niedziela, 23 grudnia 2012

Prowokacja - narzędzie w rękach władzy


Prowokacja, stosowana od dawna w walce politycznej, przechodzi obecnie nieprawdopodobny renesans. Jej zasadnicze cele nie zmieniły się od czasów istnienia rosyjskiej „Ochrany”. Najłatwiej jest rozbić jedność od środka, za pomocą infiltracji środowiska opozycyjnego wobec władzy przez „odpowiednich” ludzi, którzy postarają się o neutralizację radykalnej myśli, która skutecznie mogłaby pozornie silny „system” rozbić. Bowiem im słabsza jest władza tym bardziej wzrasta zapotrzebowanie na metody „niekonwencjonalne”. Obecne czasy to olbrzymie pole manewru dla tych „historycznych” metod, które dzięki nowoczesnym narzędziom i szybkości wymiany informacji są znacznie skuteczniejsze niż w przeszłości.
Aby jednak zrozumieć, że nic nie powstaje „z próżni”, lecz dzięki ewolucji historycznych metod działania, można posłużyć się wieloma ich przykładami, stanowiącymi analogię do współczesności. Jeśli dodać do tego fakt, że dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy bezpieki, w tym także tych, którzy odpowiedzialni byli za szkolenia w zakresie pracy operacyjnej, nagle nie „rozpłynęło się” w powietrzu i nie zmarło po 1989 roku, tylko żyje sobie spokojnie i pracuje dla nowych/starych mocodawców, zupełnie inaczej należy patrzeć na rzeczywistość.
Przykłady lat wcześniejszych przedstawiam w rozmowie, opublikowanej w biuletynie IPN.
(…) Barbara Polak – Ubeków bano się również dlatego, że posługiwali się prowokacją.
Krzysztof Lesiakowski – Pytanie to pojawiło się w kontekście rewolty 1968 r. – jak dalece aparat bezpieczeństwa inspirował niektóre wydarzenia? Czy bezpieka była tylko strażakiem tłumiącym bunt młodzieży? Przeciwny jestem takiemu myśleniu, że za każdym wydarzeniem musiała stać SB.

Ale jest wiele informacji, nie tylko z Marca ’68, na przykład ze stanu
wojennego, które wymagają zbadania, czy nie była to tak zwana kombinacja
operacyjna, czyli szeroko rozumiana prowokacja. Na przykład oficer KW MO w Piotrkowie Trybunalskim pisał wprost, że dzięki pracy operacyjnej udało się pewnego księdza z dużym autorytetem w środowisku opozycji zachęcić do działania w kierunku wyznaczonym przez SB. Przy czym ksiądz ten zachował przekonanie, że działa wyłącznie z własnej inicjatywy. Inny przykład – w wyniku przeprowadzonych „działań specjalnych” (anonimy, ulotki, telefony), jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego, bezpiece udało się zdezintegrować niektóre struktury NSZZ „Solidarność”. Wytworzenie atmosfery nieufności i podejrzliwości o współpracę z SB wśród działaczy ogniw zakładowych i ponadzakładowych „Solidarności” wydatnie osłabiało pracę tych ogniw. Zastanawia mnie też, dlaczego 13 grudnia 1981 r. SB i ZOMO, które w siedzibie ZR NSZZ „Solidarność” w Łodzi pojawiły się pierwszy raz już o godzinie 5 rano, nie zabrały sprzętu poligraficznego czy aparatury nagłaśniającej. Po opuszczeniu budynku przez funkcjonariuszy do siedziby ZR przyszło wielu działaczy łódzkiej „Solidarności”; między innymi drukowano odezwę potępiającą wprowadzenie stanu wojennego i wzywano do strajku generalnego. Przed budynkiem gromadzili się mieszkańcy miasta. Dlaczego z interwencją, która przerwała tę działalność, czekano aż do godziny 13? (…)

(…) Grzegorz Majchrzak  – Jeśli chodzi o łamanie prawa przez polską bezpiekę, to warto przypomnieć, że pion prokuratorski IPN prowadzi wiele śledztw w tej sprawie. Jedno z nich dotyczy działalności Departamentu IV MSW, który zajmował się dezintegracją środowisk kościelnych. Podstawowa trudność polega na tym, że starano się nie zostawiać na papierze żadnych śladów tej działalności. Pion ten nie tylko oczerniał niewygodnych księży, ale zajmował się też niszczeniem mienia, pobiciami i porywaniem ludzi. Znany jest raport nadzwyczajnej komisji sejmowej, która badała działalność MSW w latach osiemdziesiątych (tak zwanej komisji Rokity, od nazwiska jej przewodniczącego Jana Marii Rokity). Przebadała ona 122 przypadki zgonów z lat 1981–1989, co do których istniało przypuszczenie, że są one wynikiem działań funkcjonariuszy MSW. Na 115 spraw, w których komisja ta sformułowała wnioski, w 88 wniosła o wszczęcie, wznowienie lub podjęcie postępowania karnego. Generalna teza raportu komisji z 1991 r. brzmiała następująco: „rzeczywiste usytuowanie ustrojowe MSW w strukturze organów państwa stworzyło system nieodpowiedzialności funkcjonariuszy MSW za popełnione przestępstwa”. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby kierowca księdza Jerzego Popiełuszki nie uciekł, do dzisiaj snulibyśmy tylko przypuszczenia na temat roli funkcjonariuszy MSW w zabójstwie księdza. Uruchomiono by całą machinę w celu zapewnienia bezkarności sprawcom, jak to miało miejsce chociażby w przypadku zabójstwa Grzegorza Przemyka, gdy winą za śmierć chłopaka pobitego na posterunku milicji na warszawskiej Starówce obarczono pracowników warszawskiego pogotowia. MSW w takich przypadkach uruchamiało wręcz całą machinę mającą na celu zrzucenie odpowiedzialności poza resort, włącznie z doborem „odpowiednich” prokuratorów.

Biuletyn IPN nr 6 (17) czerwiec 2002 r.

Ciekawych przykładów dostarcza analiza metod stosowanych przez Służbę Bezpieczeństwa wobec Kościoła. Tak mówi o tym Jan Żaryn :

(…)Kościół też był świadom, że istnieje zagrożenie penetracji agenturalnej, ale wiedział również, że na razie to syzyfowa praca drugiej strony. Zachował się raport – pisany prawdopodobnie przez bp. Antoniego Baraniaka – skierowany do Stolicy Apostolskiej po śmierci prymasa Augusta Hlonda (zmarłego w październiku 1948 r.), w którym hierarcha ten ocenia stan Kościoła na początek 1949 r.
Pisał w nim, że urzędy bezpieczeństwa próbują wejść na teren kościelny,
ale na razie hierarchia i duchowieństwo są zwarci, nie poddają się Urzędowi
Bezpieczeństwa.
Ta sytuacja zmieniła się po marcu 1949 r., kiedy UB wprowadziło równolegle dwie strategie walki z Kościołem. Pierwsza polegała na budowaniu agentury – rezydent, agent, informator – której zadaniem było między innymi przeniknięcie do struktur, by następnie stanowić zaplecze potrzebne do ewentualnego przechwycenia ważnych stanowisk w Kościele. Drugą było prowadzenie działalności nazwanej później działalnością dezintegracyjną, realizowanej w kuriach, zakonach i gronie świeckich pracowników Kościoła.
Andrzej Grajewski ocenia, że w latach pięćdziesiątych do działalności agenturalnej zwerbowano mniej więcej tysiąc księży. Działalność dezintegracyjną w latach siedemdziesiątych wkomponowano w zadania Grupy „D” Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, od 1977 r. będącej osobnym VI Wydziałem tego departamentu. W rzeczywistości, co najmniej od początku 1949 r., istnieje w aktach UB i kościelnych przekazach bardzo dużo informacji na temat takiej właśnie działalności funkcjonariuszy UB, których zadaniem była prowokacja, tworzenie atmosfery ośmieszającej Kościół i duchowieństwo, próby zastraszania, zabójstwa czy skrytobójstwa.
Na przykład – bodaj wiosną 1949 r. podczas wizytacji biskupiej administratora apostolskiego Dolnego Śląska ks. Karola Milika całą ulicę, na której wierni ustawili tradycyjne bramy powitalne, wylano fekaliami. Kilkakrotnie usiłowano zamordować młodego prymasa Stefana Wyszyńskiego, po raz pierwszy w trakcie trwania ingresu. Gdy w latach sześćdziesiątych do Polski przyjechał po raz pierwszy ks. Agostino Casaroli, nie docierało do niego wiele informacji dotyczących stanu Kościoła w Polsce z wyjątkiem jednej, że prawie wszyscy polscy biskupi mieli wypadek samochodowy.(…)

Biuletyn IPN nr 1 (24) styczeń 2003r.

W 1963 roku wprowadzono dwa akty normatywne regulujące w sposób systemowy zagadnienia ewidencyjno – dokumentacyjne związane z działalnością  Kościoła oraz poszczególnych duchownych. Pisze o tym Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski :

(…) Odtąd podstawową formą działań operacyjnych podejmowanych przez bezpiekę przeciwko Kościołowi w Polsce były tzw. teczki operacyjne na księdza, parafie i biskupa. Prowadzone według ustalonych jednolitych zasad, umożliwiały SB permanentne monitorowanie życia oraz poczynań wszystkich bez wyjątku duchownych, od chwili wstąpienia do seminarium lub zakonu, aż do śmierci, bądź wystąpienia ze stanu kapłańskiego. Wiedza ta służyła bezpiece do podejmowania działań dezintegracyjnych i dezinformacyjnych wśród duchownych oraz w środowiskach związanych z Kościołem katolickim, co w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych należało do kanonu pracy operacyjnej. Nie ulega również wątpliwości, że materiały gromadzone we wspomnianych teczkach stanowiły dogodny punkt wyjścia w typowaniu kandydatów do werbunku (…)

Ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski „Księża wobec bezpieki” Wyd. Znak Kraków 2007r.

Przykłady można oczywiście mnożyć. Nie zmienia to jednak faktu, że  dokumentacja znajdująca się w zasobach archiwalnych IPN  jest dowodem na istnienie systemowej formy stosowanych przez bezpiekę metod dezinformacji, dezintegracji i prowokacji, które niewątpliwie, wraz z ludźmi tego systemu zostały przeniesione do czasów po 1989 roku i służą, nieco jedynie zmodyfikowane, do tych samych celów.

Wyobraźmy sobie grupę ludzi, tworzących jakąś organizację, stanowiącą opozycję dla władzy. Opozycja dąży oczywiście do tego, aby zwiększać ilość swoich członków i sympatyków, ale przez to naraża się coraz bardziej na infiltrację przez wszelkiego rodzaju prowokatorów, agentów wpływu, a także tych, którzy zamierzają osiągnąć osobiste korzyści kosztem pozostałych „ideowców”.
Służba Bezpieczeństwa PRL doskonale zdawała sobie sprawę ze skuteczności prowokacji i manipulacji. Łatwiej jest przecież sterować zachowaniami ludzi i naprowadzać ich na „właściwą drogę” stosując metody, których przeciwnik się nie spodziewa, niż ujarzmiać ich metodami niosącymi przemoc, wobec których człowiek najzwyczajniej się buntuje. Owszem, przemoc może mieć swoje uzasadnienie, gdy „system” jest na tyle silny, że może za pomocą „zwyczajnego” terroru panować nad wszelkimi objawami obywatelskiego nieposłuszeństwa. Ale do tego potrzebna jest armia aparatu przemocy – kosztowna i trudna do kontroli, a w niektórych przypadkach zwracająca się przeciwko swojemu mocodawcy, gdy tylko poczuje jego słabość.
Współczesne państwo polskie pozbawione jest „aparatu przemocy” w skali porównywalnej do lat PRL-u. Niedobitki Służby Bezpieczeństwa zajęły się pomnażaniem ukradzionych pieniędzy, lub przeszły na „zasłużone” emerytury.  Do dyspozycji obecnej władzy pozostali jednak jeszcze  funkcjonariusze szkoleni jeszcze w ZSRR, oraz ci, którzy w zamian za obiecane od władzy profity, zdecydowali się na działania na rzecz konserwowania „układu”.  Pozostali również„dyspozycyjni” politycy, dziennikarze, publicyści, biznesmeni, naukowcy, sędziowie, prokuratorzy i urzędnicy, którym obecna sytuacja polityczna gwarantuje niezmieniony status materialny, wraz z ukryciem ich „grzeszków” z przeszłości, lub dawnych koneksji z PRL-owskim aparatem terroru. Wielu z nich, oczywiście, wypiera się jakichkolwiek powiązań z niewygodną przeszłością i jest im tym łatwiej, że dla części z nich nie istnieją, lub zostały zniszczone wszelkie materialne jej dowody. Inni, których „działalność” pamiętają sąsiedzi lub znajomi, mają na tyle silną pozycję materialną, społeczną lub zawodową, że mogą sobie pozwolić nie tylko na publiczne zaprzeczanie faktom, ale także są w stanie oskarżać tych, którzy mówią o nich prawdę. Przykład Krzysztofa Wyszkowskiego i jego procesu z Lechem Wałęsą, tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek” jest aż nadto wymowny.
Obecne przejawy infiltracji środowisk prawicowych, a także działań zbieżnych i podobnych do tych z czasów PRL-u są bardzo wyraźnie widoczne. Oczywiście „sprawcy” nie działają w sposób toporny i bezpośredni, lecz posługują się metodami pośrednimi, które nie tylko mogą zapewniać im anonimowość, lecz sprawiają także, że inni wykonują za nich „brudna robotę” w sposób mniej lub bardziej świadomy. Współcześni „agenci wpływu” których bardzo trudno zidentyfikować, muszą być dobrymi psychologami, aby skutecznie manipulować świadomością i działaniami  innych. Nie jest to jednak aż tak trudne, jeśli ma się pojęcie o naturze zachowań społecznych.
Prowokacja ma na celu wykreowanie określonych zachowań w taki sposób, aby osoby do nich prowokowane nie tylko nie wiedziały, że są przedmiotem takich działań, ale również aby myślały, że działają w pełni świadomie, zgodnie z własnym poczuciem wartości, zaś podejmowane decyzje są samodzielne.
Przykład pierwszy – tutaj , co prawda ujawnione zostaje źródło manipulacji, lecz zanim to się staje, gromadzi ono wokół siebie grono sympatyków stanowiące samodzielny niezidentyfikowany tłum osób, bezwiednie i bezkrytycznie szerzących ideę podsuniętą przez innych. Pisałem o tym w pierwszym tekście na Pomnik Smoleńsk pt „Dwie strony księżyca”.  Historia rozpoczyna się od stworzenia wizerunku własnej osoby. Odpowiednie hasła i medialny PR, charakteryzujące znanego blogera jako osobę o wyraźnym światopoglądzie, utrwalane są szeregiem tekstów, przynoszących rosnącą popularność i poczytność. Gdy pozycja ta zostaje utrwalona i bloger staje się odpowiednikiem „guru” dla niektórych, a dla innych co najmniej osobą, z której zdaniem należy się liczyć, rozpoczyna się misterna praca nad podniesieniem swojej pozycji już nie tylko w kręgu czytelników, lecz również naukowców, polityków, dziennikarzy i poważnych publicystów. Powoli tworzona jest teoria, do której dobudowywane są kolejne elementy. Wszak cel jest bardzo ważny i dla kilkudziesięciu tysięcy czytelników człowiek ów staje się niemal wyrocznią w sprawie prowadzonej równolegle przez Zespół Parlamentarny. Im bardziej zawiłe są rozważania, tym lepiej. Ilość materiałów i skala problemu przekracza percepcję jednego człowieka  - może z wyjątkiem autora bloga, który konsekwentnie prowadzi tłum poprzez wszystkie zawiłości. I gdy już wydaje się, że cele takiego działania są zbieżne z tym co robi tzw. „czynnik oficjalny” , a więc celem wydaje się poznanie prawdy, następuje frontalny atak. Okazuje się, że wielomiesięczne „śledztwo blogerów” miało na celu zdezawuowanie prac Zespołu Parlamentarnego oraz atak personalny na jego członków.
Przykład drugi – zbliżają się wybory samorządowe. Partia opozycyjna z mozołem buduje swój wizerunek i stara się o poparcie jak największej części społeczeństwa. Jednak jedna z posłanek partii decyduje się w tym momencie na publiczną krytykę sposobu  jej zarządzania. Kończy się to wyrzuceniem posłanki z partii. Wraz z nią odchodzą inni, tworząc później nowe ugrupowanie polityczne.
Niby nic. Rzecz w polityce normalna. Ludzie przychodzą i odchodzą. Lecz w tym przypadku nastąpiło wyraźne osłabienie partii opozycyjnej w przeddzień wyborów samorządowych. Czy była to prowokacja ? Odpowiedzi należy szukać w zachowaniu posłów, którzy zdecydowali się odejść za zwolnionymi dyscyplinarnie posłankami, oraz w tym, że Elżbieta Jakubiak i Joanna Kluzik –Rostkowska zbyt dobrze znały prezesa swojej partii, by nie wiedzieć jakie będą konsekwencje publicznie wyrażonych słów krytyki wobec partii, którą stworzył. Lecz trzeba również zauważyć inne fakty – spotkanie Kluzik –Rostkowskiej z Leszkiem Millerem przy kawie, oraz późniejsze przejście tej posłanki do Platformy Obywatelskiej,  co sama Elżbieta Jakubiak nazywa „wbiciem noża w plecy” PJN. :
(…)Wbiła nam nóż w plecy, mówię to pierwszy raz. Joanna zabrała nam szansę obecności w parlamencie i doskonale o tym wiedziała. Po jej odejściu, było nas o jedną osobę za mało, by tworzyć klub poselski. Kupiono ją tylko po to, by nas nie było. To brutalne ale prawdziwe. (…)
            Czy można nazwać przypadkiem zbieg tych wszystkich wydarzeń i nagłe osłabienie partii opozycyjnej w przeddzień wyborów samorządowych ?
Podobny scenariusz występuje również później. Wiceprezes PiS Zbigniew Ziobro opuszcza partię i tworzy nowe ugrupowanie polityczne . Tak pisze o tym wydarzeniu poseł Mariusz Błaszczak :
(…)To nie są debiutanci polityczni i ich wystąpienia na dzisiejszym posiedzeniu komitetu politycznego wskazują na plan powstania własnej formacji politycznej. Nie liczę więc już na to, że do PiS powrócą. Mówią o jedności prawicy, a w rzeczywistości działają na jej rozbicie. To jest zła droga. To jest sytuacja, która kieruje wiatr w żagle takich ugrupowań jak Ruch Palikota. Jedność, spójność, wspólny cel prawicy to jest jej siła. Dziś panowie Ziobro, Kurski czy Cymański działają tak, jakby te wartości nic dla nich nie znaczyły. Pragmatyzm polityczny zwyciężył z ideą. To jest smutny wniosek z ich działania.(…)
Przykład trzeci – media. Tutaj, aby zrozumieć właściwie intencje takiej lub innej polityki redakcyjnej nie wystarczy przeczytać teksty, które pojawiają się w prasie lub mediach elektronicznych. To, że profil wydawnictwa sugeruje iż chodzi o niezależność, prawdę, możliwość swobodnej dyskusji i wymiany opinii nie oznacza, że tak jest w istocie. Ważną wskazówką jest to, kto zarządza lub kto daje pieniądze na działalność. Odkrycie tych prostych zależności niejednokrotnie sprawia, że zaczynamy krytycznie oceniać takie wydawnictwo, bo nie może być mowy o niezależności, lub obiektywności, gdy twórcy lub właściciele portali i wydawnictw są uwikłani nie tylko w przeróżne „gierki” polityczne, ale często okazuje się, że ich powiązania „biznesowo – towarzysko – rodzinne” sięgają tam, gdzie daleko do wolności słowa, a bliżej do twardych realiów politycznych. Analiza tych powiązań, krok po kroku, pozwala później na ocenę, czy rzeczywiście intencje są „czyste” czy też chodzi o zwyczajny koniunkturalizm, połączony przy okazji z manipulacją i prowokacją, w celu osiągnięcia zupełnie innych celów niż te, o których tak głośno media te mówią i piszą.
Trzeba również zwrócić uwagę, że umiejętnie podsycane emocje, choćby za pomocą „gorących newsów” odgrywają nie tylko rolę marketingową. Pozwalają bowiem na identyfikację nastrojów społecznych, oraz co gorsza, mogą przyczynić się do identyfikacji środowisk, a także konkretnych osób, które  rejestrują się na portalach mediów internetowych i piszą swoje opinie w komentarzach nieświadome, że ich dane osobowe mogą być gromadzone i wykorzystane.
W czasach PRL, Służba Bezpieczeństwa zbierała informacje o osobach z opozycji. Nie byłoby tylu aresztowań i mordów, gdyby nie skutecznie prowadzona inwigilacja środowisk niepodległościowych i stworzenie list „niepokornych” wobec władzy.
Teraz jest łatwiej. Metody są unowocześnione. Nie trzeba już tylu agentów i konfidentów, którzy podsłuchując rozmowy prowadzone w knajpie, poszukiwali „ wrogów ludu”. Teraz wystarczy się zarejestrować w niewłaściwym miejscu, podać swoje dane osobowe , zalogować się na portalu i napisać kilka nieprzychylnych wobec władzy komentarzy. Szansa, że nasze nazwisko znajdzie się na liście „niepokornych” jest bardzo duża. Ktoś, kto myśli, że obecne służby nie mają możliwości technicznych stworzenia bazy danych użytkowników konkretnego portalu jest albo naiwny, albo jego wiedza techniczna sprowadza się do znajomości konstrukcji młotka…
Najbardziej jaskrawe przykłady, porównywalne do działań operacyjnych PRL-owskiej bezpieki są dość łatwe do zidentyfikowania. Walka z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdzie doszło do brutalnego i barbarzyńskiego zbeszczeszczania symboli religijnych jest paralelą wylania nieczystości na ulicę podczas  uroczystości przywitania ks. Karola Milika w 1959 roku.
Brutalne ataki na Kościół i opozycję przez „człowieka znikąd” powiązanego z funkcjonariuszami departamentu IV, biznesmena o postkomunistycznych koneksjach i czołowego aparatczyka quasi partii , Janusza Palikota są bardzo zbliżone w swojej formie do wytycznych opracowanych na potrzeby walki z Kościołem przez animatorów spod znaku SB .
Sprawa senatora Piesiewicza , będącego oskarżycielem posiłkowym w procesie o zabójstwo Ks. Popiełuszki nosi znamiona typowej SB-ckiej prowokacji – ofiara nie zadawała sobie sprawy z tego, że jest nagrywana. Wykorzystano przy tym ludzką słabość senatora i skutecznie wyeliminowano go z przestrzeni publicznej, narażając na ośmieszenie i proces karny.
Należy się zastanowić, czy wszelkiego rodzaju „walki partyjne” pomiędzy różnymi ugrupowaniami politycznymi nie są inspirowane przez trzecią, niewidoczna siłę, która ma niesłychanie silny wpływ na zachowania polityków różnych opcji. To samo dotyczy dziennikarzy, których łatwo również trzymać „na smyczy” dzięki finansowemu szantażowi. Brak prawdziwej lustracji po 1989 roku sprawił, że grupy interesu powiązane z dawnymi służbami PRL zachowały swoje dawne nieformalne struktury i wpływają na rzeczywistość polityczną, dzięki finansowemu wzmocnieniu, tzw. hakom na niektórych prominentnych polityków i stale doskonalonym metodom gry operacyjnej.
Prawdziwym ewenementem jest sytuacja, w której służbom udało się doprowadzić do tego, że  z trzech kolejnych prezydentów „niepodległej” Polski, pierwszy był komunistycznym zbrodniarzem, a dwóch następnych tajnymi współpracownikami SB.  To świadczy o sile oddziaływania środowisk powiązanych z bezpieką na politykę i polityków.
W  chwili obecnej nie można właściwie nawet mówić o jakimkolwiek sporze polityczno – doktrynalnym pomiędzy największymi partiami parlamentarnymi, gdyż w znacznej mierze jest to spór sterowany. Można zauważyć przecież, że środowiska tych partii na gruncie samorządowym nie toczą tak zażartych batalii i często dochodzi do porozumień pomiędzy nimi w sprawach o mniejszej wadze politycznej. Zupełnie inna sytuacja panuje tam, gdzie tworzy się prawo powszechne, czyli  w sejmie. Tu nie ma miejsca na porozumienie, bowiem obecna władza, z reprezentującym go rządem, a także obecny prezydent zbyt mocno związani są z ludźmi „układu”, dla których „pracują” od czasu „nocnej zmiany”, a prawdopodobnie część z nich również znacznie dłużej.
Obecny rząd stanowi doskonałą przykrywkę i zaplecze polityczne dla tych, którzy chcą pozostać w cieniu, czerpiąc konkretne z tego korzyści – również dzięki temu, że konstrukcja prawa umożliwia im takie działania, a dyspozycyjni prokuratorzy dają gwarancję na bezkarność nawet wtedy gdy popełnią poważne przestępstwo.
Prowokacja i dezinformacja, w połączeniu z infiltracją środowisk opozycyjnych  to doskonała broń, unowocześniona o nowe metody propagandy i medialnego kłamstwa. Społeczeństwo polskie dotarło tym samym do punktu wyjścia, tak samo jak przed 1980 rokiem, z tą różnicą, że teraz przeciwnika znacznie trudniej zidentyfikować. Jedyną metodą takiej identyfikacji wydaje się uważna analiza wydarzeń i odniesienia do historii, która lubi się powtarzać i niestety coraz więcej wskazuje na to, że właśnie tak jest.
Prowokacja na Marszu Niepodległości w 2011 roku, podczas którego spalony został wóz transmisyjny telewizji TVN nie była niczym nowym. Podobna sytuacja miała miejsce 20 października w Katowicach. Związkowcy Solidarności chronili przed podpaleniem przez prowokatorów SB, milicyjną Nysę, a także  milicjantów zamkniętych na posterunku i nawoływali do powstrzymywania się od agresji , także słownej wobec nich.
Czyli… wszystko już było…





poniedziałek, 5 listopada 2012

Zamach w Smoleńsku - technika wojskowa



Poprzedni tekst zakończyłem znakiem zapytania nad tezą użycia ładunków odcinających skrzydło w locie, umieszczonych wewnątrz konstrukcji nośnej. Z informacji dostępnych w rosyjskim urzędzie patentowym wynika, że naukowcy rosyjscy opracowali specjalistyczne ładunki wybuchowe służące takiemu „wybuchowemu odcinaniu” elementów profili lotniczych, podczas demontażu wyeksploatowanych samolotów w celu ich złomowania.
Oczywiście jest to tylko jedna z tez, które powinny zostać w przyszłości zweryfikowane empirycznie, co nie stanowi obecnie dużego problemu technicznego. Można w podobny sposób odtworzyć charakterystykę uszkodzeń skrzydła, a następnie przeanalizować ją za pomocą odpowiednich narzędzi informatycznych, wraz z opracowaniem odpowiedniej wizualizacji  (podobnie jak uczyniła to firma Sandia, przeprowadzając test wybuchu w kadłubie samolotu http://www.youtube.com/watch?v=PPDJzh2C9Es ) W przypadku testu „odcinania skrzydła” skala badawcza jest z pewnością mniejsza, zaś sam test łatwiejszy do przeprowadzenia.
Jednak istnieją również potencjalne możliwości zastosowania innych „środków” do spowodowania „zamierzonej katastrofy”, o których jak dotąd nie wspominano w pracach badawczych dotyczących wyjaśnienia przyczyn tragedii smoleńskiej.
Aby przybliżyć te problematykę posłużę się fragmentem tekstu Wiktora Suworowa, który będzie dobrym wstępem do zrozumienia, jakim zapleczem militarno – technicznym dysponują wojska rosyjskie, a w szczególności rosyjskie siły specjalne „Specnaz”. Fragment tekstu pochodzi z książki Wiktora Suworowa o tym samym tytule :
(…) Mówiąc o minach należy wspomnieć straszną broń Specnazu zwaną Strzała-Blok. Była ona wykorzystywana w drugiej połowie lat 60. i pierwszej 70. Jest bardzo prawdopodobne, że do dziś doczekała się bardzo poważnego udoskonalenia. Najprościej można urządzenie to
określić jako minę przeciwlotniczą jako że działa na zasadzie miny ustawionej na poboczu drogi i niszczącej przejeżdżające obok samochody. Strzała-Blok to także krewniaczka min przeciwburtowych, które budowano na bazie przenośnych granatników przeciwpancernych,
strzelających w bok czołu lub transportera opancerzonego.

Strzałę-Blok tworzyła standardowa radziecka Przenośna wyrzutnia pocisków przeciwlotniczych Strzała- 2 (odpowiednik amerykańskiej rakiety Redeye). Grupa Specnazu niosła jedną lub kilka takich min ze sobą. W rejonie dużego lotniska wyrzutnie mocowano na wysokich drzewach (dachach, masztach, stogach siana itp.) i maskowano. Ustawiano je zazwyczaj w niewielkiej odległości od końca pasa startowego. Potem grupa szybko
opuszczała ten rejon. Odpalenie rakiety następowało automatycznie. Najpierw działał mechanizm czasowy, który pozwalał grupie na odejście na bezpieczną odległość.

Mechanizm może zapewnić opóźnienie od jednej godziny do kilku dni. Po upływie ustawionego wcześniej przez dowódcę grupy czasu zaczynał pracę czujnik akustyczny
reagujący na dźwięk silnika lotniczego o odpowiednim natężeniu. Dopóki dźwięk narastał nic się nie działo (oznacza to, Że samolot zbliża się) jak tylko zaczynał maleć, rakieta była odpalana. Termiczna głowica rakiety reagowała na ciepło emitowane z dysz silnik w
i doganiała samolot. (…)

Wiktor Suworow : „Specnaz”

Suworow nie pomylił się, twierdząc, że obecnie system doczekał się „poważnego udoskonalenia”. Ale o tym z chwilę.

Z uwagi na zastosowanie systemu „Strieła-błok” w okresie Zimnej Wojny, praktycznie nie ma obecnie dostępnych informacji ani o szczegółowej konstrukcji tego urządzenia, ani o taktycznych sposobach jego zastosowania. Praktyczne aspekty zastosowania tej broni, używanej przez rosyjskie siły specjalne do zadań dywersyjnych musiały być objęte tajemnicą. Jednak można bez problemu dotrzeć do charakterystyki samej rakiety przeciwlotniczej, używanej w tym systemie. Screen pochodzi z filmu dokumentalnego o rosyjskich systemach przeciwlotniczych dostępnego pod linkiem http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&v=qSfmlTZQCD8&NR=1 :


Jak widać, na zaznaczonym na czerwono fragmencie, minimalna wysokość lecącego celu, dla którego można zastosować ten system rakietowy wynos 50 metrów. Ostatnia pozycja przedstawia prawdopodobieństwo zestrzelenia celu, które w przypadku rakiety Strzała 2M wynosi 0,25. Szczegółowy opis całego systemu „Strzała” znalazłem na stronie http://www.hudi2.republika.pl/igla.htm
Poniżej charakterystyki poszczególnych rakiet systemu „Strzała” z tabeli, przedstawionej w tym artykule :

Na czerwono zakreśliłem parametry strefy rażenia rakiet systemu „Strzała”. Z podanych liczb wynika, że minimalną odległością strzału do lecącego obiektu, pozwalającą na właściwe wycelowanie i namierzenie celu, oraz uzbrojenie głowicy jest 500 metrów. Poniżej tej odległości spada prawdopodobieństwo trafienia w cel.
W przypadku terenu w którym doszło do rozpadu Tupolewa należy również wziąć pod uwagę, że do lecących samolotów „strzela się” w określony sposób.
W Przeglądzie Wojsk Lotniczych i WOPK nr 11/1983 można znaleźć ciekawy artykuł, dotyczący metod  naprowadzania rakiet przeciwlotniczych, z uwzględnieniem warunków koniecznych do prawidłowego przeprowadzenia niezbędnych obliczeń i wyboru optymalnego stanowiska wystrzelenia rakiety względem poruszającego się obiektu.
W artykule tym czytamy :
(…) Pod pojęciem metody naprowadzania rakiet należy rozumieć zbliżanie się rakiety do celu, określone zależnością wymaganych współrzędnych rakiety od współrzędnych i parametrów celu. Zależność ta łączy bieżące współrzędne rakiety z bieżącymi współrzędnymi celu i zapewnia lot rakiety po wymaganym torze.
Przy wyborze toru lotu rakiety m.in. uwzględnia się:
 - dostateczną dokładność naprowadzania rakiety na cel;
 - dopuszczalne przeciążenia rakiety;
 - wymaganą prędkość kątową rakiety;
 - stateczność lotu rakiety;
 - czas lotu rakiety;
 - aparaturę przeliczającą systemu naprowadzania. (…)
Poniżej rysunek schematyczny, przedstawiający sposób naprowadzania rakiety po krzywej pościgu :

Biorąc pod uwagę warunki, jakie musiałyby być spełnione dla zastosowania rakiety przeciwlotniczej typu Strzała w pobliżu lotniska Siewiernyj, można uznać, że zastosowanie tego typu systemu jest mało prawdopodobne.  Odległość minimalna Tupolewa od ziemi w chwili zamrożenia urządzeń pokładowych, była mniejsza niż 50 metrów. Poza tym, konfiguracja terenu, istniejące przeszkody terenowe, zalesienie, a także charakterystyka samego układu naprowadzania rakiety na cel (źródło ciepła) powinno wykluczać możliwość posłużenia się tym systemem.
Technika idzie jednak do przodu i rozwiązania taktyczne ewoluują w znacznym stopniu. Zanim jednak przejdę do szczegółów tych rozwiązań, zwrócę uwagę na kilka faktów z długiej listy dotychczasowych ustaleń w kwestii rozwiązania tajemnicy Smoleńska.
Pierwszą z tych kwestii jest mgła, która pojawiła się nagle w okolicy lotniska Siewiernyj w czasie podchodzenia do lądowania samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. O tej mgle pisano już bardzo wiele, lecz większość komentatorów skupia się głównie na zjawisku, które w znaczący sposób wpłynęło na powstanie trudnych warunków do lądowania. Ten aspekt może być jednak tylko częściowy. Niezależnie od tych negatywnych skutków, należy wziąć również pod uwagę potencjalną możliwość maskowania terenu z uwagi na prowadzone tam przygotowania do „akcji dywersyjnej”. W takim, całościowym sensie, można uznać za wysoce prawdopodobne, że jednak doszło do użycia „zasłony dymnej” , której skala przekroczyła „właściwy cel”. A jak dotąd nie wykluczono w sposób ani naukowy, ani obiektywny możliwości zastosowania urządzeń technicznych, lub pirotechnicznych do wytworzenia sztucznie „zjawiska atmosferycznego”, którego wpływ na wydarzenia był tak znamienny.
Druga kwestia to zeznania świadków.
W pierwszym filmie dokumentalny o tragedii smoleńskiej 10.04.10, jeden ze świadków, mechanik samochodowy, opisując wydarzenia mówi :
(…) Nagle słyszę – leci. Buch ! Buch! Takie ostre dźwięki. Potem dowiedziałem się, że tam drzewa padały. On o drzewa zahaczał. Skrzydłem tam zahaczał i takie ostre dźwięki było słychać jakby strzelali.(…)
(9 minuta , 7 sekunda filmu)
Kolejnym świadkiem jest nieżyjący już Remigiusz Muś, którego zeznania podważają w sposób istotny udostępnione przez Rosjan stenogramy rozmów pilotów Tupolewa z wieżą na lotnisku Siewiernyj. Kluczowa jest wypowiedź o komendzie zejścia Tupolewa na 50 metrów, ale o tym za chwilę. Ponadto Muś potwierdza w swoich zeznaniach, że słyszał wybuchy.
Ostatnimi ze świadków, których chce wymienić, bo ich lista jest bardzo długa są kilkuletni chłopcy, którzy na miejscu tragedii widzieli żołnierzy Specnazu. Kwestia ta została poruszona w rozmowie z Antonim Macierewiczem na portalu „W Polityce” :
(…)Skąd pochodzą te relacje? Czy to są wypowiedzi medialne, czy cytaty z zeznań w śledztwie przedstawiane przez media? A może z jeszcze innych źródeł?
To wszystko są relacje naocznych czy „nausznych” świadków. Nie mówimy o relacjach z drugiej ręki. Najczęściej są to relacje zebrane przez polskich, a czasami rosyjskich dziennikarzy i umieszczonych w różnorodnych mediach, często w formie nagrania, z którym każdy może się zapoznać. Np. mamy wstrząsające wypowiedzi kilkuletnich chłopców, którzy jako jedni z pierwszych osób postronnych znaleźli się na miejscu tragedii i zastali tam już żołnierzy Specnazu. Oni także mówią o huku eksplozji. Otrzymaliśmy też poprzez Władimira Bukowskiego i naszych rosyjskich współpracowników ze Stanów Zjednoczonych relacje pisemne ludzi, którzy byli na miejscu tego dramatu i relacjonują zdarzenie podobnie. Chodzi np. o rosyjskich ratowników z personelu lotniskowego. Wśród nich jest kierowca karetki.(…)

Jak zestrzelić lądujący samolot ?

Na początku przywołałem tekst Wiktora Suworowa, w którym opisuje on możliwości techniczne rosyjskiej formacji Specnaz, dysponujących już w latach 60-tych skutecznymi sposobami „uziemniania” startujących lub lądujących samolotów. Kierunek rozwoju tej broni poszedł jednak w innym kierunku niż udoskonalanie wyrzutni pocisków rakietowych, których przydatność w pewnym sensie jest ograniczona. Skuteczniejsza bowiem metodą jest bezpośrednie działanie materiału wybuchowego. Ukierunkowana, skupiona fala wybuchu na skuteczną  odległość rażenia celu stała się podstawowym powodem stworzenia urządzenia służącego do zwalczania obiektów latających na niskich wysokościach.

mjr dr inż. Jacek BORKOWSKI
Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia
MINY DO ZWALCZANIA CELÓW NISKOLECĄCYCH - NOWOCZESNA BROŃ PRZECIWKO ŚMIGŁOWCOM.
(…)Perspektywy zastosowania min przeciwśmigłowcowych są szerokie i różnorodne. Ich użycie może uniemożliwić zastosowanie śmigłowców bojowych na małych wysokościach w pobliżu obiektów, utrudnić lądowanie śmigłowców w głębi obrony (desantowanie grup rozpoznawczych i specjalnych) na terenach bezpośrednio nie bronionych. Miny można zastosować do budowy zasadzek na trasach przelotu lekkich samolotów i śmigłowców przeciwnika, a tym samym nie rozpraszać wysiłku klasycznej obrony przeciwlotniczej podczas prowadzenia działań wojennych. Szczególnie interesujący wariant zastosowania min to blokowanie lotnisk i lądowisk śmigłowców. Samoloty transportowe i bombowce podchodzą do lądowania z wysokości 200-300 metrów z prędkością 280-320 km/h. Ze względu na duże obszary lotnisk (nawet kilkanaście kilometrów kwadratowych) klasyczne rozminowanie, w krótkim czasie, jest praktycznie niemożliwe. Miny, w tym przypadku, mogą być ustawiane przez grupy dywersyjne a także ustawiane ze śmigłowców (…)
Jak wynika z fragmentu tego opracowania, zastosowanie tego rodzaju min nie musi ograniczać się jedynie do zwalczania śmigłowców bojowych przeciwnika. Ich użycie warunkowane jest przede wszystkim wysokością i prędkością poruszającego się „celu”, jakim niekoniecznie musi być śmigłowiec. Kwestie techniczne dotyczące zasięgu takiej miny, użytego materiału wybuchowego i przeznaczenia są jedynie elementem zagadnień technicznych dla konstruktorów tego typu sprzętu wojskowego. Oczywiście „preferencje” konstrukcyjne obejmują różne rozwiązania techniczne i  ich „końcowy efekt” w postaci skutecznego zastosowania.  W przypadku rosyjskiej myśli technicznej jest to system PWM (z ros. ProtiwoWiertoletnaja Mina), którego „oficjalne” ujawnienie nastąpiło w połowie lat 90-tych ub. wieku.
Najnowszym „dzieckiem” rosyjskich konstruktorów jest system oferowany przez firmę GkNIPAS
(…)We wnętrzu miny mamy niewielką platformę. Zainstalowany na niej ładunek bojowy jest ruchomy w 2 płaszczyznach. Prócz niego jest zespół czujników wykrywających cel. PWM posiada podwójny, akustyczno-termiczny system wykrywania celu. Czujniki akustyczne (3 w wariancie stawianym narzutowo i 6 w ręcznym) o czułości nie mniejszej niż 0,6 dB mogą wykryć i wyodrębnić odgłos lecącego śmigłowca na tle szumów (jak naturalne dźwięki otoczenia lub odgłosy pola walki) z odległości 3,2 km. Gdy śmigłowiec zbliży się na odległość 0,4-1 km (różnica wynika prawdopodobnie z panujących warunków, nazwijmy to atmosferyczno-akustycznych), aktywuje się czujnik termiczny. Kombinowany układ naprowadzania uodporniana minę na zmylenie przez fałszywe źródła ciepła. Czujniki akustyczne najprawdopodobniej dostrojone są do sygnatury akustycznej śmigłowców i nie reagują na odgłosy innych maszyn (np. lądowych). Gdy cel znajdzie się 150-180 m od miny następuje atak. Jeżeli jednak cel nie zbliży się na taką odległość, a zarazem ponownie oddali się od miny poza 1-kilometrowy obszar, ta z powrotem przechodzi w tryb spoczynkowy. Mina aktywuje się w czasie poniżej 15 sekund.
Maksymalna prędkość zwalczanego celu wynosi 80-100 m/s. Cel atakowany jest kinetycznie za pomocą rdzenia formowanego wybuchowo. Detonacja 6,4 kg materiału wybuchowego TG-50 (mieszanina heksogenu i trotylu w proporcji pół na pół) nadaje rdzeniowi z miedzi prędkość ok. 2500-3000 m/s. Trzeba zaznaczyć, że GkNIPAS prezentuje kilka konfiguracji elementu rażącego miny. Najczęściej jest to pojedynczy cylinder o dużej średnicy, ale przetestowano także wariant z 4 małymi ładunkami odpalanymi w jednej salwie. W materiałach GkNIPAS prezentowana jest jeszcze grafika z zestawem 24 małych ładunków w układzie 5x5, gdzie miejsce centralnego zajmuje detektor termiczny. Rdzeń ma penetrować 12 mm stali pancernej z odległości 100 m. Jest to dość, jak na odporność większości śmigłowców. Tym bardziej, że skuteczność ładunku bojowego PWM prezentowano na modelu opancerzonej kabiny śmigłowca Mi-28A. (…)
Poniżej zdjęcie tego systemu w wersji stawianej ręcznie przez żołnierzy


Oraz druga wersja, przeznaczona dla służb specjalnych, o mniejszej skuteczności bojowej, lecz również o mniejszych gabarytach i wadze :

Krótkie filmy przedstawiające system poniżej :
Szczególnie poleciłbym jednak obejrzenie filmu, znajdującego się na stronie internetowej firmy i ośrodka badawczego GkNIPAS, która prowadzi badania nad zastosowaniem militarnym różnego rodzaju nowych „wynalazków”
Jednym z nich, oprócz systemu min przeciwśmigłowcowych jest np. system ogniowy stosowany do strzelania w zbiorniki paliwa :


Poniżej screen przedstawiający wybuch zbiornika paliwa, oraz „odstrzelone” elementy konstrukcji  (zaznaczone na czerwono)




Pełen przekrój „badań” można obejrzeć pod linkiem

Zamach w Smoleńsku mógł być dokonany na wiele sposobów. Bardzo znamienne są jednak relacje  świadków o wybuchach, wgląd szczątków Tupolewa, pojawiające się informacje o odkryciu materiałów wybuchowych, oraz wygląd miejsca „zdarzenia”. Znamienne jest również o, że zamrożenie urządzeń pokładowych nastąpiło na wysokości i w miejscu umożliwiającym zastosowanie tego arsenału środków, który starałem się przedstawić w tej publikacji. Opierałem się przy tym się nie na „wymyślonych” i oderwanych od rzeczywistości hipotezach, lecz na myśli technicznej, wprowadzonej już w życie i dostępnej dla jednostek specjalnych.
To, czy użyto trotylu, nitrogliceryny, czy też ładunku termobarycznego, jest moim zdaniem kwestią wtórną. Odpowiedź na te pytania przyjdzie z czasem. Trudniej jest przełamać świadomość społeczeństwa, które nie zdaje sobie sprawy jak łatwym celem był samolot Tu154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.



środa, 31 października 2012

Zamach w Smoleńsku - odkrywanie prawdy


25 października br. opublikowałem na portalu Niepoprawni tekst pt. Smoleńsk - niebezpieczna prawda  Zakończyłem go następującymi słowami :
(…) Można przypuszczać, że w chwili obecnej, po ujawnieniu tego i wielu innych , pośrednich dowodów zbrodni rozpoczęto przygotowania do ostatniej fazy akcji wrogich służb. Niektórzy komentatorzy piszą jednak o zbyt przedwczesnym przedstawieniu wniosków naukowców. To błędne myślenie. Być może, publiczne wystąpienie profesora Obrębskiego, przedstawienie swojej opinii i kluczowego dowodu, oraz publiczne podzielenie się obawami, związanymi z działalnością agentury po prostu uratowało mu życie…(…)
Pisząc ten zastanawiałem się wcześniej, czemu miało służyć „wypłynięcie” zdjęć ofiar tragedii smoleńskiej, za co bez wątpienia odpowiadają rosyjskie służby,  i czy celem tej publikacji było, jak to ocenia wielu komentatorów, upokorzenie narodu polskiego ? Dzisiaj doszedłem do wniosku, że ten „kontrolowany przeciek” służył zupełnie innemu celowi i stanowił preludium do znacznie poważniejszych „działań”. Mordercy wysłali jasny przekaz o  tym, jak mogą skończyć się wszelkie próby rozwiązania „smoleńskiej zagadki”
Sygnały o realnym niebezpieczeństwie przychodziły od dawna. Kto choć trochę zna rosyjską mentalność powinien wiedzieć, że bezczelność Rosjan i ich jawne kłamstwa wpisane są w pewien schemat postępowania. Próby upokorzenia Polski są bardzo czytelne.
(…) Największa jednak nagonka spotyka tych, którzy bezpośrednio uczestniczą w odkrywaniu prawdy. Próbuje podważać się ich autorytet, lub osiągnięcia naukowe, a gdy to nie wystarcza używa się słów – wytrychów, które zmierzają do tego, aby stwierdzić, że wszystko, co robią ma podłoże polityczne. Można również przypuszczać, że w „sprawie” tej użyto również znacznie niebezpieczniejszego oręża, jakim są metody stosowane przez „spec-służby” – szantaż, groźby, a nawet fizyczna eliminacja osób, których wiedza mogłaby być zbyt niebezpieczna. W sytuacji całkowitego opanowania środków masowego przekazu przez tych, którzy nie chcą, aby prawda została odkryta, zapewne długo się nie dowiemy jakie poczyniono kroki, aby zatuszować wszystkie te zbrodnicze działania.(…)

Tekst ten opublikowałem w marcu br. Nie wiedziałem jeszcze, że za jakiś czas dojdzie do eskalacji działań rosyjskich służb, lecz można było w pewien sposób przewidzieć, że takie działania zostaną podjęte. Prowokacja na Euro2012, śmierć generała Petelickiego, a tuż po publikacji tego tekstu, umycie wraku Tupolewa i zaproszenie dziennikarzy by obejrzeli i sfotografowali fragment kadłuba.
Bezczelność Rosjan osiągnęła w tym momencie swoje apogeum. Równie dobrze mogliby pokazać Polakom fragment okrętu wojennego z wiszącą przy burcie kotwicą i powiedzieć, że to jest niezmieniony i nie umyty fragment polskiego samolotu.

W tym miejscu przypomina mi się jeden z tekstów Daniła Charmsa, jednego z „niepoprawnych” rosyjskich „przedwojennych” poetów, który znakomicie oddaje sposób postępowania Rosjan, a którego krótki fragment tu przytoczę :


(…)Grigoriew i Siemionow

GRIGORIEW (bijąc Siemionowa po mordzie): No i nastała nam zima, pora palić w piecach. A pana zdaniem
SIEMIONOW : Moim zdaniem, jeśli poważnie potraktować pańską uwagę, to chyba rzeczywiście pora palić w piecach (…)

Takim „Siemionowem” jest obecny polski rząd i podległe temu rządowi instytucje, które „bite przez Grigoriewa po mordzie” usiłują zachować pozory „dialogu” z oprawcą.

Można jednak zauważyć, że pomimo tej bezczelności i prób zastraszania, nie udaje się rosyjskim służbom opanować sytuacji. Gdy nie pomagają już groźby, jedynym skutecznym orężem służb staje się fizyczna eliminacja osób „niewygodnych”

„Rzeźnik” Putin ma niebywałe doświadczenie w tego typu działaniach. Najbardziej jaskrawe przykłady zastosowania w praktyce tych „metod” są powszechnie znane. Anna Politkowska, Aleksander Litwinienko, Zelimchan Jandarbijew, Anastazja Baburowa, czy Stanisław Markiełow, to tylko niektóre z nazwisk na długiej liście zbrodni politycznych obecnego obozu władzy w Rosji.

Polska to jednak nie Rosja i choć znamienna jest skala infiltracji Polski przez rosyjskie służby specjalne, powiązane z rodzimymi postkomunistycznymi służbami, to jednak skutek „działań” Rosjan jest odmienny od oczekiwanego. Polski naród reaguje w zupełnie inny sposób, niż zastraszany od lat naród rosyjski, który od czasów rewolucji październikowej nie jest zdolny do przeciwstawienia się kolejnym pokoleniom swoich oprawców.  

Śmierć Remigiusza Musia może stanowić kolejny „tragiczny” przełom w historii , która tworzy się na naszych oczach.  Takie ofiary z życia zawsze oddziaływały na polskie społeczeństwo w sposób nieprzewidywalny dla oprawców. Śmierć ks. Jerzego Popiełuszki potrafiła „obudzić” naród i pokazać słabość komunistycznego systemu, uciekającego się do najbardziej haniebnej zbrodni, by utrzymać naród w ryzach. Historia pokazała, że stało się inaczej. Naród nie dał się zastraszyć, tylko jeszcze bardziej się zjednoczył, w imię prawdy i dążenia do wolności. Tak może być i tym razem. Ofiary Smoleńska, pogarda, kłamstwo, manipulacje i wreszcie „zbrodnie posmoleńskie”, których teraz udowodnić nie sposób, lecz są one tak widoczne jak rozkawałkowane, osmalone i obłocone szczątki samolotu Tu154, nie mogą pójść na marne.

 Tak w Polsce było zawsze i tak będzie tym razem, choćby zamordowano kolejne osoby. Obecnej władzy z marionetkowym pro-rosyjskim rządem już właściwie nie ma. Rząd PO powoli dogorywa trapiony coraz większymi skandalami i tylko kwestią czasu pozostaje, kiedy rozpocznie się prawdziwe śledztwo w sprawie zamachu w Smoleńsku.

Dowody zbrodni

Akcja systematycznego i systemowego „prania mózgów” polskiego społeczeństwa trwa od chwili katastrofy. Jednym ze sposobów manipulacji jest podważanie ustaleń Zespołu Parlamentarnego, ale przede wszystkim liczne próby dyskredytacji teorii i tez przeczących oficjalnej wersji wydarzeń Smoleńsku. Wykorzystuje się w tym celu dość nikłą wiedzę i świadomość możliwości technicznych rosyjskich służb, które dysponują całym arsenałem środków umożliwiających im skuteczne przeprowadzenie „akcji” i to jeszcze w taki sposób, aby uniemożliwić oficjalnym służbom śledczym dotarcie do materiału dowodowego. A cóż tu dopiero mówić o zwykłych obywatelach – odbiorcach informacji, czytelnikach i komentatorach, którzy często nie mają nie tylko właściwej wiedzy, ale również posługują się materiałami „podrzucanymi” przez ludzi służb – pseudo- dziennikarzy, blogerów, analityków, a nawet naukowców.

„Wrzutki” mające na celu dezinformację stosowane są od samego początku. Ilość tych fałszywych informacji jest olbrzymia i skutecznie zniechęca większość „odbiorców” do próby weryfikacji i samodzielnej analizy „tematu”. Pojawiają się teksty, oparte na zafałszowanych relacjach, zdjęcia, materiały filmowe, z których służby robią użytek, by wprowadzić w błąd odbiorców i ośmieszyć tych, którzy odkrywają rzekomo niewiarygodne fakty.

Choć teza o wybuchu samolotu pojawiła się dość dawno, to od tego momentu starano się za wszelka cenę zdyskredytować teorię zamachu, robiąc to znanymi powszechnie sposobami. Znaczną rolę w tej dezinformacji pełnia maistreamowe media, w tym również portale informacyjne, będące pod kontrolą obecnego rządu, lub ludzi związanych biznesowo z postkomunistycznym układem, a tym samym podatne na działania służb rosyjskich.

Pamiętam pierwsze tezy o sztucznej mgle, które w sposób prześmiewczy były dyskredytowane przez media i komentatorów będących na usługach tych mediów. Na nic się zdało pokazywanie podczas pracy różnego rodzaju urządzeń wojskowych, które taką „sztuczną mgłę” są w stanie wytworzyć. Teza o celowości działań Rosjan była wyśmiewana w najbardziej ordynarny sposób i wielu ludzi dało się na to nabrać, uznając, że chyba rzeczywiście nie jest możliwe wytworzenie „sztucznej mgły” i , że w ogóle bez sensu jest drążenie tego tematu, nie narażając się na śmieszność.

Gdy znaleźli się tacy, którzy zaczęli mówić o ładunkach wybuchowych, zaraz pojawiały się komentarze, że to bzdura, lub że niemożliwe jest podłożenie bomby w samolocie bo przecież była kontrola pirotechniczna, a poza tym „jaki idiota” doprowadziłby do zamachu na terytorium Rosji wiedząc, czym może grozić ujawnienie prawdy. Z kwestiami technicznymi również było podobnie. Pamiętam jeden z komentarzy na pewnym portalu, w którym śmiano się z innego komentatora, pisząc, że jest niespełna rozumu, jeśli twierdzi, że w samolocie była bomba – bo któż mógł wnieść 50 kg trotylu na pokład ?

Pierwsza zmiana myślenia nastąpiła po opublikowaniu stenogramów, odczytanych w Krakowie, nagrań z kabiny pilotów. Bezspornym stał się fakt sfałszowania przez Rosjan tych zapisów i od tej pory zaczęło poszerzać się grono osób, które nie dawało wiary „oficjalnym ustaleniom” dokonanym przez stronę rosyjską. Kolejne, niezależne badania, przeprowadzane przez Zespół Parlamentarny wywoływały wściekłość wśród tych, którym najbardziej zależało na ukryciu prawdy – politykom obozu rządzącego, reżimowym dziennikarzom i tzw. „anonimowym bytom internetowym”, które do tej pory mogły bezkarnie szafować kłamstwem i dezinformacją na internetowych portalach.  Coraz trudniejsza stała się dla nich dezawuacja wyników działań Zespołu, a prawda, która powoli się odsłaniała, przedstawiała tragiczne wydarzenia w sposób coraz bardziej kompleksowy i naukowy. Nauki zaś, w prosty sposób podważyć się nie da.

Sięgnięto więc po „dyspozycyjnych” naukowców, którzy stworzyli nowe, trudno weryfikowalne,  antagonistyczne teorie, podważające wyniki badań Zespołu Parlamentarnego. Dodatkowo próbowano również zdyskredytować „ad personam” naukowców – członków Zespołu, zarzucając im niewystarczającą, lub „niekierunkową” wiedzę w zakresie prowadzonych przez siebie badań.

Jednak i te działania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu, bo nawet najbardziej zagmatwane antagonistyczne wyniki „badań” można podważyć, o czym przekonał się np. pan Artymowicz, któremu zabrakło również odwagi do bezpośredniej weryfikacji swoich „badań” z badaniami naukowców Zespołu Parlamentarnego i który najzwyczajniej stchórzył przed spotkaniem z prof. Biniendą.

Prawdziwy przełom nastąpił jednak ostatnio, gdy na Konferencji Smoleńskiej  olbrzymie grono naukowców z różnych dziedzin nauk technicznych doszło do takiej samej konkluzji – wybuchów na pokładzie Tupolewa.

Czy można odciąć skrzydło w locie

Przyznam, że największe wrażenie podczas Konferencji Smoleńskiej wywarły na mnie dwa referaty.  Jeden z nich dotyczył analizy chemicznej części samolotu i fragmentów tkaniny, które udało się przywieźć ze Smoleńska. A drugi, jeszcze bardziej wstrząsający, referat profesora Jana Obrębskego, w którym analizuje on fragment zniszczonego elementu samolotu – jednoznacznie oceniając, że fragment ten był poddaniu działaniu materiału wybuchowego.

Spróbowałem znaleźć potencjalne możliwości połączenia konkluzji z wyników tych badań i znalazłem ciekawe materiały źródłowe, dotyczące technicznych aspektów zastosowania materiałów wybuchowych do „cięcia konstrukcji stalowych fala uderzeniową”

Pierwszy z tych materiałów dotyczy demontażu konstrukcji olbrzymiej zwałowarki w kopalni Turów. Link TUTAJ . Na stronie firmy Cama znajduje się film, przedstawiający w jaki sposób to się odbyło.

Drugi z materiałów - WYBUCHOWE ODCINANIE GŁÓWNYCH ELEMENTÓW
KOPARKI KOŁOWEJ DLA JEJ LIKWIDACJI  Link TUTAJ
przedstawia aspekty techniczne tego przedsięwzięcia. Ciekawy jest fragment dotyczący skutków wybuchu materiału kumulacyjnego :

(…)6.1. Rozrzut
Duża prędkość strumienia kumulacyjnego wychodzącego z przecinanego fragmentu
metalu może spowodować znaczny zasięg rozlotu odłamków stalowych. Ponadto duża siła
uderzenia gazów w nadcięte fragmenty konstrukcji stalowych powoduje powstanie kolejnej grupy odłamków posiadających znaczny zasięg rażenia(…)


I jeden z kluczowych jego fragmentów :

(…) Badane przez nas materiały charakteryzują się tym, że w miejsce proszku metalu
stosuje się napełniacze, takie jak węglan wapnia lub tlenek antymonu, popularnie
wykorzystywane w przetwórstwie tworzyw sztucznych. Wkładki kumulacyjne
otrzymane z kompozytów zawierających wyżej wymienione związki mają dobre
właściwości mechaniczne, np. tworzywo zawierające 80 % m/m napełniacza ma
wydłużenie względne przy zerwaniu 147 %. Stwierdzono, że zdolność tnąca
ładunków z wkładkami kumulacyjnymi sporządzonymi na bazie wymienionych
napełniaczy nie ustępuje ładunkom zawierającym wkładkę kumulacyjną z proszkiem
metalu. Dodatkowo, ani węglan wapnia, ani też tlenek antymonu nie wpływają
na przyspieszenie starzenia się lepiszcza polimerowego czy substancji zawartych
w materiale wybuchowym, co ma miejsce w przypadku zastosowania pyłu
miedzianego. Cechy uzyskanych kompozytów polimerowych sprawiają, że ich
zastosowanie do produkcji wkładek elastycznych ładunków kumulacyjnych jest
możliwe i komercyjnie uzasadnione.(…)

A więc obecność wapnia na fragmentach samolotu zbadanych przez polskich naukowców może być wyjaśniony również możliwością zastosowania związków wapnia, jako wypełniacza polimerowej wkładki kumulacyjnej.

Trzeci, najbardziej znamienny materiał, przedstawiający prace badawcze rosyjskich naukowców, nad wkładkami kumulacyjnymi służącymi do…wybuchowego demontażu konstrukcji lotniczych  :

Metoda cięcia profili z blachy i urządzenie do jego realizacji

(21), (22) Numer zgłoszenia: 5014123/27, 24/10/1991
(45) Data: 20.03.1995
(56) wykaz dokumentów cytowanych w raporcie
stwierdzenia: Zastosowanie RFN nr 2855347, cl. F 42B 2/01, 1980.

(71) Wnioskodawca (y): Stowarzyszenie "Progress"
(72) Author (s): Muzhichek SM, Lobanov VS, Krokhin VZ,Morozow IV Maksimov, I., A. Kryukov, Pominov VNBOBRUSOV VV Tarasov VG
(…)Działanie proponowanej metody są ze sobą powiązane i mają jedno zadanie - zapewnić skuteczne cięcie profili arkusz złożony kształt o zmiennej grubości (rys. 3). Wydajności cięcia zagęszczonej obszarów wzrostu z użyciem masowego powłoki w postaci segmentów cylindrycznych rur o średnicy wewnętrznej równej średnicy zewnętrznej UZ, ostatniego na lepsze dopasowanie do ścianki powłoki.
W pobliżu strony rury stanowiące część podłużną płaską zredukowane zukosowanie do wewnętrznej powierzchni, tworząc podłużną szczelinę w rurze (fig. 2). Wartość fazy wynosi 1/2 (dd), w którym D i D - zewnętrzna i wewnętrzna średnica rury, odpowiednio. Eksplozja produkty km (w postaci Douz, i H) są ograniczone przez ściany zbiornika, a naciskając rozcieńczona ściany rury w skos jest cięty do profilu upływie produktów wybuchu eliminuje różnic profilu i rurą.
Zapewnia to ochronę produktów wysokociśnieniowych wybuchu przez długi czas, aż do zniszczenia, fragmentacja rury. Dlatego ważne jest, dużą plastyczność materiału (zaletą jest to, na przykład miedzi) rur dłuższy uszkodzenia i długotrwałego przechowywania wysokiego ciśnienia produktów wybuchu z odpowiednim wzrostem wysokości materiału, ścinanie i wydajności cięcia profili blachy.
Proponowana metoda i urządzenie do jego realizacji były pilot-przetestowane podczas demontażu końcu kadłuba samolotu życia do recyklingu metali. (…)

Tekst oryginalny :
(…)На обращенной к разрезаемой детали стороне трубки выполнена продольная плоская фаска вплоть до внутренней поверхности с образованием продольной щели в трубке (фиг.2). При этом величина фаски равна 1/2 (D-d), где D и d - наружный и внутренний диаметр, трубки соответственно. Продукты взрыва УЗ (как в виде ДУЗ, так и ДШ) сдерживаются стенками оболочки, а за счет прижатия утоненных стенок трубки в районе фаски к разрезаемому профилю исключает истечение продуктов взрыва в зазор между профилем и трубкой.
Таким образом обеспечивается сохранение высокого давления продуктов взрыва в течение длительного времени вплоть до разрушения и фрагментации трубки. Поэтому оказывается важной высокая пластичность материала (преимущество имеет, например, медь) трубки для увеличения времени разрушения и длительного сохранения высокого давления продуктов взрыва с соответствующим возрастанием скорости материала, сдвиговых напряжений и эффективности резки листовых профилей.
Предложенный способ и устройство для его реализации прошли экспериментальную проверку при проведении демонтажа фюзеляжа самолетов с истекшим сроком службы для утилизации металла.(…)

I rysunki przedstawiające schemat rozmieszczenia ładunków :









Ostatnim materiałem chciałbym zakończyć ten tekst. Pochodzi on ze strony firmy Brexco, z Wielkiej Brytanii. Firma zajmuje się m.in. produkcją i sprzedażą specyficznych narzędzi leśnych,



Polecam zwłaszcza praktyczne zastosowanie, które można obejrzeć na poniższym filmie :