie tylko w raporcie z weryfikacji WSI, ale przede wszystkim w dalszej ścieżce politycznej ministra ON, marszałka sejmu i późniejszego kandydata na prezydenta RP

Zapewne znacznym ułatwieniem „werbunku” były cechy charakterologiczne „kandydata”. Mało znaczący działacz opozycji, uchodzący za inteligenta, jednak z wyraźnymi cechami „przeciętności intelektualnej” i zwyczajnego „prostactwa” (co potwierdzają choćby zachowania i wypowiedzi Bronisława Komorowskiego już jako prezydenta RP) był bardzo dobrym kandydatem do „obróbki” przez służby.

Dlaczego jednak WSI prowadziło tę grę, skutkująca przejęciem władzy przez ludzi obozu politycznego powiązanego z WSI na czele z marionetkowymi postaciami premiera Tuska i prezydenta , Komorowskiego? 

Dlaczego to właśnie PO przejęło schedę polityczną po PRL i stało się głównym elementem gry politycznej, zmierzającej do ponownego podporządkowania Polski wpływom rosyjskim ?

Odpowiedź może kryć się w dwóch elementach. Jednym z nich było powołanie rządu Jana Olszewskiego, który mógł realnie zagrozić „układowi” post PRL – owskiemu, przypieczętowanemu przy Okrągłym Stole. Realna groźba powrotu podobnej sytuacji w przyszłości nadal przecież istniała. Układ nie mógł się też opierać na zdyskredytowanych aparatczykach nowej lewicy. Służby zapewnie przewidziały spadek poparcia społecznego dla frakcji lewicowych opartych na działaczach SLD. Postanowiły więc w jakiś sposób wypełnić tę próżnię. W ten sposób doprowadzono do powstania pseudo-prawicowej partii o nazwie Platforma Obywatelska, w której czołowi działacze musieli być w jakiś sposób „związani” z WSI. A najlepszym sposobem „przywiązania” są pieniądze z bliżej nieokreślonych źródeł, lub wspólnota interesów, niekoniecznie legalnych.

W tym jednak przypadku to służby, będąc w cieniu polityki maja największy na nią wpływ. Ułatwia im to wiedza o politykach, zgromadzona dzięki pracy operacyjnej jeszcze przed 1989 rokiem, oraz późniejsze działania, zmierzające do powstania nieformalnych układów biznesowych, dzięki którym politykami łatwiej jest sterować. A że tak jest w rzeczywistości świadczyć może o tym choćby obecność „doradcza” przedstawicieli WSI w organach państwa, oraz sektorach istotnych z punktu widzenia obronności państwa polskiego.

Wróćmy jednak do rzeczywistości po 10 kwietnia 2010 roku. W wielu tekstach, publikowanych głównie w mediach niezależnych pojawiało się pytanie : jaki interes mogłaby mieć Rosja w eliminacji polskiego prezydenta i dowództwa wojsk RP, oraz innych osobistości ze świata polityki i nie tylko polityki. Cele ogólne są oczywiste i nie trzeba długo się zastanawiać, by stwierdzić, że chodzi o podporządkowanie i wasalizację naszego państwa wobec naszego wschodniego sąsiada.

Jednak jest również droga do osiągnięcia takich celów i w tej kwestii dopiero zaczynają być widoczne skutki rządów PO i prezydentury człowieka, który kilkanaście lat temu został rozpracowany operacyjnie przez ludzi z WSI. Cele te zostały wyartykułowane m.in. w Ekspertyzie pt. „ Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski” opracowanej przez Prof. dr hab. Ryszard Ziębę i Dr hab. Justynę Zając na zamówienie BBN w październiku 2010 roku.

Co ciekawe, jednym ze źródeł informacji naukowych na których opiera się to „opracowanie” jest Roman Kuźniar – obecny doradca Bronisława Komorowskiego a także Stanisław Koziej szef BBN. Wygląda więc na to, że BBN ma znaczący wpływ na treść ekspertyzy, którą sama „zleciła” do opracowania.

Jakie są niektóre z „rekomendacji” ekspertów, którzy przygotowali dokument na podstawie takich „źródeł” ? Oto ich treść :

Rekomendacja 1 Należałoby jednak zastanowić się nad zmianą w Średniookresowej Strategii Rozwoju Kraju (w porównaniu do dokumentu Strategia Rozwoju Kraju 2007–2015) kolejności aspektów bezpieczeństwa, tzn. najpierw wyeksponować osiągnięcia Polski w zapewnianiu bezpieczeństwa zewnętrznego (członkostwo w NATO i UE, ONZ, OBWE, strukturach współpracy subregionalnej; brak sporów terytorialnych z sąsiadami i prawno-międzynarodowe uregulowanie z nimi stosunków; stabilneśrodowisko sąsiedzkie Polski) oraz konieczność działań Polski na rzecz utrzymania tego stanu oraz jego doskonalenia, [SRK, s. 62–63], a następnie przedstawić wyzwania związane z umacnianiem bezpieczeństwa, zwłaszcza skoncentrowanie się na aspektach wewnętrznych [SRK, s. 59-62; 64-65], które w najbliższych latach będą najpoważniejszymi wyzwaniami dla polityki bezpieczeństwa RP.

Co może oznaczać „skoncentrowanie się na aspektach wewnętrznych” ? Bardzo wiele. Począwszy od ochrony p.pożarowej a skończywszy na eliminacji przeciwników politycznych, którzy zgodnie z rekomendacją nr 2 „podejmują działania na rzecz ponownego konfliktowania z Rosją” bezczelnie „sugerując odpowiedzialność tego państwa za katastrofę” (!)

Rekomendacja 2 Aby przezwyciężyć nieufność, która utrudnia percepcję Rosji przez polskich polityków i media należałoby podjąć zorientowaną na przyszłość politykę normalizacji stosunków wzajemnych i pojednania polsko-rosyjskiego. Warunki ku temu powstały już jesienią 2009 r., po udziale premiera FR Władymira Putina w obchodach 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, a zostały wzmocnione zbliżeniem polsko-rosyjskim po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem10 kwietnia 2010 r. Jednak czołowa partia opozycyjna w Polsce – Prawo i Sprawiedliwość podjęła kilka miesięcy później działania na rzecz ponownego konfliktowania z Rosją, sugerując odpowiedzialność tego państwa za katastrofę. W tej sytuacji rząd Polski powinien szybko podjąć działania na rzecz ratowania szansy jaka szybko może zniknąć.

W jaki sposób mogą wyglądać takie działania. Obraz jaki się wyłania jest już bardzo wyraźny. Odcięcie niezależnych mediów od platformy cyfrowej (TV Trwam), nowelizacja ustawy o zgromadzeniach, próby „grzebania” w aktach prawnych dotyczących przekazu internetowego, a także , o czym pisze Aleksander Ścios w swoim najnowszym tekście pt . „Człowiek o militarnym sercu”, eliminacja ze sceny politycznej partii opozycyjnych takich jak PiS.

Do przeczytania całości tego testu zachęcam

Nie będę cytował pozostałych „rekomendacji” tego fundamentalnego dla obozu władzy dokumentu, bowiem każdy może go przeczytać i ocenić sam na stronie :


Ponadto tekst Aleksandra Ściosa wyczerpuje w pewien sposób ten konkretny temat, a że zawarte w nim tezy są zbieżne z moimi, przeto nie będę dalej tego wątku rozwijał.

Jest jednak jeszcze jedna rzecz która należałoby podkreślić jako wybitny przykład zbieżności wniosków polskich ekspertów z interesami Kremla. Jest to sprawa przynależności do NATO krajów, które za prezydentury Lecha Kaczyńskiego ubiegały się o wstąpienie w poczet członków Sojuszu, z silnym wsparciem Polski w tym względzie. Mowa tu oczywiście o Ukrainie i Gruzji.

Jak „rekomendują” to „eksperci” ? :

RekomendacjaRedefinicji wymaga dotychczasowa teza polityki polskiej, mocno opowiadająca sięza dalszym rozszerzaniem NATO. Zgodnie z komunikatem przyjętym na szczycie Sojuszu w Bukareszcie w kwietniu 2008 r. (pod naciskiem USA i Polski), w przyszłości do NATO powinny być przyjęte Ukraina i Gruzja. W czerwcu br. przywódcy Ukrainy jasno oświadczyli, że rezygnują ze starań o przystąpienie do Sojuszu. Niestabilność wewnętrzna w Gruzji i konfliktowe stosunki tego państwa z Rosją raczej eliminują go z grupy kandydatów do NATO. Oznacza to, że rewizji wymaga stanowisko Polski w sprawie wschodniego rozszerzenia, tym bardziej, że w raporcie Grupy Mędrców znalazła się teza, że rozwijanie partnerstwa z Rosją jest gwarancją bezpieczeństwa w regionie euroatlantyckim. Pozostaje więc ewentualny południowo-wschodni kierunek rozszerzania NATO, o kolejne państwa postjugosłowiańskie.

Jak widać z powyższej rekomendacji sprawę Ukrainy załatwiono dzięki umiejętnej polityce obsadzania stanowiska głowy państwa pro- kremlowskimi politykami, którzy „sami” nie chcą przystąpienia do NATO.

Saakaszwili natomiast chce przystąpienia do NATO, ale tym razem zadbano o to by nikt go nie mógł wspierać w tych dążeniach. Przypomnę, że kluczową rolę w działaniach zmierzających do przyłączenia Gruzji w struktury NATO-wskie odegrał personalnie prezydent Lech Kaczyński.

Dokument w którym zawarte są powyższe „rekomendacje” eksperckie równie dobrze mógłby być przetłumaczony na język rosyjski i  z niewielkimi zmianami w nazewnictwie doskonale odzwierciedlałby potrzeby Kremla, jako ekspertyza zlecona przez Putina.

Ostatnim elementem tej „układanki” jest wzmożona aktywność polityków rosyjskich, którzy coraz częściej odwiedzają nasz kraj i „doradzają” w sprawach, o których politycy żadnego państwa nie mieliby prawa nawet wspomnieć. Jeśli dodać do tego wybitną bezczelność polityków PO w mediach i zupełną bezkarność, pomimo ewidentnego łamania prawa oznacza to dla Polski jedno. Ciężkie czasy dopiero nadchodzą…

Pozostaje jeszcze kwestia słabnącej obronności naszego kraju. Ale to już będzie temat na inny tekst.




sobota, 7 lipca 2012

LITERA SMOLEŃSKIEGO PRAWA


Postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy publicznych stanowi swoiste, prawne  kuriozum, które porównać można jedynie do pisma , skierowanego do Grzegorza Schetyny przez Jerzego Millera, stanowiącego odpowiedź na zapytanie Jolanty Szczypińskiej dotyczące tryb dokonania wyboru załącznika nr 13 Konwencji Chicagowskiej. Pokrętność tej odpowiedzi, w której za konkluzje można uznać iż tylko dlatego wybrano ten tryb postępowania, że nie było innej możliwości, bowiem porozumienie polsko – rosyjskie z 1993 roku nie reguluje technicznych reguł postępowania w przypadku katastrofy państwowego statku powietrznego.

Kuriozalna jest „wykładnia” prawa zastosowana przez Jerzego Millera, który zupełnie pomija kolizję lex specjalis, której należałoby przyporządkować w tym przypadku normy Konwencji o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym i norm lex posterior,  zawartych w załącznikach do tej konwencji.  Jerzy Miller nie tylko nie zauważa tej kolizji, ale również nie zwraca uwagi na doktrynę prawną, która mówi że:  Lex posterior generali non derogat legi priori speciali, czyli, że ustawa (prawo) ogólna, późniejsza nie uchyla ustawy (prawa) szczególnej, wcześniejszej.

Nie wnikając jednak w dywagacje prawne Jerzego Millera, który posługuje się bliżej niezidentyfikowanymi praktykami prawa międzynarodowego,  można tutaj posłużyć się kontrargumentem w pełni zidentyfikowanym i nazwanym, którego definicja znajduje się w podręcznikach prawniczych – jest to zasada eksterytorialności, wedle której następuje wyłączenie
z jurysdykcji miejscowej i podleganie jurysdykcji podmiotu korzystającego ze statusu eksterytorialności.

Bardzo proste jest wykazanie, że samolot wojskowy, przewożący głowę państwa jest swoistą „ambasadą” tego państwa i podlega zasadzie eksterytorialności, oraz , że w tym przypadku zasada pierwszeństwa kompetencji zwierzchnictwa terytorialnego nad zwierzchnictwem państwa rejestracji statku powietrznego, pomimo zbiegu tych kompetencji, nie ma po prostu zastosowania.

I właśnie ten „problem prawny” reguluje Porozumienie między Ministerstwem Obrony Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej, a Ministerstwem Obrony Narodowej Federacji Rosyjskiej
w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych
Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw
sporządzone w Moskwie 14 grudnia 1993 roku, w którym to porozumieniu, w art. 11 następuje wyraźne doprecyzowanie tych kompetencji :

Art. 11.
W przypadku zaistnienia incydentu w przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej lub Federacji Rosyjskiej będącego następstwem działalności lotnictwa wojskowego, Strony podejmą niezbędne kroki wykorzystując bezpośrednią łączność, w celu niedopuszczenia do eskalacji incydentu i szybkiego usunięcia jego skutków oraz wymiany w trybie pilnym informacji o zaistniałych wydarzeniach.
Strona polska takie informacje będzie przekazywać za pośrednictwem Ambasady Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej, a strona rosyjska za pośrednictwem Attache Wojskowego Rzeczypospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej.
Wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof, spowodowanymi przez polskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej lub rosyjskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie.
Jednocześnie Strony zapewnią dostęp do niezbędnych dokumentów z zachowaniem obowiązujących je zasad ochrony tajemnicy państwowej.

Jak więc wynika z art. 11 Porozumienia, wyjaśnianie opiera się na „wspólnocie” prowadzonego postępowania, a to z kolei wyklucza taki tryb postępowania w którym jedna ze stron jest traktowana jak petent, który musi zwracać do drugiej strony z wnioskami o udostępnienie materiału dowodowego.

Jeśli zaś ktoś ma problemy z definicją słowa „wspólny”, to zawsze może zajrzeć do słownika, np. PWN, w którym definicje są przedstawione w sposób prosty i przejrzysty, zgodnie zresztą z zasadą, że w prawie nie powinno być słów wieloznacznych :

1. «wykonywany lub przeżywany przez wiele osób, razem z innymi»
2. «należący do wielu osób»
3. «jednakowy dla wielu osób»

Jeszcze jednym kuriozum jest również opinia niektórych prawników, którzy poddają w wątpliwość, że samolot wiozący prezydenta RP był samolotem wojskowym ( a tym samym,  w myśl art. 3 Konwencji o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym, był statkiem powietrznym państwowym), bowiem lot miał charakter „cywilny”.

KONWENCJA
O MIĘDZYNARODOWYM LOTNICTWIE CYWILNYM,
podpisana w Chicago dnia 7 grudnia 1944 r.

Artykuł 3

Cywilne i państwowe statki powietrzne
a) Niniejsza Konwencja stosuje się wyłącznie do cywilnych statków powietrznych, nie stosuje się zaś
do statków powietrznych państwowych.
b) Statki powietrzne używane w służbie wojskowej, celnej i policyjnej uważa się za statki powietrzne państwowe.
c) Żaden państwowy statek powietrzny Umawiającego się Państwa nie może przelatywać nad
terytorium innego Państwa ani lądować na nim bez zezwolenia udzielonego w drodze specjalnego
porozumienia lub w inny sposób albo niezgodnie z warunkami takiego zezwolenia.
d) Umawiające się Państwa zobowiązują się, przy ustalaniu przepisów dotyczących swoich
państwowych statków powietrznych, mieć na względzie bezpieczeństwo  żeglugi statków powietrznych cywilnych.


            Pomijam fakt, że w lotach cywilnych nie biorą udziału zawodowi wojskowi, pełniący rolę pilotów, a także funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu będący na służbie i  posiadający broń z ostrą amunicją. Uzasadnienie Prokuratury Okręgowej Praga – Warszawa, dotyczące umorzenia postępowania, doskonale wyjaśnia ten „problem prawny”. I choć zapewne zespół prokuratorów zrobił to mimowolnie i przypadkowo, to fakt zdefiniowania jakiego „charakteru” był statek powietrzny przewożący  śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest jednoznaczny   :


Komunikat w sprawie V Ds 32/11
2012-07-02 11:43 przez Renata Mazur
Sygnatura akt V Ds 32/11

POSTANOWIENIE
o umorzeniu śledztwa 

Warszawa, dnia 30 czerwca 2012 roku
  
Józef Gacek - prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie, Michał Machniak - prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie,
Wojciech Skóra - prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie,

po zapoznaniu się z materiałami śledztwa V Ds 32/11, 

postanowili umorzyć śledztwo w sprawie:
  
(…) 2.  niedopełnienia obowiązków służbowych w okresie od grudnia 2009 roku do dnia 10 kwietnia 2010 roku, w Warszawie oraz na terenie Federacji Rosyjskiej w Moskwie, Smoleńsku i Katyniu, przez funkcjonariuszy publicznych niebędących żołnierzami w czynnej służbie wojskowej z Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Biura Dyrektora Generalnego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwa Obrony Narodowej, w związku z przygotowaniem i organizacją roboczej wizyty zagranicznej Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego w Federacji Rosyjskiej, związanej z udziałem w obchodach 70. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej w Katyniu i Smoleńsku, zaplanowanej na dzień 10 kwietnia 2010 roku i działania w ten sposób na szkodę interesu publicznego, sprowadzającego się do prawidłowego przygotowania i organizacji wizyt zagranicznych Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz zapewnienia bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie, uprawnionych do korzystania z wojskowego specjalnego transportu lotniczego (…)