sobota, 2 czerwca 2012

SMOLEŃSK - manipulowanie świadomością


SMOLEŃSK– manipulowanie świadomością
Minęło już trochę czasu od tragedii, by można było dokonać pewnego podsumowania teorii, informacji medialnych i wielu jeszcze innych zagadnień z tym związanych. Na skutek działań ludzi i środowisk starających się, z jednej strony „wyjaśnić” przyczyny, a z drugiej zaciemnić obraz tego, co się na prawdę stało, wyłania się przerażająca rzeczywistość manipulacji tragedią Smoleńską na wszelkie możliwe sposoby.

Z jednej strony mamy bowiem fakt samego zdarzenia, który jest bezspornym przykładem „typowej” tragedii lotniczej – bez wskazania na umyślność lub nieumyślność przyczyn, a z drugiej próby wyjaśnienia owych przyczyn, dokonywane przez „fachowców”, polityków, komisje, prokuratury i wielu innych ludzi zupełnie nie związanych ani z lotnictwem, ani z zagadnieniami katastrof lotniczych.

Smoleńsk stał się „zjawiskiem”, które można zrozumieć tylko w oparciu o obiektywną ocenę obrazu sytuacji , rozumianej jako zbiór przyczyn doprowadzających do tragedii. Nie można oceniać, ani tym bardziej stawiać wyroków, jeśli nie nastąpi choćby próba odniesienia do okoliczności – i to nie tylko materialnych, które , nota bene, w przypadku Smoleńska, nie ujrzą prawdopodobnie nigdy „światła dziennego”-  ale przede wszystkim okoliczności politycznych i mentalnych, budujących możliwy i prawdopodobny scenariusz „zdarzenia”

Jak nietrudno zauważyć, do tragedii smoleńskiej można znaleźć wiele odniesień, dzięki którym zrozumienie tego „scenariusza” może być znacznie łatwiejsze, niźli posługiwanie się stworzonymi na podstawie nieznanych do końca okolicznościami, teoriami, lub nawet wynikami śledztwa. Rzekoma „prawda obiektywna”, która powstała z wyłączeniem zasadniczych elementów tego „scenariusza tragedii” nie może stanowić finalnej wykładni tragedii smoleńskiej.

Dlatego z równą ostrożnością należy traktować zarówno oficjalne próby wyjaśnienia, dokonywane przez odpowiednie instytucje – polskie i rosyjskie, jak również próby obywatelskie, do których można zaliczyć wszystkie teorie stworzone przez internautów, dziennikarzy, czy też inne osoby nie mające dostępu do informacji.

Oczywiście można tworzyć różnego rodzaju teorie, tylko na podstawie tego, co jest obecnie osiągalne, jednak rzeczywistość pokazuje, że interpretacje tych samych, wydawałoby się, informacji,  wykluczają się wzajemnie.. Za przykład można użyć ostatnie sekundy lotu Tupolewa. Pomimo istnienia zapisów, dokumentujących, w formie wykresu, wszystkie zasadnicze parametry lotu, dzięki którym można umiejscowić to „zdarzenie” w konkretnym miejscu i czasie jak dotąd nie było jednoznacznej oceny tego, co działo się w ostatnich sekundach lotu Tupolewa. Raporty oficjalnych komisji – rosyjskiej MAK i polskiej Millera zawierają natomiast tyle nieścisłości, przekłamań i tuszowania faktów, że nie można poważnie brać ich pod uwagę.

Paradoksalnie, w czasach, kiedy nauka jest wspomagana przez potężne narzędzia obliczeniowe, dzięki którym nie tylko można dokonać obliczeń trajektorii lotu, ale także opracować symulacje poruszania się obiektu, jego destrukcję w powietrzu i rozkład szczątków, a potem dokonać weryfikacji, przeprowadzając odpowiednie próby, jak dotąd jedynymi „oficjalnymi” symulacjami są przedstawiane w mediach animacje stworzone przez grafików telewizyjnych.

 Urąga to nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale także pokazuje, że standardy badawcze instytucji powołanych do wyjaśnienia przyczyn tragedii smoleńskiej albo nie mają w jej przypadku zastosowania, albo manipuluje się świadomością obywateli - traktując ich jak małe dzieci, którym puszczane są zgrabnie nakręcone bajki.

Jakże inny biegun stanowią ustalenia profesora Biniendy, prof. Nowaczyka, dr Szuladzińskiego, którzy pomimo wszelkich przeciwności, z uporem i cierpliwością próbują dociekać prawdy, nie mając możliwości współpracy z „oficjalnymi czynnikami”, dysponującymi materiałem źródłowym, który znakomicie mógłby zostać wykorzystany do weryfikacji dotychczasowych ustaleń tych niezależnych ekspertów. Zamiast pomocy ze strony polskich władz, spotykają się jedynie z całkowitą ignorancją, chamstwem, a także zastraszaniem. Jest to wyraźny sygnał, że kierunek ich badań jest słuszny, a wyniki dotychczasowych ekspertyz „niepokojąco” są bliskie obiektywnej prawdy. Należy jednak zadać pytanie -  dlaczego nawet samo dążenie do wykrycia przyczyn jest piętnowane i ośmieszane przez tych, na których spoczywa obowiązek wyjaśnienia wszelkich okoliczności związanych z tragedią smoleńską ?

Granice poznania.

Można  już założyć , że obecnie nie sposób jest nie wiedzieć czym była "katastrofa" smoleńska - nawet biorąc pod uwagę formalny , podkreślam formalny brak wszystkich dowodów - w tym pełnych ekspertyz polskich specjalistów medycyny sądowej, czy też braków w polskich ekspertyzy z badania oryginałów rejestratorów lotu, szczątków wraku, czy też systemu TAWS.
Logicznym będzie natomiast stwierdzenie, iż polskie "służby" miały możliwość pozyskania dowodów materialnych - choćby próbek gleby, czy też szczątków samolotu, lub fragmentów ubrań, by dokonać reprezentatywnych badań w zakresie użycia materiałów wybuchowych, lub substancji chemicznych.  Taka też narracja towarzyszyła prowadzonemu śledztwu, w którym część informacji skąpo przedostawała się do opinii publicznej. Przeprowadzono oczywiście oficjalnie część takich badań, lecz ich metodologia pozostawia wiele do życzenia. Bardziej chodziło chyba o to, by wykazać, że polska prokuratura w ogóle coś robi, niż dokonać faktycznie profesjonalnych badań.

Jednak intencje polskiej prokuratury zostały wyraźnie zdefiniowane faktem niedopuszczenia do prac badawczych choćby prof. Badena – pomimo tego, że brak było formalnych przyczyn odmowy. Nie dokonano także szczegółowych badań ciał wszystkich członków delegacji – choć byłoby to najbardziej obiektywna i jak najbardziej zasadna czynność, mogąca wyjaśnić bezpośrednie przyczyny zgonu. Metodologia badań jest również błędna, bowiem ograniczenie się do zbadania zwłok śp. Przemysława Gosiewskiego i śp. Zbigniewa Wassermana,  w dwa lata po śmierci, zakrawa na upiorny żart prokuratury. W takiej samej konwencji należałoby również umieścić badania szczątków samolotu na obecność materiałów wybuchowych oraz praktycznie brak specjalistycznych badań metalurgicznych, które mogłyby wyjaśnić, na podstawie charakterystyki zniszczeń kadłuba samolotu, jakie siły działały na części które uległy defragmentacji, a więc tym samym, w jaki sposób samolot został zniszczony.

Lista „zaniechań” polskiej prokuratury jest bardzo długa i nie można oprzeć się wrażeniu, że zaniechania w sposób bezpośredni powiązane są z narracją rosyjską.
Polska strona doskonale zdaje sobie sprawę z postępów prac Zespołu Parlamentarnego ds. wyjaśnienia przyczyn „katastrofy”, jednak pomimo rzetelnie przeprowadzonych badań Zespołu, w których niezależni eksperci podważają dotychczasowe wyniki oficjalnie prowadzonego śledztwa, nie ma praktycznie żadnych zmian w pracy polskich prokuratorów.

Każdy, kto z uwagą śledzi przebieg dochodzenia „smoleńskiego” powinien, jeśli takiej wiedzy nie posiada, zapoznać się z metodologią prowadzenia badań w przypadkach katastrof lotniczych. Wiedzy, dostępnej w Internecie i literaturze jest aż nadto, by każdy, interesujący się tym tematem mógł dokonać własnej oceny.

Jednak w przypadku tragedii smoleńskiej nastąpiła swoista apoteoza kłamstwa, szczególnie wśród środowisk, związanych politycznie lub mentalnie z obozem rządzącym. Oczywiście najbardziej znamienne są kłamstwa rozpowszechniane przez polityków rządzących, którzy brali udział w prowadzonym dochodzeniu, lub byli jego świadkami.

 A przecież można już uznać niemal za pewnik, że strona rosyjska mataczyła w prowadzonym przez siebie postępowaniu, a jego wyniki są fałszywe . Jednak marionetkowy polski rząd nie jest w stanie już nic zrobić, poza tym, by za wszelką cenę ukryć prawdę. W całą sprawę zaangażowane są również prorządowe i prorosyjskie media, działające na terenie naszego kraju,  które za wszelką cenę usiłują podważać prawdę i manipulują opinią społeczną.

Kłamstwa.

Nie istnieje chyba bardziej spektakularny przykład kłamstwa polityka, jak ten, zafundowany przez byłą minister zdrowia Ewę Kopacz, podczas jej wystąpienia w sejmie.
Zachowanie minister Kopacz jest najbardziej jaskrawym przykładem „moralnego dna”. Na uwagę jednak zasługuje nie sam upadek moralny pani minister, ile jej świadoma głupota „kłamczuszka”, któremu wydaje się, że ukryje zbity talerzyk przed rodzicami. W tym jednak przypadku jest to kłamstwo „na życzenie” przełożonego.
Jakim trzeba być człowiekiem, aby stoczyć się do takiego poziomu, tylko w imię patologicznie pojmowanego posłuszeństwa politycznego i fałszywie pojmowanej lojalności.

Śledztwo prowadzone jest wbrew wszelkim światowym normom prawnym stosowanym w takich wypadkach i nawet przeciw zdrowemu rozsądkowi. Śledztwo jest opóźniane na każdym etapie. Wybrana ścieżka prawna jest niezgodna z polską racją stanu.
Oparcie głównego założenia raportu Millera na raporcie MAK jest najbardziej istotnym wskazaniem intencji autorów „polskiej wersji wydarzeń” Jednak coraz więcej wskazuje na to, że fachowcy od „Raportu Millera” bardziej zainteresowani byli „wróżeniem z fusów” i plagiatowaniem rosyjskich tez, niż choćby próbą wyjaśnienia tragedii.
Nie można bowiem być sędzią we własnej sprawie. Minister Miller, odpowiedzialny za zabezpieczenie BOR -u podczas wizyty prezydenckiej, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zbytnia drobiazgowość postępowania może doprowadzić do ujawnienia niedociągnięć, lub pokazania ewidentnego zaniechania czynności zabezpieczających taką wizytę przez służby przez siebie nadzorowane. Zamiast „drobiazgowości dochodzenia” posłużono się „kozłem ofiarnym” w postaci 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa, na który przeniesiono gros odpowiedzialności za przyczyny tragedii smoleńskiej.

Z jednej strony można uznać, że nawet jeśli część z tych ustaleń byłaby prawdą i system szkolenia pilotów nie był właściwy, lub dochodziło do nieprawidłowości w organizacji i funkcjonowaniu pułku, to w żaden sposób nie udowodniono, w ten sposób, bezpośrednich przyczyn tragedii.
„Logika wykładni rozszerzającej” ma tutaj podobne zastosowanie, jakie miałaby, gdyby poddać szczegółowej kontroli policję, straż pożarną, lub inne służby. Wszędzie tam występują nieprawidłowości, jednak nikt z tego powodu nie rozwiązuje tych jednostek, a za ujawnione nieprawidłowości karane są osoby bezpośrednio za nie odpowiedzialne.
Likwidacja spec pułku w sposób wyraźny pokazuje, że nie chodziło tutaj o nic innego jak spektakularne widowisko, mające na celu osunięcie zainteresowania opinii publicznej od „drążenia” innych tematów, zaś „kozłami ofiarnymi” stały się osoby, które już się nie mogą bronić przed zarzutami.

O tym, że nie wszystko jest takie jasne, jak próbował dowodzić minister Miller, świadczą choćby ustalenia dotyczące odczytania kolejnych sekwencji z „czarnych skrzynek”, które wykluczają obecność generał Błasika w kokpicie Tupolewa. Odniesienie się choćby do tego faktu stwarza poważne wątpliwości nie tylko co do prawdziwości tez „raportu Millera” ale także do metodologii prowadzonego postępowania wyjaśniającego, któremu również daleko do standardów międzynarodowych, porównywalnych nawet nie do tych np. z Lockerbie, ale nawet z lat wcześniejszych, gdy możliwości techniczne były znacznie gorsze, a biegli potrafili, bez użycia specjalistycznych narzędzi informatycznych, określić właściwie przyczyny katastrofy (katastrofa DC-10 lot 191 z 1979r.).

Nasz akredytowany, Edmund Klich miał zapewne sporo wątpliwości, przystępując do wyjaśniania przyczyn tragedii. Zapewne jego wiedza sięga znacznie dalej niż to, czego oficjalnie dowiedzieliśmy się w trakcie prowadzonego postępowania. Przyjął jednak inną taktykę. Jako specjalista w swojej dziedzinie po prostu nie mógł formułować błędnych tez, bo straciłby wiarygodność. Lepiej więc było po prostu uniknąć ich formułowania, lub twierdzić, że albo nie ma dowodów, albo informacje są niesprawdzone, albo, że nie otrzymał wszystkich danych do tego, by to stwierdzić.
 Taktyka ta przyniosła spodziewany efekt, bowiem Edmundowi Klichowi nie można zarzucić, że „niefachowo” postępuje w sprawie, a „jedyna” nieprawidłowość to „wyjazd” akredytowanego, uniemożliwiający naszym specjalistom zbadanie wraku Tupolewa
To jest jednak tylko część faktów, bowiem jeżeli czyjaś wiedza jest większa niż wskazują na to oficjalne komunikaty, a przede wszystkim dokumenty, oznacza to świadomą manipulację.
Najlepiej niech świadczy o tym fakt nagrania przez akredytowanego rozmowy prowadzonej z byłym ministrem MON, w której to rozmowie Edmund Klich formułuje wnioski zgoła inne od tych, które zgodne są z linią informacyjną rządu. Nagranie to jest przysłowiowym odsunięciem od siebie „śmierdzącego jaja” - Edmund Klich z jednej strony udowadnia, że przekazywał „wszystkie” swoje ustalenia i wnioski właściwym osobom (to, że informacje te nie były przekazane opinii publicznej to już sprawa rządu – Edmund Klich zrzuca z siebie „brzemię” informacji) , a z drugiej strony „pokazuje”, że może dysponować jeszcze innymi informacjami, którymi się z rządem podzielił, lecz rząd ich nie ujawnił.
Czy zatem zadaniem Edmunda Klicha jest wyjaśnienie przyczyn tragedii, czy też jest to „gracz” który buduje swoją pozycję za pomocą technik manipulacji znanych bardziej w środowiskach zbliżonych do WSI ? A jeśli tak jest w istocie, to dla kogo pracuje „niezatapialny” Edmund Klich ?

Drugie dno.

Smoleńsk może mieć także „drugie dno”, niezwiązane z wątkiem rosyjskim, o czym świadczy bardzo niska skala zainteresowania wyjaśnieniem tragedii przez UE a także Stany Zjednoczone. Owszem istnieją spektakularne, ale jednostkowe i raczej nieoficjalne działania specjalistów związanych z Komisją Macierewicza (jak choćby prof. Binienda i jego zespół), oraz działania środowisk naukowych i medialnych (głównie media niezależne), jednak nie ma ani oficjalnego nacisku państw UE, ani Stany Zjednoczone nie użyły, jak do tej pory, odpowiedniego nacisku politycznego na polski rząd , by w ten sposób zmusić go do przestrzegania norm międzynarodowych i zachowania standardów postępowania oraz metodologii badania przyczyny tragedii smoleńskiej.

A przecież w „katastrofie” zginęli wysocy rangą dowódcy NATO. Dla przypomnienia warto przedstawić ich sylwetki :

Stanisław Jerzy KOMOROWSKI -Od 1994 roku do 1997 ambasador RP w Hadze, a w latach  1999-2004 ambasador RP w Londynie. W latach 1998-1999 pełnił funkcję dyrektora Sekretariatu Ministra Spraw Zagranicznych. W roku 2002 mianowany na stopień Ambasadora Tytularnego Służby Zagranicznej. W latach 2004-2005 dyrektor Departamentu Azji i Pacyfiku w MSZ. W latach 2005-2006 pełnił funkcję podsekretarza stanu w MSZ, następnie, w latach 2006-2007, pracownik Departamentu Azji i Pacyfiku Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Od 2007 r. był podsekretarzem stanu w MON ds. polityki obronnej.

Generał Franciszek GĄGOR - SZEF SZTABU GENERALNEGO WOJSKA POLSKIEGO -W 1973 roku ukończył Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. Absolwent (1983) Wydziału Filologii Angielskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1988 r. doktoryzował się z nauk wojskowych w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. W 2001 roku gen. Gągor ukończył studia w Akademii Obrony NATO w Rzymie, a rok później, z wyróżnieniem, Podyplomowe Studia Strategiczno-Operacyjne na Uniwersytecie Obrony w Waszyngtonie (USA). 
W latach 1973-1978 zajmował stanowiska dowódcze i sztabowe w 2 Pułku Czołgów 10 Dywizji Pancernej w Opolu. W międzyczasie był oficerem operacyjnym w misjach UNEF i UNDOF. W latach 1978-1988 służył jako starszy wykładowca w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, odpowiedzialny m. in. za szkolenie polskich kontyngentów, wyznaczonych do operacji pokojowych. W tym okresie brał również czynny udział w misji ONZ UNDOF (1980/1981, 1985/1986). W latach 1988-1990 gen. Gagor pełnił obowiązki zastępcy szefa Logistyki w Kwaterze Głównej w misji UNDOF. W roku 1988 rozpoczął służbę w Głównym Zarządzie Szkolenia Bojowego, a następnie w Zarządzie Wojskowych Spraw Zagranicznych SG WP. Jako szef Oddziału Operacji Pokojowych był bezpośrednio odpowiedzialny za przygotowanie, nadzór i koordynację działań polskich jednostek wypełniających zadania poza granicami kraju. W 1991 r. był zastępcą dowódcy PKW w operacji "Pustynna Burza”, a w latach 1991-1992 -zastępcą dowódcy sektora misji UNIKOM. W roku 1994 gen. Gągor został dyrektorem Biura Kontroli Zbrojeń i Misji Międzynarodowych. W latach 1996-1999 pełnił obowiązki dyrektora Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych MON. W tym czasie gen. Gągor reprezentował resort obrony RP w międzynarodowych rokowaniach dotyczących kontroli zbrojeń, rozbrojenia i środków budowy zaufania, oraz był odpowiedzialny za przygotowanie i koordynację działań SZ RP w Programie "Partnerstwo dla Pokoju" oraz PARP. Jednocześnie był jednym z głównych przedstawicieli zespołu przygotowującego polską akcesję do Sojuszu Północnoatlantyckiego, odpowiedzialnym m. in. za udział Polski w procesie planowania obronnego NATO. W 1997 roku został awansowany do stopnia gen. brygady, a w 1999 r. objął obowiązki szefa Generalnego Zarządu Operacyjnego SG WP, które sprawował do roku 2003. W tym okresie był odpowiedzialny za przygotowanie doktryn w zakresie szkolenia SZ, planowanie operacyjne oraz gotowość bojową SZ RP, udział jednostek WP w operacjach pokojowych oraz proces planowania obronnego w SZ RP.27 lutego 2006 roku został awansowany przez Prezydenta RP do stopnia generała broni i powołany na stanowisko szefa Sztabu Generalnego WP. 3 maja 2006 roku został awansowany przez Prezydenta RP do stopnia generała. Trzy lata później Prezydent RP ponownie wyznaczył go na najwyższe stanowisko w Wojsku Polskim.

Generał broni Bronisław KWIATKOWSKI -  DOWÓDCA OPERACYJNY SIŁ ZBROJNYCH RP
W lipcu 2003 roku, jako jeden z najbardziej doświadczonych oficerów, objął stanowisko zastępcy dowódcy Wielonarodowej Dywizji Centralno-Południowej w Iraku. W lutym 2005 został ponownie skierowany, tym razem już przez Dowództwo Traktatu Północnoatlantyckiego, do Iraku, na stanowisko szefa szkolenia Armii Irackiej w Bagdadzie. 
W sierpniu 2005, po powrocie z Iraku, został awansowany do stopnia generała dywizji i wyznaczony na zastępcę dowódcy 2 Korpusu Zmechanizowanego w Krakowie. W lipcu 2006 po raz trzeci wyjechał do Iraku, tym razem jako dowódca VII Zmiany Wielonarodowej Dywizji Centrum Południe.

Generał dywizji Tadeusz BUK - DOWÓDCA WOJSK LĄDOWYCH -W 1995 roku ukończył kurs dla dowódców pułków w Akademii Obrony Narodowej, a następnie został dowódcą 2 pułku kawalerii powietrznej 25 Dywizji Kawalerii Powietrznej. Ukończył podyplomowe studia dowódczo-sztabowe w Leavenworth w USA, po ukończeniu których, w roku 1999, objął stanowisko zastępcy dowódcy 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. W latach 2000-2001 szkolił się w Joint Forces Staff College, National Defense University w Norfolk (USA), a w 2002 roku ukończył studia operacyjno-strategiczne w Akademii Obrony Narodowej i został dowódcą 34 Brygady Kawalerii Pancernej. W sierpniu 2004 roku został mianowany na stopień generała brygady, a następnie wyznaczony na stanowisko zastępcy dowódcy IV zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Po powrocie z misji w 2005 roku  został skierowany do pełnienia obowiązków zastępcy dyrektora Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO. W styczniu 2007 roku rozpoczął wykonywanie zadań w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie, na stanowisku zastępcy dowódcy Dowództwa Koalicyjnego. 15 czerwca 2007 roku objął dowodzenie 1 Warszawską Dywizją Zmechanizowaną. W lipcu 2007 roku został awansowany do stopnia generała dywizji i wyznaczony na stanowisko dowódcy IX zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. 15 września 2009 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński wyznaczył generała dywizji Tadeusza Buka na stanowisko dowódcy Wojsk Lądowych.

gen. broni pil. Andrzej BŁASIK - DOWÓDCA SIŁ POWIETRZNYCH -W latach 1993-1995 studiował w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Po jej ukończeniu został skierowany do Szefostwa Lotnictwa w Dowództwie Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej, gdzie w latach 1995-2000 zajmował stanowiska: st. inspektora Oddziału Nawigacji, st. inspektora Oddziału Szkolenia, a następnie st. specjalisty Oddziału Operacyjnego Szefostwa Wojsk Lotniczych. W tym czasie, (1998) ukończył również międzynarodowy kurs (International Staff Officers Orientation Course- ISOOC) w holenderskiej Akademii Obrony w Hadze. 
W styczniu 2001 r. został wyznaczony na stanowisko szefa szkolenia 2 Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu, a następnie, w listopadzie 2002 r., na stanowisko dowódcy 31 Bazy Lotniczej w Krzesinach. W marcu 2004 r. objął stanowisko szefa Oddziału Zastosowania Bojowego w Szefostwie Wojsk Lotniczych SP., następnie, w maju 2004 roku, został skierowany na studia w Szkole Wojennej Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych (Air War Collage). Po ich ukończeniu, decyzją Ministra Obrony Narodowej z dnia 15 lipca 2005 r., został wyznaczony na stanowisko dowódcy 2 Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu. Miesiąc później, 15 sierpnia,  Prezydent RP wręczył mu nominację na stopień generała brygady. 
15 stycznia 2007 roku, decyzją Ministra Obrony Narodowej, gen. BŁASIK został wyznaczony na stanowisko komendanta-rektora Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych. 
W dniu 19 kwietnia 2007 roku został awansowany do stopnia generała dywizji, a Prezydent RP - Zwierzchnik Sił Zbrojnych  Lech Kaczyński wręczył mu nominację na stanowisko dowódcy Sił Powietrznych. 15 sierpnia 2007 roku został awansowany do stopnia generała broni.

Wiceadmirał Andrzej KARWETA - DOWÓDCA MARYNARKI WOJENNEJ RP -W latach 1996-2002 dowodził 13 Dywizjonem Trałowców i jako pierwszy wprowadził polski okręt (niszczyciel min ORP „Mewa”) do składu stałego Zespołu NATO Sił Trałowo-Minowych Morza Północnego i Bałtyku (MCMFORNORTH). Dowodząc zespołem polskich sił trałowych, aktywnie uczestniczył w pierwszej poważnej modernizacji tych sił oraz w powstaniu pierwszego polskiego niszczyciela min. W 2000 roku, w czasie ćwiczenia „Baltops 2000”, dowodził międzynarodowym zespołem sił trałowych. W roku 2002 został skierowany do pracy w dowództwie Sił Morskich NATO SACLANT w Norfolk (Virginia, USA), gdzie łączył obowiązki Polskiego Narodowego Przedstawiciela Wojskowego przy HQ SACLANT oraz zastępcy szefa Oddziału Broni Podwodnej. W 2003 roku, po rozwiązaniu SACLANT, został wyznaczony na stanowisko Narodowego Przedstawiciela Łącznikowego przy nowo powstałym Dowództwie Transformacji ACT w Norfolk. Po zakończeniu trzyletniej służby w dowództwach NATO objął obowiązki zastępcy dowódcy 8 Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. W 2006 został skierowany na studia z zakresu  polityki obronnej w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie, a rok później - na studia w prestiżowej Royal College of Defense Studies w Londynie. 11 listopada, 2007 roku Prezydent RP wyznaczył go na stanowisko dowódcy Marynarki Wojennej.

Generał dywizji Włodzimierz POTASIŃSKI- DOWÓDCA WOJSK SPECJALNYCH 
-Był absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych (1980) i Akademii Sztabu Generalnego WP (1988). Ukończył również: kurs oficerów operacyjno-sztabowych i kurs dowodzenia i kierowania NATO w Szkole NATO w Oberammergau oraz kurs zarządzania zasobami obrony w Podyplomowej Szkole Marynarki Wojennej w Monterey. Zawodową służbę wojskową rozpoczął w 1980 roku na stanowisku dowódcy plutonu w 6 batalionie powietrzno- desantowym. Po ukończeniu Akademii Sztabu Generalnego WP zajmował kolejno stanowiska służbowe w strukturach: 16 batalionu powietrzno-desantowego, Dowództwie 3 Brygady Zmechanizowanej, Dowództwie Wojsk Lądowych, 2 Brygadzie Zmechanizowanej, 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej oraz 2 Korpusie Zmechanizowanym.
 
W latach 1993-1994 pełnił służbę na stanowisku zastępcy dowódcy, a następnie dowódcy Polskiego Kontyngentu Wojskowego Sił Pokojowych ONZ w Syrii. W roku 2004 dowodził brygadą w składzie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Składzie Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych w Republice Iraku, a na przełomie 2005 i 2006 roku pełnił służbę na stanowisku zastępcy dowódcy tegoż kontyngentu. Od 15 sierpnia 2007 roku został dowódcą Wojsk Specjalnych.

Generał brygady Kazimierz GILARSKI - DOWÓDCA GARNIZONU WARSZAWA 
-W 1989 r. ukończył studia magisterskie w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie, a następnie Podyplomowe Studium Pedagogiki w Akademii Obrony Narodowej. W 1993 r. został mianowany zastępcą komendanta garnizonu i awansowany do stopnia pułkownika. Jesienią 2005 roku objął stanowisko komendanta Garnizonu Warszawa. W dniu 11 listopada 2006 roku otrzymał nominację na stopień generała brygady oraz wyznaczony został na stanowisko dowódcy Garnizonu Warszawa.

Źródło - MON

Jak można zauważyć, ci ludzie stanowili elitę sił zbrojnych Rzeczypospolitej. To nie byli „zwykli” wojskowi. Wszechstronnie wykształceni, z bardzo dużym praktycznym doświadczeniem wojskowym – stanowili trzon sztabu polskiej armii. NATO jednak nie upomina się o nich, nie żąda przeprowadzenia międzynarodowego śledztwa i nie naciska na polski rząd, aby takie śledztwo przeprowadzono…

Zależność.

Po 10.04.10 bardzo wyraźnie, w sensie politycznym, staliśmy się zależni od Rosji Putina. Tylko radykalna zmiana opcji politycznej może to zmienić. Dlatego dalszy scenariusz wydarzeń może być bardzo zaskakujący. Wszystko świadczy o tym, że śledztwo nadal będzie przeciągane. Rząd liczy na wygrane wybory i będzie robił wszystko, aby zrealizować swój cel.
Jeśli przyjąć założenie, iż nastąpiła daleko idąca zależność polskiego rządu, a można domniemywać , że także prezydenta RP, od wpływów rosyjskich, to nasz wschodni sąsiad dołoży wszelkich starań, by ten marionetkowy rząd przetrwał. Rząd ma również wiele do stracenia, bowiem jeśli ktokolwiek z jego członków w świadomie sposób przyczynił się do „katastrofy”, lub dokonuje nacisków na prowadzących śledztwo, a także prowadzi działania dezinformujące, lub sprzeczne z polską racja stanu musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi w niedalekiej przyszłości.  Sprawa Smoleńska zaszła już zbyt daleko, by udało się obronić rosyjską narrację. A to oznacza, że winni, prędzej, czy później zostaną postawieni w stan oskarżenia i tylko to obecnie zapewnia im bezkarność, że sprawują władzę, lub posiadają immunitety.

„Strach władzy” oznacza więc użycie wszelkich niezbędnych środków aby utrzymać status quo - łącznie z użyciem służb specjalnych, lub środków, które bliższe są działaniom UB w czasach stalinowskich - z tą różnicą, że ta "praca" będzie (zapewne już jest) prowadzona w bardziej misterny sposób. Obecna władza trzyma w ręku wszystkie "karty" i ma za sobą „Wielkiego” wspólnika w tej grze.

Jeśli jednak dojdzie do zmiany władzy wraz ze zmianą opcji politycznej – to na taki scenariusz strona rosyjska przygotowała się już dawno. Jeśli NATO nie robi nic w tej kwestii (pomimo straty polskich dowódców), UE nie robi również nic, podobnie jak USA,  to świadczy, że "pod stołem wielkiej światowej polityki" Polska znów została sprzedana.
 I nastąpiło to jeszcze przed 10.04.10, a pierwszym sygnałem była zmiana polityki USA wobec Polski oraz „kurs” tego mocarstwa na wschód. Nie jest przypadkiem dziwna zażyłość prezydentów USA i Rosji i znamienne słowa wypowiedziane przez Baracka Obamę, do prezydenta Miedwiediewa, gdy mikrofony pozostały włączone…. Sytuacja ta tłumaczy o wiele więcej niż mogliby wykalkulować najlepsi specjaliści od politologii.

Zastanawiający jest w tym wszystkim również zbieg wydarzeń światowych w ostatnim okresie - czyli to co się dzieje w północnej Afryce. Bardziej wygląda to na aranżację polityczną niż rzeczywisty zryw wolnościowy w tej części świata, która jest największym eksporterem ropy naftowej. Rosja jest w tym przypadku beneficjentem korzyści wynikających z takiego stanu rzeczy i należy sądzić, że następuje nowy podział wpływów - zarówno politycznych, jak gospodarczych.

Rosja poszerza granice swoich wpływów, zwiększa nakłady na zbrojenia i reorganizuje armię. Czas działa na korzyść tych, którzy odpowiadają za Smoleńsk. A skoro nieuchronna jest zmiana władzy, to jakiego sposobu można użyć, aby uniknąć odpowiedzialności ? Odpowiedź na to pytanie jest na razie nieznana…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz