sobota, 26 maja 2012

Rosja szykuje się do wojny ?


Sytuacja geopolityczna na świecie powoli zaczyna być coraz bardziej niestabilna. Kto śledzi doniesienia medialne ostatnich miesięcy powinien dostrzec, że niebezpieczny scenariusz powoli zaczyna się realizować, a wiele przesłanek wskazuje na to, że wkrótce może nastąpić poważny w skutkach zwrot, mając olbrzymie konsekwencje dla dotychczasowego „układu sił” . Scenariusz ten jest w pewnym sensie „plagiatem” historycznym, mającym swoje korzenie w historii najnowszej, a co zabrzmi w tym momencie bardzo złowrogo – wpisany weń jest zarówno kontekst okresu międzywojennego w połączeniu z okresem zimnowojennym. Konglomerat ten, złożony z bardzo podobnych „klocków” może po prostu doprowadzić do poważnego konfliktu zbrojnego, którego skali, ani zasięgu nie są w stanie przewidzieć najlepsi analitycy.

Mit  „kolosa na glinianych nogach” jak często nazywana jest Rosja przez wielu dziennikarzy, komentatorów i polityków, przypomina podobne mity o ZSRR z czasów Stalina. Wtedy, jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej również się mówiło o słabej militarnie Rosji, używając argumentów wprost ośmieszających możliwości bojowe rosyjskiej armii.  Do stałych kanonów opisujących te możliwości na podstawie „wyglądu” rosyjskiego wojska należały zwroty typu : „co to za wojsko, co karabin na sznurkach nosi...”, albo mówiono o „dziczy, poprzebieranej w zniszczone mundury, przepasane sznurkiem zamiast wojskowego pasa” 
Pogardliwe i prześmiewcze komentarze nie przeszkodziły jednak Stalinowi, napaść 17 września 1939 roku na Polskę, a armia, o której krążyły takie właśnie opinie, nie tylko odparła atak hitlerowskich Niemiec na swoje terytorium, ale później dotarła do Berlina, po drodze rozbijając w pył niemieckie wojska.

A wszystko to stało się w ciągu 5 lat, podczas których Rosja pokazała, jakie są prawdziwe możliwości bojowe tego wojska „ uzbrojonego w stare karabiny noszone na sznurkach”
Nie o wygląd, bowiem, tu chodzi, ale o potencjał armii i zdolność do osiągnięcia maksymalnej gotowości bojowej w krótkim czasie. Jeśli dodać do tego potencjalną liczebność wojsk, która w każdym momencie może zostać zwiększona w oparciu o rezerwy, mamy tutaj do czynienia z powtórką  historii…

Taką powtórką jest również dokładnie taka sama taktyka przygotowań do konfliktu zbrojnego jak przed wybuchem II Wojny Światowej.  Wtedy polem ćwiczeń rosyjskiej armii było Chałchin Goł, gdzie pomiędzy 11 maja a 16 września 1939 roku, wojska rosyjskie, dowodzone przez Żukowa rozbiły Japończyków.  Choć ten konflikt zbrojny został sprowokowany przez Japonię, to jednak stalinowska Rosja wykorzystała go do zarówno do przetestowania nowego zbrojenia, a także taktyki walki wojsk pancernych wspomaganych lotnictwem. A działo się to w czasie, gdy stereotypem „rosyjskiego sołdata” był brudny, dziki piechur w futrzanej czapce, który nie umiał ani czytać, ani pisać.

Bardzo zemściło się niedocenianie przeciwnika. Nawet Hitler dał się zwieść stereotypom i przekonany o sile własnej, nowoczesnej armii, rozpoczął blitzkrieg ku Moskwie. Jaki był koniec tego planu podbicia świata przez Hitlera, wiemy wszyscy z podręczników historii. Jednak nie wszyscy chyba sięgają do tych podręczników wystarczająco często, a już niektórzy nie potrafią wyciągać odpowiednich wniosków.

Ostatnie komentarze publicystów, jak ten choćby, opublikowany na portalu „Niezależna”  http://niezalezna.pl/28880-i-znow-pod-zaborami  w którym dominuje podobny ton „niedoceniania”  są wyraźna paralelą ocen historycznych. W artykule tym znajdujemy takie oto sformułowania :
„(…)Demonstracyjne wysłanie przez Putina na szczyt G8 Miedwiediewa i pogróżki użycia broni jądrowej mają wzmocnić wrażenie, jakie kolos na glinianych nogach chce zrobić na Obamie, by wytargować ustępstwa, które mają się nijak do jego rzeczywistej siły i potencjału.(…)

Kuriozalne są słowa redaktora Sakiewicza który w podobnym tonie pisze, również na „Niezależnej” :
„(…)Czy Putin naprawdę jest taki groźny? Nie wierzę w żadną poważniejszą awanturę w środku Europy. Nawet najwierniejsi sojusznicy Putina nie będą podejmowali takiego ryzyka, póki Zachód jest dziesięć razy silniejszy niż Rosja. Celem Putina jest nie tyle podbój, ile odtworzenie i utrzymanie resztek dawnego imperium. Nie może więc angażować się w żadne kosztowne akcje polityczne. Jego kraju po prostu na to nie stać. Rosja jest coraz bardziej dociskana przez ekspansję chińską, a za chwilę będzie musiała radzić sobie z ambicjami rosnącej w siłę Turcji oraz całego świata islamskiego. Obydwa problemy są zbyt poważne, by opłaciło się Rosji „iść na Zachód”. Ustępstwa Polski i innych krajów europejskich wobec Moskwy wynikają po prostu z głupoty i tchórzostwa. Rzadko ktoś, widząc rozpychającego się Putina, chce powiedzieć: sprawdzam. Oczywiście Rosja ma ciągle do dyspozycji mocno rozbudowane służby specjalne i mnóstwo kupionych przyjaciół. To jednak ułatwia bardziej politykę straszenia niż daje realną przewagę. Wojna gruzińska była tego najlepszym dowodem. Putin mógł ryzykować zatarg z niedużą Gruzją, kiedy jednak Polska poparła Tbilisi i kilka innych krajów naszego regionu, musiał się zatrzymać.(…)”

Jakże znamienna jest również opinia Władymira Bukowskiego dotycząca „siły Rosji”, opublikowana w sierpniu 2009 roku, już po konflikcie gruzińskim, ale jeszcze przed tragedią w Smoleńsku, która unaocznia rzeczywiste możliwości kreowania polityki rosyjskiej za pomocą znanych metod eliminacji przeciwników.

„(…)Przerażenie może budzić rosyjska armia. Czy to nie ona jest czynnikiem jednoczącym Rosję. 
Nie, dziś już nie. Ten czynnik nigdy zresztą pojedynczo nie odgrywał roli scalającej. Musiała być zawsze ideologia. A tej już nie ma. Tak zwany nacjonalizm, który Putin chce wskrzesić jest tworem sztucznym i nie uda się porwać za jego pomocą ludzi. 

Ale zapominamy, że ideologię zastąpiły służby specjalne. 
Tak. Ale ich sukcesy się kończą. Mogą powstrzymać powstawanie opozycji, ale rozpadu władzy na górze nie są w stanie. Jeśli lokalne rządy, które mają swoje służby specjalne, zechcą ogłosić swoją niezależność, to FSB z Moskwy nic na to nie poradzi. Rosja jest słaba i tak ją trzeba traktować.(…)”

Ale w tym czasie Bukowski nie był w stanie przewidzieć ani Smoleńska, ani ostatniego „sukcesu” wyborczego Władymira Putina, który nie zrażony żadnymi tego typu komentarzami konsekwentnie odbudowuje siłę Rosji.

Jeśli przyjąć, że jeszcze kilka lat temu powyższe opinie mogły być analizą zbliżoną do obiektywnej oceny sytuacji, to jednak ocena ta nie uwzględnia innych, niż tylko oficjalnych i opisowych działań polityków rosyjskich, którzy na pewno , oprócz tzw. „części oficjalnej”, stosują mniej dostrzegalne środki do realizacji swojej celowej i niebezpiecznej dla świata polityki. Czas stosowania tzw miękkich środków nacisku mija bezpowrotnie i już w niepamięć należy odłożyć choćby takie z nich jak embargo na żywność sprowadzaną z UE, czy „pohukiwania” ministra spraw zagranicznych Rosji. Bardziej niepokoi fakt, że Rosja coraz częściej milczy i nie zajmuje stanowiska wobec nawet tak zasadniczych spraw, jak oskarżanie jej o przeprowadzenie zamachu w Smoleńsku.

Zastanawiające jest również pochodzenie tych wszystkich informacji na których opierają się wszelkiego rodzaju spekulacje dziennikarzy, publicystów i analityków. Należałoby mieć bardzo ograniczone zaufanie do źródeł rosyjskich lub „zbliżonych” do rosyjskich. Wszak jest to kraj, w którym do perfekcji doprowadzono metody dezinformacji, a na najwyższych stanowiskach państwowych zasiadają ludzie głęboko powiązani z dawnym aparatem terroru i służbami specjalnymi, którzy maja odpowiednie przygotowanie, aby umiejętnie korzystać z całego repertuaru środków w tym zakresie.

Gdy ci publicyści piszą o przestarzałym „konwencjonalnym” uzbrojeniu, lub starych i „zapewne przeterminowanych” głowicach nuklearnych należy poważnie się zastanowić, kto kreuje tego typu opinie i na czyje polecenie.

Tymczasem armia rosyjska się zbroi i przebudowuje swoje struktury. Zmienia także dowódców wojskowych. Przeznacza olbrzymie środki na unowocześnienie sprzętu wojskowego, a także zajmuje pozycje, tak jak np. na Kaukazie, do przeprowadzenia natychmiastowego ataku. Obecnie także, czego nie zauważają „mądre głowy” następuje eskalacja działań rosyjskich na Starym Kontynencie. Postępujący kryzys europejski jest dla polityki rosyjskiej „zbawienny”, bowiem osłabienie gospodarcze a także polityczne Zachodu stanowi z jednej strony doskonałą zasłonę dymną w mediach, a z drugiej stwarza warunki do działań zmierzających do podporządkowania Rosji obszarów, które zostały „wyjęte” z jej strefy wpływów po rozpadzie ZSRR.

Działania rządu polskiego oraz prezydenta wpisują się w tą politykę w sposób bezpośredni. Można już chyba powiedzieć, że obecna władza w Polsce realizuje politykę interesów rosyjskich i dobrowolnie poddaje się jej wpływom. Czy zapobiegnie to militarnym rozwiązaniom – trudno w chwili obecnej powiedzieć. Jednak, gdy USA rozpoczną wojnę z Iranem może nastąpić znaczna destabilizacja obecnie przyjętych politycznych układów. A to z kolei może skutkować konfliktem zbrojnym na dużą skalę, w którym Rosja w bardzo obrazowy sposób może pokazać, że „kolos na glinianych nogach” powstał tylko po to, by ukryć  rzeczywista skuteczność i siły armii. Okaże się wówczas również, jakiego rodzaju porozumienia, podpisał rząd Federacji Rosyjskiej ze swymi najsilniejszymi „sojusznikami” i czy te „porozumienia”  w ogóle ujrzały kiedyś „światło dzienne”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz